09.12.2024, 22:56 ✶
Posłał jej kolejny zadziorny uśmiech, w którym jednak czaiły się sympatia, jak i pewna troska.
– Nie mam pojęcia co mi sugerujesz moja droga – powiedział. – Czyżbyś zakładała, że gdzieś tam poza przyjacielską chęcią niesienia ponocy celuję w wywołanie niewielkiego skandalu na pogrzebie członka rodziny, która wyrzekła się mojej matki z wzajemnością? – uśmiech stał się nieco bardziej figlarny. – Może gdyby ona tutaj była coś by zrobiła. Na całe szczęście jest teraz w Wenecji. Ja tylko pomogę znaleźć ci sukienkę. To, że nie będę mógł zaproponować tej samej olśniewającej kreacji Robertowi już nie jest moją winą.
To był jej mąż. Nie znał oczywiście szczegółów życia małżeńskiego jej i Roberta, a sam o tych rodowitych Mulciberach może i nie miał najlepszego zdania, ale nie zamierzał zapędzać się w przytykach i uszczypliwościach.
Po prostu chciał polepszyć jej humor. Możliwie, że sobie też, bo i jego romantyczne życie przypominało obecnie chmury burzowe nad głową Selwyna. Tego jednak nie mógł i nie zamierzał jej powiedzieć.
Na bezgłośne dziękuję odpowiedział równie bezgłośnym nie ma za co w postaci skinięcia głową.
– Wybacz mi Lorien, przez natłok pracy musiało mi umknąć wpisanie waszych potajemnych schadzek, ale myślę, że już za kilka dni będę miał co do tego więcej możliwości – odpowiedział, przyglądając się jak poprawia zagniecenie w jego stroju, śmiejąc się szczerze na wspomnienie ślubu. Selwyn nie tyle co lubił plotki, ale lubił, gdy się o nim mówiło. Oczywiście zawsze wolał, aby te wszystkie pogłoski i przekręcone półprawdy nie przysporzyły my zbyt dużo kłopotów, ale... Ale lubił, gdy się o nim mówiło, a też nie był głupi, ani aż tak skromny, aby nie wiedzieć, że był świetnym obiektem do plotek. Wysoki, charyzmatyczny, przystojny, dobrze ubrany, inteligenty i zdolny czarodziej, były ambasador, ze świetną karierą w Ministerstwie Magii, jak i nieco skandaliczną przeszłością. Bogini, Matka wiedziała co robiła, gdy zsyłała go na ten świat, a on niósł to brzemię nadanego mu ideału z godnością.
– Płotka miała jedynie uderzyć w matkę mojej niedoszłej małżonki, tej samej której kiedyś pomogłem uciec sprzed naszego ołtarza – Prostrze, milsze czasy. Oh jakby wolał teraz znowu zniszczyć swój ślub niż lawirować w tym konflikcie z byłym kochankiem. – Świetnie. A więc zostawmy wszystko w losach Czarownicy, bo i tak to ona rządzi tym światem – zażartował, a potem, zgodnie z jej prośbą, pokierował ją w stronę wyjścia, tak by znaleźć się w salonie Rosierów.
Tak jak zapowiedział eden z salonów Rosierów na czas ich wizyty zarezerwowany był wyłącznie dla nich i chociaz zakładał, że nie powinni nadużywać tej gościnności zbyt długo, nawet jeśli została odpowiednio opłacona, to przez dłuższy czas on i Lorien powinni mieć wszystkie czarne suknie, jak i butelkę szampana, wyłącznie do swojej dyspozycji. Co więcej, kilka z kreacji, było już nawet wystawionych, tak by to one pierwsze przyciągnęły ich uwagę. Niestety nie uniknęły one krytyki Jonathana.
– Hm... Zrozpaczony bałwan, wyuzdany elf i naburmuszona piratka – skomentował po kolei trzy kreacje, przyglądając im się oceniająco. – Przynajmniej kilka odpadło na start. Widzisz coś, co wpadło ci w oko?
