Prychnęła. Oczywiście, że mieli jasność, jak zawsze. Uderzali w siebie swoimi argumentami, byli ślepi na to, co drugie ma im do powiedzenia. To nie był pierwszy raz, to im się zdarzało. Zazwyczaj wracali do tematu trochę później, gdy ochłonęli, czuła jednak, że tym razem może zabraknąć im takiej możliwości, dlatego też próbowała się miarkować, ale czy jej to wychodziło? Nie do końca. Zaczynała wyrzucać z siebie kolejne nie do końca przemyślane słowa, i zdawała sobie sprawę z tego, że może to przynieść efekt odwrotny do zamierzonego, nie umiała się jednak pohamować. Gotowała się coraz bardziej, czuła, że znajdowała się na skraju, niewiele brakowało do tego, aby wybuchła.
Nie podobało jej się to, że nie potrafią się dogadać. Rozmowa nie wychodziła im najlepiej, cóż, nigdy nie byli szczególnie dobrzy w wyrażaniu w ten sposób swoich uczuć. Szło im to raczej bardzo topornie, co zresztą teraz zostało potwierdzone.
Miała swoją wizję, którą chciała mu przedstawić, ale zdecydowanie mu się ona nie spodobała. Nie miała pojęcia dlaczego, to robiło się coraz trudniejsze. Mieszał jej w głowie, bo niby ją kochał, ale nie chciał, żeby znajdowała się obok niego. Nadal próbował ją odrzucić, nadal zależało mu na tym, żeby ją od siebie odepchnąć. Znowu nie widział tego, czego ona chce. Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby rzucić się za nim w przepaść. Faktycznie było w tym trochę szaleństwa, pewnie nawet by nie zaprzeczyła, ale czy było to coś złego? Miłości i szaleństwo znajdowały się blisko siebie, przynajmniej zdaniem Yaxleyówny. Powodowały opętanie, nie do końca racjonalne myślenie, ale nie uważała, że to było niewłaściwe. Mogła się poświęcić dla kogoś na kim jej zależało, niewiele było takich osób.
- Nie prosiłeś o to, żebym na ciebie czekała, a przed sekundą miałeś pretensje o to, że się zaręczyłam. - Nie miała pojęcia, czego od niej chce. Zdecydowanie nie podobałoby mu się, gdyby ruszyła dalej, sam o tym wspomniał, a jednak uważał, że nie powinna mieć nadziei na to, że kiedyś, być może dostaną kolejną szansę od losu. To nie tak, że nie szukała, próbowała się uszczęśliwiać w ramionach innych mężczyzn, ale nic jej to nie dawało. Czuła pustkę, i chwilowe ugaszenie pożądania, być może, czasami, ale nic więcej. Nie umiała go zastąpić, nie chciała tego robić, nie potrafiła. Nadal wydawało jej się, że są ze sobą związani. Liczyła na to, że kiedyś uda im się wszystko naprawić, jeszcze nigdy, od tego półtora roku nie znajdowali się tak blisko siebie. Gdy zaczęli tę rozmowę myślała, że może jakoś będą potrafili do siebie dotrzeć, jednak im dalej w nią brnęli, tym bardziej się mijali. Trudno jej było wierzyć w to, że być może faktycznie nie było już żadnej szansy, tyle, że Ambroise usilnie jej to wmawiał, chciał trzymać ją od siebie z daleka, mimo, że mówił o tym, że wciąż ją kocha. To było dopiero popierdolone.
Jego słowa bolały, pozostawiały rany głębsze od najostrzejszych mieczy. Nie spodziewała się, że to eskaluje do czegoś takiego. Naprawdę ją krzywdził i pewnie szybko o tym nie zapomni. Nie chciał jej, cóż, powinna była o tym pamiętać. Kochał ją, ale jej nie chciał, jak można w ogóle komuś powiedzieć coś takiego?
Później było tylko gorzej. Tak, była silna, tak wcale nie tak łatwo było w nią uderzyć, tyle, że akurat on bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, co zaboli ją najbardziej. Zamilkła, usta zaczęły jej drżeć, czuła, że nie jest w stanie z tym nic zrobić. Była bezsilna, nie znosiła tego uczucia, miała ochotę wyć, ale zamilkła. Nie chciała jeszcze bardziej się upodlić, bo czuła, że i tak znajduje się już na dnie. Była gotowa zrobić dla niego wszystko, a on jak jej się odwdzięczał?
Oczy zrobiły jej się szklane, próbowała nie pęknąć. Tak, aluzje do niej docierały, coraz bardziej, czyli to właśnie robili, pieprzyli się tutaj, a on później zamierzał zniknąć bez słowa. Znowu. Dlaczego w ogóle myślała, że mogło być inaczej? Czy naprawdę była taka ślepa, głupia? Nie miała pojęcia, wiedziała jednak, że nie zniesie więcej tych słów. To było dla niej zbyt wiele. Ona również miała swoje granice.
