Taka była rola bliskich, którzy kochali cię naprawdę - martwienie się na zapas, "panikowanie bez potrzeby". W 999 przypadkach będzie to rzeczywiście bez potrzeby, a 1000 akurat z potrzebą. Nie chciał zatruwać swoich myśli kolejnym zmartwieniem - miał ich aż nadto. Wybór był jego, nadmiernie aż świadomy, ale o czymś raz usłyszanym ciężko zapomnieć. Niektóre rzeczy mogły przelecieć koło ucha, ale takie jak te nie przelatywały. Nieco żałował, że się odezwał w związku z tym.
- Rozumiem, naprawdę. Nie martw się, już wszystko w porządku. - To jest: nie martw się o swoją prywatność, jest w pełni bezpieczna, ale zakładając, że ten pierścionek nie działał tak, jak działał, a miał jeszcze dodatkowe zastosowania podłożone jak pluskwy do czyjegoś łóżka (heh) to znaczy, że w zasadzie ta prywatność już nigdy nie będzie wcale do końća... prywatna. Te rozmowy gdzieś zapisywały się we wspomnieniach i emocjach. Trudniej jednak wygrzebywać z przeszłości obrazy i dźwięki niż słuchać ich, czy też przypatrywać się im, w teraźniejszości. - To prawda. Niestety musimy z tym żyć. - Ze wszystkim, co stało się w Windermere, gdzie nikt do końca nie był sobą. Nie każdy jednak zrobił tak drastyczne kroki, jak zrobił on czy ona. Czy czuł się przez to zdruzgotany, że COŚ przejęło nad nim kontrolę? Magia była częścią tego, że nawet umysł mógł zostać pogwałcony. Wiedział, że nawet jego głos mógł przebić się przez tarcze oklumentów. I bardzo pracował nad tym, żeby tak się mogło stać. Magia zauroczeń i eliksiry wszelkie z tym związane były jednymi z podlejszych. W sercu Victorii magia ta miała specjalne miejsce.
- Człowiek może wiele rzeczy, ale czasem mądrzy jesteśmy po fakcie. - Niestety. Były też takie momenty, kiedy nawet po fakcie nikt nie mądrzał, a tylko pogrążaliśmy się głębiej w ogłupieniu. On też mógł wiele rzeczy. Na wszystkie był za głupi, ale już miał dość życia w jakimś kole poniżenia i niepewności. Oparł przedramiona na blacie i podniósł wzrok na Victorię. - Nie jest stabilne, bo jak ma być, skoro to dopiero jakiś... jakikolwiek start. - Jakikolwiek. Czegokolwiek. Wiedział, że z tego będzie problem pewnie ze sporą ilością osób. Może nawet donikąd to nie doprowadzi i za miesiąc będzie po wszystkim. Nie potrafił być niczego pewien - bajkowe i zyli długo i szczęśliwie po prostu nie istniało. O tym też już nie miał ochoty mówić. Lekko pokręcił tylko głową i sięgnął po filiżankę, skupiając spojrzenie na jej zawartości i tylko krótko uśmiechnął się w podziękowaniu na nią. Miała wiele racji, ale te racje były jak deszcz wsiąkający w kaptur płaszcza. Wcześniej były kroplami na szybie. W końcu się na nie wystawiasz, wychodzisz do nich, bo mają coś do przekazania, ale zmieniają tylko to, że znowu wszystko jest kurewsko smutne, bezsensowne i zimne. Nie, nie chciał o tym rozmawiać. Bardziej nie chciał nikogo martwić, bo czuł się tylko ciężarem. Czy naprawdę myślisz, że byłoby lepiej bez ciebie..? Cóż, gdyby to ująć inaczej... tak. - Tak. - Odparł ciszej. Żałował, że nie potrafił krzyczeć. Że te wszystkie emocje tylko się w nim kotłowały, napinały, a potem zostawały mu tylko zgliszcza i rezygnacja. Że tak go chwalono za piękne posługiwanie się słowem, a nie potrafił w pełni wyrazić swoich myśli, opisać emocji.
Całkowitym odcięciem od tego tematu była ta najważniejsza informacja, którą BARDZO chciał usłyszeć. Emocje uderzająca tak mocno, że gdyby stał to zrobiłyby mu się miękkie kolana, a on nie miałby pewności, czy właśnie nie leci gdzieś w dół. Aż odetchnięcie wydobyło się z jego płuc. Oparł się mocniej o ten blat, a jedną dłoń ułożył na swojej klatce piersiowej.
- Niepokoi mnie ta dowolna interpretacja, ale... to sto razy więcej, niż mieliśmy do tej pory. - Niepewność nadal wygrywała tercet melodii życia i śmierci Victorii Lestrange, ale nie była już skrzypcami głównej linii melodycznej. Stała się ledwo kontrabasem ukrytym pod kompozycją wielu innych instrumentów. - To znaczy..? - Z lekkim zaskoczeniem spojrzał na pierścionek, potem na nią. - Co byś chciała, żebym z nim zrobił? Schował do kieszeni?