09.12.2024, 11:29 ✶
Florence może nie wietrzyła od razu podstępu, ale Trzecie Oko bywało kapryśne, a w Windermere działy się rzeczy przedziwne i trudne do zrozumienia. Aurowidz mógł coś przegapić, mógł sam ulec magii tamtej okolicy, albo wydawało się, że wszystko jest w porządku, gdy w istocie jakieś strzępki czerni przylgnęły, by pojawić się później. Skinęła więc głową, usatysfakcjonowana, gdy powiedział, że poprosi o sprawdzenie Atreusa.
– Może warto więc odwiedzić ich oceanarium – powiedziała, obserwując go uważnie. Więcej uwagi poświęcała teraz zdecydowanie Laurentowi niż śniadaniu: sama już niepewna, który temat powinna w tej chwili uznać za najistotniejszy, i czując ukłucie wyrzutów sumienia, że chyba nie poświęcała młodemu Prewettowi ostatnio tyle uwagi, ile powinna. Zwłaszcza że jego słowa i ożywienie budziły ślad obawy: że natura selkie nie była jedynie czymś, co umożliwiło mu przedziwny śpiew, że tkwiła cały czas, tuż pod skórą, czekając na przebudzenie.
Czy Laurent mógł mieć jeszcze jakąś rodzinę poza Prewettami? Ciotki? Kuzynki? Babkę? W jaki sposób powitałyby chłopca, w którego żyłach płynęła krew czarodziejów?
– Pamiętaj, proszę, że jeżeli nawet ma rację, patrzył na to z perspektywy selkie. To tylko część perspektywy. Może za bardzo patrzyliśmy na to z punktu widzenia czarodziejów, ale nie powinieneś o tym punkcie zapominać – stwierdziła w końcu, starannie dobierając słowa. – Nie chodzi mi oczywiście o to, że powinieneś starać się dla Edwarda i Adayi. Po prostu bycie jednym z nas też jest częścią ciebie – dodała, bo naprawdę nie chciała, aby odczytał to jako próby nacisków na utrzymywanie tego idealnego wizerunku syna Prewettów czy odrzucenie marzeń o napotkaniu selkie. To było dla niego ważne i choć na pewno nie umiała w pełni tego zrozumieć – ona w końcu nie stała na pograniczu dwóch światów, wewnętrznie rozdarta – do mogła się zacząć przynajmniej domyślać.
Być może dowiedzenie się więcej o tej stronie swojej natury miało pomóc Laurentowi pogodzić się samemu ze sobą.
– Przykro mi, że poruszę teraz jeszcze jeden, nieprzyjemny temat, ale… kupiłeś eliksiry przeciwogniowe? – spytała. – Okazuje się, że w Lammas nie tylko ja doznałam dość mrocznej wizji. Jestem już właściwie pewna, że czekają nas kolejne ataki. Powiadomiłam o tym Departament Tajemnic, ale nie wydaje się, aby byli w stanie ustalić cokolwiek konkretnego. Nic poza tym, że jest to jakoś związane z ogniem i śmierciożercami.
Frustrowało ją to i martwiło. Co przyniesie jesień, i po co te wizje, skoro nie można było zrobić z nich żadnego użytku? Czemu ten głos w ogóle zawracał jej głowę? Florence nie była pewna, kiedy się coś stanie – jej własna wizja sugerowała jedynie noc, ta Morpheusa jesień, spodziewałaby się więc przełomu września i października, nieświadoma, że to zaledwie metafora – wiedziała tylko, że na pewno się stanie.
– Może warto więc odwiedzić ich oceanarium – powiedziała, obserwując go uważnie. Więcej uwagi poświęcała teraz zdecydowanie Laurentowi niż śniadaniu: sama już niepewna, który temat powinna w tej chwili uznać za najistotniejszy, i czując ukłucie wyrzutów sumienia, że chyba nie poświęcała młodemu Prewettowi ostatnio tyle uwagi, ile powinna. Zwłaszcza że jego słowa i ożywienie budziły ślad obawy: że natura selkie nie była jedynie czymś, co umożliwiło mu przedziwny śpiew, że tkwiła cały czas, tuż pod skórą, czekając na przebudzenie.
Czy Laurent mógł mieć jeszcze jakąś rodzinę poza Prewettami? Ciotki? Kuzynki? Babkę? W jaki sposób powitałyby chłopca, w którego żyłach płynęła krew czarodziejów?
– Pamiętaj, proszę, że jeżeli nawet ma rację, patrzył na to z perspektywy selkie. To tylko część perspektywy. Może za bardzo patrzyliśmy na to z punktu widzenia czarodziejów, ale nie powinieneś o tym punkcie zapominać – stwierdziła w końcu, starannie dobierając słowa. – Nie chodzi mi oczywiście o to, że powinieneś starać się dla Edwarda i Adayi. Po prostu bycie jednym z nas też jest częścią ciebie – dodała, bo naprawdę nie chciała, aby odczytał to jako próby nacisków na utrzymywanie tego idealnego wizerunku syna Prewettów czy odrzucenie marzeń o napotkaniu selkie. To było dla niego ważne i choć na pewno nie umiała w pełni tego zrozumieć – ona w końcu nie stała na pograniczu dwóch światów, wewnętrznie rozdarta – do mogła się zacząć przynajmniej domyślać.
Być może dowiedzenie się więcej o tej stronie swojej natury miało pomóc Laurentowi pogodzić się samemu ze sobą.
– Przykro mi, że poruszę teraz jeszcze jeden, nieprzyjemny temat, ale… kupiłeś eliksiry przeciwogniowe? – spytała. – Okazuje się, że w Lammas nie tylko ja doznałam dość mrocznej wizji. Jestem już właściwie pewna, że czekają nas kolejne ataki. Powiadomiłam o tym Departament Tajemnic, ale nie wydaje się, aby byli w stanie ustalić cokolwiek konkretnego. Nic poza tym, że jest to jakoś związane z ogniem i śmierciożercami.
Frustrowało ją to i martwiło. Co przyniesie jesień, i po co te wizje, skoro nie można było zrobić z nich żadnego użytku? Czemu ten głos w ogóle zawracał jej głowę? Florence nie była pewna, kiedy się coś stanie – jej własna wizja sugerowała jedynie noc, ta Morpheusa jesień, spodziewałaby się więc przełomu września i października, nieświadoma, że to zaledwie metafora – wiedziała tylko, że na pewno się stanie.