Reakcje, którymi ją raczył, również nie ułatwiały jej tej rozmowy. Widziała jego wzrok, pogardę, dlaczego jej to robił? Chciał ją do siebie zrazić? Jeśli tak, to całkiem nieźle mu to wyszło. Mogłaby mu pogratulować, wygrał to.
Dawno nikt jej nie potraktował w taki sposób, tak właściwie to wydawało jej się, że chyba nigdy nie przytrafiło jej się coś podobnego. Nie w takiej sytuacji. Próbowała być obojętna, ale wcale jej to nie wychodziło. Zupełnie jej się to nie udawało.
- Jasne, niech tak będzie, dostosuję się. - Głos, jej drżał, to było zbyt wiele. Nie spodziewała się usłyszeć, aż takich gorzkich słów. Nie od niego, jeszcze nigdy jej tak mocno nie zranił. Powstrzymywała łzy, żeby jeszcze bardziej się nie upokorzyć, bo przecież przed chwilą była bliska błagania, aby przyjął ją znowu do swojego życia. Jakaż była głupia i naiwna. Powinna się tego spodziewać. W końcu ostatnio nic się jej nie udawało, wszystko się pierdoliło, wypadałoby do tego przywyknąć.
Najwyraźniej nigdy więcej już nie miała być szczęśliwa. Musiała to sobie przyswoić. Zresztą może była po prostu zaślepiona tym, co przeżyli, może źle to oceniła. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Ostatnio wszystkie decyzje, które podejmowała prowadziły ją do miejsc, w których nie chciała się znaleźć. Straciła kontrolę, powinna się z tym pogodzić. Jakoś sobie poradzi, prawda? Zawsze przecież sobie radziła. Pękło jej serce, ale to przecież nie było nic takiego, robił to dla jej dobra... Jasne. Piękne i ckliwe wytłumaczenie, chciał jej szczęścia, ale się z nią nie liczył. Wspaniale, naprawdę wspaniale. Nadzieja zaczynała gasnąć, właściwie to zgasła całkowicie. Zniknęła. Nastał mrok, który zapewne pochłonie jej duszę, nie miała pojęcia, jak bowiem mogłaby się pozbierać po tym, co właśnie jej powiedział.
- Tak, to nie jest coś, czego bym chciała. Mamy jasność. - O to mu chodziło, prawda? Chciał, żeby się z nim zgodziła, oczywiście, że miała to zrobić. Jak zawsze, rzadko kiedy udawało jej się stawiać na swoim, szczególnie przy nim, tutaj nigdy nie miała zbyt wielkiego pola do dyskusji. Mamił ją tym, że byli sobie równi, że traktował ją, jakby znajdowała się na tym samym, decyzyjnym poziomie, ale nigdy tak nie było. Powinna się z tym pogodzić.
- Nie, nie ożeniłbyś się ze mną, nigdy tego nie chciałeś, dobrze się stało, że do tego nie doszło. - Pamiętała te dwa razy, kiedy wspominał coś o ślubie, kiedy wyprowadziło ją to z równowagi, bo nie chciała, żeby miał jakieś dziwne poczucie obowiązku, że powinien zaoferować jej taką propozycję. Dobrze się stało, że wtedy tego nie zrobił, dobrze, że udało jej się jakoś odwieść go od tego pomysłu, bo najwyraźniej było tak jak jej się wydawało, zrobiłby to tylko po to, aby ona poczuła się lepiej. Na szczęście teraz już nie musiał udawać, nic ich miało więcej nie łączyć. Dotarło to do niej, mieli jasność. Stuprocentową.
- Cieszy mnie to, że tak dobrze mnie znasz i wiesz, czego chcę. Sama pewnie nie potrafiłabym się określić, cóż bym bez ciebie zrobiła. - Ton jej głosu się zmienił, nie brakowało w nim teraz chłodu, zresztą on również przeszywał jej ciało niemalże do samych kości. Odrzucił ją, musiała się z tym pogodzić, chociaż nie było to nic przyjemnego. Znowu to zrobił, tym razem patrząc jej w twarz, no może nie do końca, bo uciekał spojrzeniem. Zastanawiała się przez chwilę, co skłoniło go do tego, że był w stanie ją tak bardzo skrzywdzić, skoro wspominał, że ją kochał. Kto właściwie był w stanie skrzywdzić kogoś, kogo kochał w taki sposób?
Dawno nie wydawało jej się, że jest tak bardzo samotna. Niby znajdował się obok, wyciągnął dłoń, by schować jej kosmyk włosów za ucho, ale zupełnie ignorował ją, jej słowa, jej pragnienia. Przegrała, tak, zdecydowanie czuła, że przegrała tę konfrontację. Chyba zaczynała się z tym godzić. Odruchowo wysunęła się z jego ramion, przesunęła się pod zagłówek łóżka, objęła kolana rękoma. Milczała, ciągle. Nie potrafiła wykrztusić z siebie żadnego słowa. Złamał ją, a przecież nie tak łatwo było ją złamać. Była silna, nie powinna tak zareagować, ale to się stało.
To był jej kolejny upadek, nie miała pojęcia, jak się po nim pozbiera i czy w ogóle uda jej się wstać.