24.01.2023, 19:56 ✶
Sądząc po parującym entuzjazmem głosie klienta to trafił mu się całkiem przyjemny egzemplarz. Odnosił wrażenie, że będzie mógł mu przedstawić najciekawsze oferty i kombinacje menu aby zyskała na tym klubokawiarnia ale też aby klient wyszedł z rozpieszczonym podniebieniem. Kto jak kto lecz Salem wiedział jak to jest wyjść skądś z pełnym brzuchem i ucieszonymi kubeczkami smakowymi.
- Pączek z nadzieniem malinowym. - przeszedł po blacie i pacnął łapą imbryczek, który zaczarowany w specjalny sposób reagował na koci dotyk. Całe zaplecze kuchenne przesiąknięte były magią, głównie na potrzeby jego obsługi. Zazwyczaj miał do pomocy chociażby Mabel ale teraz wyjątkowo został sam.
- Jeśli już pan wybrał to proszę dwukrotnie dotknąć magiczną ręką szyby na wysokości wybranego pączka. - poinstruował bo jednak klientela w tych godzinach musiała być nieco bardziej samodzielna niż wtedy kiedy była tutaj Nora czy ktokolwiek do pomocy.
Zdziwił się zaskoczeniem mężczyzny kiedy ten w końcu się wyprostował i spostrzegł, że rozmawiał z kotem. Zastrzygł trójkątnymi uszami i wyprostował puchatą szyję.
- Mówię i rozwiązuję proste równania matematyczne. Nie śpiewam i nie gram na instrumentach. - odparł poważnie. Kocia mimika i zdolność intonacji głosowej nie pozwalała mu na niewerbalne okazywanie poczucia humoru. Nie uśmiechał się też pyskiem a ogonem, który obecnie zwinięty był wokół jego łap. Piękny, puchaty, rudy, wyczesany szorstkim językiem.
- Uprzedzę pytania - nie jestem uzdolnionym animagiem a częścią duszy nieobecnej teraz właścicielki tej klubokawiarni. Dodam również, że moja inteligencja nie ma specjalnych ograniczeń więc może pan ze mną rozmawiać jak z innym czarodziejem. - dodał i skierował pyszczek w kierunku imbryka.
- Capuccino gotowe. - podniósł się i przeszedł na sąsiedni blat, gdzie tknął czubkiem nosa mały talerzyk. Ten drgnął i ostrożnie popłynął w powietrzu w kierunku klienta. Rozlała się zaledwie jedna kropelka, być może zauważalna jedynie dla kociego oka.
- To będzie czterdzieści siedem sykli za ten zestaw. - z przyzwyczajenia podał mu filiżankę a pączka na talerzyku zamiast zapytać czy potrzebuje tego na wynos. Poruszył wąsami zbierając z powietrza zapachy bijące od mężczyzny.
- Gdzie moje maniery. Zwę się Salem. - dodał z pośpiechem i usiadł z powrotem na swoje miejsce na blacie, tuż obok kubka capuccino.
- Pączek z nadzieniem malinowym. - przeszedł po blacie i pacnął łapą imbryczek, który zaczarowany w specjalny sposób reagował na koci dotyk. Całe zaplecze kuchenne przesiąknięte były magią, głównie na potrzeby jego obsługi. Zazwyczaj miał do pomocy chociażby Mabel ale teraz wyjątkowo został sam.
- Jeśli już pan wybrał to proszę dwukrotnie dotknąć magiczną ręką szyby na wysokości wybranego pączka. - poinstruował bo jednak klientela w tych godzinach musiała być nieco bardziej samodzielna niż wtedy kiedy była tutaj Nora czy ktokolwiek do pomocy.
Zdziwił się zaskoczeniem mężczyzny kiedy ten w końcu się wyprostował i spostrzegł, że rozmawiał z kotem. Zastrzygł trójkątnymi uszami i wyprostował puchatą szyję.
- Mówię i rozwiązuję proste równania matematyczne. Nie śpiewam i nie gram na instrumentach. - odparł poważnie. Kocia mimika i zdolność intonacji głosowej nie pozwalała mu na niewerbalne okazywanie poczucia humoru. Nie uśmiechał się też pyskiem a ogonem, który obecnie zwinięty był wokół jego łap. Piękny, puchaty, rudy, wyczesany szorstkim językiem.
- Uprzedzę pytania - nie jestem uzdolnionym animagiem a częścią duszy nieobecnej teraz właścicielki tej klubokawiarni. Dodam również, że moja inteligencja nie ma specjalnych ograniczeń więc może pan ze mną rozmawiać jak z innym czarodziejem. - dodał i skierował pyszczek w kierunku imbryka.
- Capuccino gotowe. - podniósł się i przeszedł na sąsiedni blat, gdzie tknął czubkiem nosa mały talerzyk. Ten drgnął i ostrożnie popłynął w powietrzu w kierunku klienta. Rozlała się zaledwie jedna kropelka, być może zauważalna jedynie dla kociego oka.
- To będzie czterdzieści siedem sykli za ten zestaw. - z przyzwyczajenia podał mu filiżankę a pączka na talerzyku zamiast zapytać czy potrzebuje tego na wynos. Poruszył wąsami zbierając z powietrza zapachy bijące od mężczyzny.
- Gdzie moje maniery. Zwę się Salem. - dodał z pośpiechem i usiadł z powrotem na swoje miejsce na blacie, tuż obok kubka capuccino.