– Nie mam pojęcia co mi sugerujesz moja droga – powiedział. – Czyżbyś zakładała, że gdzieś tam poza przyjacielską chęcią niesienia ponocy celuję w wywołanie niewielkiego skandalu na pogrzebie członka rodziny, która wyrzekła się mojej matki z wzajemnością? – uśmiech stał się nieco bardziej figlarny. – Może gdyby ona tutaj była coś by zrobiła. Na całe szczęście jest teraz w Wenecji. Ja tylko pomogę znaleźć ci sukienkę. To, że nie będę mógł zaproponować tej samej olśniewającej kreacji Robertowi już nie jest moją winą.
To był jej mąż. Nie znał oczywiście szczegółów życia małżeńskiego jej i Roberta, a sam o tych rodowitych Mulciberach może i nie miał najlepszego zdania, ale nie zamierzał zapędzać się w przytykach i uszczypliwościach.
Po prostu chciał polepszyć jej humor. Możliwie, że sobie też, bo i jego romantyczne życie przypominało obecnie chmury burzowe nad głową Selwyna. Tego jednak nie mógł i nie zamierzał jej powiedzieć.
Na bezgłośne dziękuję odpowiedział równie bezgłośnym nie ma za co w postaci skinięcia głową.
– Wybacz mi Lorien, przez natłok pracy musiało mi umknąć wpisanie waszych potajemnych schadzek, ale myślę, że już za kilka dni będę miał co do tego więcej możliwości – odpowiedział, przyglądając się jak poprawia zagniecenie w jego stroju, śmiejąc się szczerze na wspomnienie ślubu. Selwyn nie tyle co lubił plotki, ale lubił, gdy się o nim mówiło. Oczywiście zawsze wolał, aby te wszystkie pogłoski i przekręcone półprawdy nie przysporzyły my zbyt dużo kłopotów, ale... Ale lubił, gdy się o nim mówiło, a też nie był głupi, ani aż tak skromny, aby nie wiedzieć, że był świetnym obiektem do plotek. Wysoki, charyzmatyczny, przystojny, dobrze ubrany, inteligenty i zdolny czarodziej, były ambasador, ze świetną karierą w Ministerstwie Magii, jak i nieco skandaliczną przeszłością. Bogini, Matka wiedziała co robiła, gdy zsyłała go na ten świat, a on niósł to brzemię nadanego mu ideału z godnością.
– Płotka miała jedynie uderzyć w matkę mojej niedoszłej małżonki, tej samej której kiedyś pomogłem uciec sprzed naszego ołtarza – Prostrze, milsze czasy. Oh jakby wolał teraz znowu zniszczyć swój ślub niż lawirować w tym konflikcie z byłym kochankiem. – Świetnie. A więc zostawmy wszystko w losach Czarownicy, bo i tak to ona rządzi tym światem – zażartował, a potem, zgodnie z jej prośbą, pokierował ją w stronę wyjścia, tak by znaleźć się w salonie Rosierów.
***
Tak jak zapowiedział eden z salonów Rosierów na czas ich wizyty zarezerwowany był wyłącznie dla nich i chociaz zakładał, że nie powinni nadużywać tej gościnności zbyt długo, nawet jeśli została odpowiednio opłacona, to przez dłuższy czas on i Lorien powinni mieć wszystkie czarne suknie, jak i butelkę szampana, wyłącznie do swojej dyspozycji. Co więcej, kilka z kreacji, było już nawet wystawionych, tak by to one pierwsze przyciągnęły ich uwagę. Niestety nie uniknęły one krytyki Jonathana.
– Hm... Zrozpaczony bałwan, wyuzdany elf i naburmuszona piratka – skomentował po kolei trzy kreacje, przyglądając im się oceniająco. – Przynajmniej kilka odpadło na start. Widzisz coś, co wpadło ci w oko?