10.12.2024, 22:57 ✶
Mhmm.
Jego serce zabiło mocniej i zdał sobie sprawę z tego, że był już tym wszystkim zmęczony. Tym jak bardzo nie potrafił tego powstrzymać. Nienawidził mówić o sobie, a jednak mówił temu człowiekowi rzeczy, których nie wiedzieli inni. Wypił na niego oczach eliksir prawdy, myśląc sobie, że jeżeli chciał miłości, to ta miłość powinna być gwałtowna i nieograniczona. Chciał go całego, zrywać go garściami jak pęki wiosennych kwiatów i wąchać, podziwiać Naprawdę różnice wiszące pomiędzy nimi jak burzowe chmury musiały robić z niego aż takiego wariata? Jedno rozdarcie niszczące wszystko. Jednocześnie nie chciał mówić i słuchać, bo coś mogło przeciąć łączącą ich nitkę i całkowicie zignorować wszystkie te blokady w głowie, bo niechże świat się przez to zawali, bo właśnie ten piękny głos, ta cudowna osoba sprawiała, że chciał oddychać.
Laurent pewnie tego nie zauważał, ale też lubił milczeć. Miał wrażenie, że każdy jego ruch był ciszą - poruszał się w taki sposób, w jaki Crow zwykł oddychać, szeptać lub ograniczać się do mruknięć i kiwnięć głową. Jego uroda zdawała się nie pasować do świata, w którym żył i szorstkości, jaką oferowały wiecznie pokaleczone dłonie sunące po delikatnym ciele w poszukiwaniu pęknięć i zadrapań ukrytych pod ubraniami i kruchym uśmiechem, czekających na zostanie odkrytymi przez kogoś uwielbiającego wpatrywać się w cudze niedoskonałości.
- Eh... to mimo wszystko tylko sny. - Dotykał jego włosów i głowy, aż wreszcie uwiesił się na nim i znów dotykał go wszędzie. I myślał o czymś innym niż erotyka, ale także innym niż to, co zajmowało go w tej wannie. Crow zastanawiał się nad tym, czego pragnął bardziej - załatania tych pęknięć i uniesienia go w górę bez zadawania pytań, czy jednak potrzebował wcisnąć w nie palec i zajrzeć do środka, żeby zobaczyć rzeczy, których nie powinien oglądać absolutnie nikt oprócz kogoś, komu Prewett powierzyłby swoją duszę? Nie powinien w ogóle rozważać tej możliwości, takie rzeczy powinny być ofiarowane, a nie wzięte, ale to też przecież nie było tak, że kontrolował strumień wszystkiego w swojej głowie. Mógł jedynie podejmować decyzje i był pewien, że wybierając obnażenie go z jego sekretów, byłby pierwszą osobą, jaka to uczyniła. Kruchość takich osób jak Laurent przyjmowała formę sztuki. Był jak jeden z tych delikatnych tworów wszechświata, które wymagały troski otoczenia - myśl o pęknięciu jakiegokolwiek jego fragmentu przerażała każdego dobrego człowieka, wprawiała ich w drżenie. Dlatego bardzo łatwo było ich okłamać. - Chodzi mi po głowie głównie ta melodia. Jedna z tych, których nie mogę wyrzucić z głowy, jakby ktoś zamontował w niej odtwarzacz. - Pocałował go w policzek. - Nie mam pojęcia, skąd ją znam. Nie potrafię sobie przypomnieć. Może jak słyszałem ją po raz pierwszy, to byłem naćpany. - Znów robiło mu się ciepło. Polubił to, że w takich chwilach nie był odtrącany, więc wtulił głowę w jego szyję. - Albo może to nie tylko sny. - Pociągnął nosem. Nie płakał, chyba tylko podrażnił się dymem. - Miałem wrażenie, że traktowałeś mnie tego dnia inaczej niż wcześniej. Jakby coś się w tobie... zmieniło.
Jego serce zabiło mocniej i zdał sobie sprawę z tego, że był już tym wszystkim zmęczony. Tym jak bardzo nie potrafił tego powstrzymać. Nienawidził mówić o sobie, a jednak mówił temu człowiekowi rzeczy, których nie wiedzieli inni. Wypił na niego oczach eliksir prawdy, myśląc sobie, że jeżeli chciał miłości, to ta miłość powinna być gwałtowna i nieograniczona. Chciał go całego, zrywać go garściami jak pęki wiosennych kwiatów i wąchać, podziwiać Naprawdę różnice wiszące pomiędzy nimi jak burzowe chmury musiały robić z niego aż takiego wariata? Jedno rozdarcie niszczące wszystko. Jednocześnie nie chciał mówić i słuchać, bo coś mogło przeciąć łączącą ich nitkę i całkowicie zignorować wszystkie te blokady w głowie, bo niechże świat się przez to zawali, bo właśnie ten piękny głos, ta cudowna osoba sprawiała, że chciał oddychać.
Laurent pewnie tego nie zauważał, ale też lubił milczeć. Miał wrażenie, że każdy jego ruch był ciszą - poruszał się w taki sposób, w jaki Crow zwykł oddychać, szeptać lub ograniczać się do mruknięć i kiwnięć głową. Jego uroda zdawała się nie pasować do świata, w którym żył i szorstkości, jaką oferowały wiecznie pokaleczone dłonie sunące po delikatnym ciele w poszukiwaniu pęknięć i zadrapań ukrytych pod ubraniami i kruchym uśmiechem, czekających na zostanie odkrytymi przez kogoś uwielbiającego wpatrywać się w cudze niedoskonałości.
- Eh... to mimo wszystko tylko sny. - Dotykał jego włosów i głowy, aż wreszcie uwiesił się na nim i znów dotykał go wszędzie. I myślał o czymś innym niż erotyka, ale także innym niż to, co zajmowało go w tej wannie. Crow zastanawiał się nad tym, czego pragnął bardziej - załatania tych pęknięć i uniesienia go w górę bez zadawania pytań, czy jednak potrzebował wcisnąć w nie palec i zajrzeć do środka, żeby zobaczyć rzeczy, których nie powinien oglądać absolutnie nikt oprócz kogoś, komu Prewett powierzyłby swoją duszę? Nie powinien w ogóle rozważać tej możliwości, takie rzeczy powinny być ofiarowane, a nie wzięte, ale to też przecież nie było tak, że kontrolował strumień wszystkiego w swojej głowie. Mógł jedynie podejmować decyzje i był pewien, że wybierając obnażenie go z jego sekretów, byłby pierwszą osobą, jaka to uczyniła. Kruchość takich osób jak Laurent przyjmowała formę sztuki. Był jak jeden z tych delikatnych tworów wszechświata, które wymagały troski otoczenia - myśl o pęknięciu jakiegokolwiek jego fragmentu przerażała każdego dobrego człowieka, wprawiała ich w drżenie. Dlatego bardzo łatwo było ich okłamać. - Chodzi mi po głowie głównie ta melodia. Jedna z tych, których nie mogę wyrzucić z głowy, jakby ktoś zamontował w niej odtwarzacz. - Pocałował go w policzek. - Nie mam pojęcia, skąd ją znam. Nie potrafię sobie przypomnieć. Może jak słyszałem ją po raz pierwszy, to byłem naćpany. - Znów robiło mu się ciepło. Polubił to, że w takich chwilach nie był odtrącany, więc wtulił głowę w jego szyję. - Albo może to nie tylko sny. - Pociągnął nosem. Nie płakał, chyba tylko podrażnił się dymem. - Miałem wrażenie, że traktowałeś mnie tego dnia inaczej niż wcześniej. Jakby coś się w tobie... zmieniło.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.