Emerytura... a nie chciałbyś? Czy powinien wypowiadać to pytanie? Albo mówić o swoich wątpliwościach co do tych kłopotów? To nie tak, że uważał dzieci za wyzwanie dla Flynna, ale potrafił uwierzyć, że zawsze, jeśli coś może pójść nie tak - pójdzie. I nagle się okaże, że jeden z tych dzieci to syn pani ministry. Takie absurdy potrafiły bardzo skutecznie zaskoczyć, a Laurent był przyzwyczajony do tego, że życie mu raczej niczego nie ułatwia.
- Widziałeś ją... Nie pomylił byś. - Uśmiechnął się, ale kontynuował od razu. - Biała, z delikatnymi zdobieniami drewnianymi. Tę zdobienia wyglądają jak zrobione z masy perłowej. - Stuknął palcem w kolczyk z perłą, który nosił. Kolczyk sztuk jeden - bo to była wyjątkowa perła. Ta czynność wymagała uprzednio odłożenia widelca Flynna do jego pudełka. - Ma rdzeń z włosa wiły. I nie, jestem fatalny w magii zauroczenia. - To nie był żaden ekstrawagancki wkład, ale zazwyczaj jednak sprzyjał czarodziejom praktykującym tę sztukę. Laurent czarował nią - ale głosem.
Zatrzymał się w jedzeniu i spojrzał kontrolnie na Flynna. Spojrzał, widział, że świat nie upada, więc wrócił wzrokiem na tackę, ale odłożył w końcu swoje sztućce i swoją porcję na stolik. Objął go ramieniem w tej pozycji, w której siedział.
- To jedna z najbardziej niechlubnych części naszej historii. - A znalazłoby się ich wiele, wiele więcej. Daleko szukać nie trzeba - skrzaty. - Cxemu Egipt cię tak przejął? Czy to przez tę historię?
Ach tak... Wyślizgnęło się z jego ust w zamyśleniu. Więc nauczył się tego będąc w sumie z nią. A przynajmniej tam to w końcu opanował. Ona. Nie był przekonany, czy... Nie. Był pewien, że teraz to nie czas o to pytać. Szczególnie, że już i tak go wymęczył różnymi pytaniami.
- Dziękuję, że chcesz odpowiadać. Jest mi bardzo miło, masz piękny głos, którego lubię słuchać. - Uśmiechnął się do niego bajecznie i ucałował płatek jego ucha, skórę pod uchem, szyję linie żuchwy i policzek. W nagrodę - jakże zasłużoną. A miał na myśli co najmniej kilka o wiele lepszych nagród.