24.01.2023, 19:22 ✶
Oboje więc znaleźli się w tym dziwnym miejscu nie ze swojej winy, całkowicie przypadkiem, co wcale ich sytuacji nie poprawiało. Nie mieli pojęcia gdzie są, ani co ich tu tak naprawdę przywiało, przez co nadal zgrywali zagubione dusze, co prawda teraz dwie, a nie jedną, więc nie umrą może z nudów. Co prawda nadal mogli utonąć, zostać zjedzonymi przez jakieś bliżej niezidentyfikowane stworzenie, czy po prostu paść z głodu i wycieńczenia. Choć równie dobrze mogli być godzinę drogi od cywilizacji i nie mieli powodu do paniki. Szkoda jednak, że nie mieli tego w żaden sposób jak sprawdzić. Przynajmniej nie licząc ślepego marszu.
Tomasz niezmiernie się cieszył, że kobieta albo nie widziała jego występu, albo po prostu umiała ukryć swoje zażenowanie tak dobrze, że nie wprawiała chłopaka w większy dyskomfort, niz te całe mokradła, na których przyszło im wylądować. Brak powodu, by jego policzki spłonęły jeszcze większym rumieńcem, był pokrzepiający, nawet w tej sytuacji.
Jego podejrzenie trochę zelżało, widząc, że kobieta jest równie zagubiona co i on, nie oznaczało to jednak, że przestał kompletnie się mieć na baczności. Jak już wcześniej
wspomniał w myślach, mogła być wyśmienitą aktorką. Na razie jednak nie miał za wiele do stracenia, jeśli mieliby tylko porozmawiać i podzielić się informacjami na temat sytuacji, która ich spotkała. Bo w sumie co innego można było zrobić?
- Ja za to miałem się dostać za pomocą teleportacji z moim kolegą pod ministerstwo, ale chyba mnie zgubił po drodze. Albo coś mnie tu ściągnęło. - Podrapał się po karku, lekko niepewny, co to wszystko oznacza i jak to naprawić. Choć w przypadku tego drugie za dużo opcji i tak nie mieli.
- Nie, moja różdżka kompletnie przestała działać, ani iskry, ani nawet znajomej wibracji, nic - podkreslił, ukazując umorusany przedmiot kobiecie. Skrzywił się, rozejrzał, nie widząc jednak niczego, czym mógłby wytrzeć swoje główne czarodziejskie narzędzie. W końcu poświęcił swoją koszulkę, wiedząc, że i tak wszystko, w czym tu przybył, będzie się nadawać tylko do prania. Następnie różdżka wylądowała w kieszeni spodni.
- Czyli podsumowując. Jesteśmy nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak tu dotarliśmy i ogólnie jesteśmy w ciemnych czterech literach. - Uśmiechnął się krzywo, znów rozglądając się po okolicy. - To co, spacer po jakże bajecznie wyglądającej okolicy? - Jego głos ociekał sarkazmem. W końcu widoki sprawiały wrażenie wyjętych wprost z horroru, cuchnęły niemiłosiernie, ale raczej nie powinni się spodziewać, że ktoś im nagle ruszy na ratunek. Wróć. Longbottomowie pewnie zaczną się niepokoić, jeśli nie wróci na noc i z nikim się nie skontaktuje, szanse, że go znajdą w tym miejscu, w którym był, raczej wyglądały nikle. Był więc zdany na siebie i na stojącą obok niego blondynkę… W sumie to miał wrażenie, że był zdany tylko na siebie, choć nie odważyłby się tego powiedzieć głośno. Zamiast tego wyciągnął do niej rękę.
- Thomas Hardwick - przedstawił się, uśmiechając się już bardziej szczerze.
Tomasz niezmiernie się cieszył, że kobieta albo nie widziała jego występu, albo po prostu umiała ukryć swoje zażenowanie tak dobrze, że nie wprawiała chłopaka w większy dyskomfort, niz te całe mokradła, na których przyszło im wylądować. Brak powodu, by jego policzki spłonęły jeszcze większym rumieńcem, był pokrzepiający, nawet w tej sytuacji.
Jego podejrzenie trochę zelżało, widząc, że kobieta jest równie zagubiona co i on, nie oznaczało to jednak, że przestał kompletnie się mieć na baczności. Jak już wcześniej
wspomniał w myślach, mogła być wyśmienitą aktorką. Na razie jednak nie miał za wiele do stracenia, jeśli mieliby tylko porozmawiać i podzielić się informacjami na temat sytuacji, która ich spotkała. Bo w sumie co innego można było zrobić?
- Ja za to miałem się dostać za pomocą teleportacji z moim kolegą pod ministerstwo, ale chyba mnie zgubił po drodze. Albo coś mnie tu ściągnęło. - Podrapał się po karku, lekko niepewny, co to wszystko oznacza i jak to naprawić. Choć w przypadku tego drugie za dużo opcji i tak nie mieli.
- Nie, moja różdżka kompletnie przestała działać, ani iskry, ani nawet znajomej wibracji, nic - podkreslił, ukazując umorusany przedmiot kobiecie. Skrzywił się, rozejrzał, nie widząc jednak niczego, czym mógłby wytrzeć swoje główne czarodziejskie narzędzie. W końcu poświęcił swoją koszulkę, wiedząc, że i tak wszystko, w czym tu przybył, będzie się nadawać tylko do prania. Następnie różdżka wylądowała w kieszeni spodni.
- Czyli podsumowując. Jesteśmy nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak tu dotarliśmy i ogólnie jesteśmy w ciemnych czterech literach. - Uśmiechnął się krzywo, znów rozglądając się po okolicy. - To co, spacer po jakże bajecznie wyglądającej okolicy? - Jego głos ociekał sarkazmem. W końcu widoki sprawiały wrażenie wyjętych wprost z horroru, cuchnęły niemiłosiernie, ale raczej nie powinni się spodziewać, że ktoś im nagle ruszy na ratunek. Wróć. Longbottomowie pewnie zaczną się niepokoić, jeśli nie wróci na noc i z nikim się nie skontaktuje, szanse, że go znajdą w tym miejscu, w którym był, raczej wyglądały nikle. Był więc zdany na siebie i na stojącą obok niego blondynkę… W sumie to miał wrażenie, że był zdany tylko na siebie, choć nie odważyłby się tego powiedzieć głośno. Zamiast tego wyciągnął do niej rękę.
- Thomas Hardwick - przedstawił się, uśmiechając się już bardziej szczerze.