10.12.2024, 11:06 ✶
Leżenie na poduszkach było zaskakująco wygodne, choć potrzebowała chwili by nie myśleć o tym, czy jej się zaraz nie upierdoli czymś kiecka. To był właśnie problem z tego typu ubraniami - brudziły się. Dlatego na klify zawsze przychodziła w swoich skandalicznie ciasnych jeansach, które wiele już w życiu zniosły. Ale teraz? Białe? Toć to wystarczy spojrzeć i już upierdolone.
- Uhmpf... - odpowiedziała niezbyt mądrze na te ciche wyznania, które w milszy sposób opowiadały o tym jak jej kolega ze szkoły walił sobie konia na łódce wyobrażając sobie jej kościstą dupę. Ona nie pamiętała go wcale. Nie był ani kumplem jej brata, ani graczem, ani chociaż z nią na roku. A może był, tylko fakt istnienia w innym domu skutecznie wymazał jego twarz z księgi wspomnień? Zdziwiła się jak dostała od niego list i musiała podpytać zakonniarzy, czy ktoś go kojarzy, ale no... Randka, tak.
- Jop, tak właśnie... ja mam mówić, troche się boje wiesz? Jestem w sumie ciekawa , czy spierdolisz z randki, jak moje dwie pozostałe żałosne próby? Koleś zabrał mnie z samego początku balu i zabrał mnie na chińszczyzne. A byłam lepiej ubrana niż dzisiaj? - prychnęła. - A drugi postanowił pobić się na środku party i potem wyszedł zostawiając tylko notkę "ojojoj, jebie mnie to, że nikogo tu nie znasz, nie będę mógł się pokazać z takim obitym ryjem, czekam gdzieśtam tośtam". No ale, do trzech razy sztuka co nie? - zaśmiała się w niezręczności całej sytuacji, jego maślanych oczu i własnych nieuczesanych myśli krążących wokół wszędzie i nigdzie.
Nie była typem dziewczyny który chodził na randki. Z nią nie trzeba było pierdolić, żeby się ruchać, nawet jeśli inni mogli stwierdzić, że była łatwa no to kurwa, może i była chuj im do tego jak rozładowywała swoje napięcie. Tymczasem randki zobowiązywały do tego, żeby jakoś się zachowywać, przy czym jakoś było słowem kluczem.
Wypuściła z siebie powietrze jak sflaczały balon i zapatrzyła się w gwiazdy. Były całkiem spoko, choć może gdyby był sztorm churagan tysiące szatanów na niebie, to byłoby też za głośno, żeby strzępić sobie język.
- Zazwyczaj skacze, jak mnie woła. Wiesz mam miotłe, rózdżkę, chociaż pokusa, że któregoś dnia teleportacja nie wejdzie i roztrzaskam sobie ten głupi łeb... Czasami pokusa jest silna. Na tych waszych statkach, też włazisz na maszt i patrzysz na pokład? W ogóle pływasz z mugolami czy czarodziejami? Używacie na statkach mioteł? - Odwróciła się na bok by nie być skończonym dupkiem (dupką?) i sobie popatrzeć na tę ładną opaloną buzię. W sumie to byłoby całkiem ciekawe, czy by się odnalazła na takim półrocznym rejsie, czy by ją pojebało do reszty z nudów właśnie.
- Uhmpf... - odpowiedziała niezbyt mądrze na te ciche wyznania, które w milszy sposób opowiadały o tym jak jej kolega ze szkoły walił sobie konia na łódce wyobrażając sobie jej kościstą dupę. Ona nie pamiętała go wcale. Nie był ani kumplem jej brata, ani graczem, ani chociaż z nią na roku. A może był, tylko fakt istnienia w innym domu skutecznie wymazał jego twarz z księgi wspomnień? Zdziwiła się jak dostała od niego list i musiała podpytać zakonniarzy, czy ktoś go kojarzy, ale no... Randka, tak.
- Jop, tak właśnie... ja mam mówić, troche się boje wiesz? Jestem w sumie ciekawa , czy spierdolisz z randki, jak moje dwie pozostałe żałosne próby? Koleś zabrał mnie z samego początku balu i zabrał mnie na chińszczyzne. A byłam lepiej ubrana niż dzisiaj? - prychnęła. - A drugi postanowił pobić się na środku party i potem wyszedł zostawiając tylko notkę "ojojoj, jebie mnie to, że nikogo tu nie znasz, nie będę mógł się pokazać z takim obitym ryjem, czekam gdzieśtam tośtam". No ale, do trzech razy sztuka co nie? - zaśmiała się w niezręczności całej sytuacji, jego maślanych oczu i własnych nieuczesanych myśli krążących wokół wszędzie i nigdzie.
Nie była typem dziewczyny który chodził na randki. Z nią nie trzeba było pierdolić, żeby się ruchać, nawet jeśli inni mogli stwierdzić, że była łatwa no to kurwa, może i była chuj im do tego jak rozładowywała swoje napięcie. Tymczasem randki zobowiązywały do tego, żeby jakoś się zachowywać, przy czym jakoś było słowem kluczem.
Wypuściła z siebie powietrze jak sflaczały balon i zapatrzyła się w gwiazdy. Były całkiem spoko, choć może gdyby był sztorm churagan tysiące szatanów na niebie, to byłoby też za głośno, żeby strzępić sobie język.
- Zazwyczaj skacze, jak mnie woła. Wiesz mam miotłe, rózdżkę, chociaż pokusa, że któregoś dnia teleportacja nie wejdzie i roztrzaskam sobie ten głupi łeb... Czasami pokusa jest silna. Na tych waszych statkach, też włazisz na maszt i patrzysz na pokład? W ogóle pływasz z mugolami czy czarodziejami? Używacie na statkach mioteł? - Odwróciła się na bok by nie być skończonym dupkiem (dupką?) i sobie popatrzeć na tę ładną opaloną buzię. W sumie to byłoby całkiem ciekawe, czy by się odnalazła na takim półrocznym rejsie, czy by ją pojebało do reszty z nudów właśnie.