11.12.2024, 01:21 ✶
– Ale oklumenta może ujawnić je w strategicznym momencie, który mu się opłaca – odparował. Najgorsze, że ta czerwień wciąż mieniła się i w jego stronie nici. Trochę jakby ktoś wysypał na nią kiedyś buteleczkę z czerwonym brokatem i usilnie próbował to posprzątać, ale jak było powszechnie wiadomo, brokatu nigdy nie dało się do końca pozbyć.
Jean go kochał. Jakoś. To uczucie dalej się tliło. Może... Może rzeczywiście znał go na tyle, aby widzieć, że krzywda bliskich Jonathana nie przekona go do siebie. Czym innym było podsycanie paniki w akcie zemsty, a czym innym prawdziwe czyny. Tak?
Obserwował jego reakcję, czując jak serce bije mu coraz gwałtowniej. Był za blisko. Patrzył się na niego za bardzo. Chciał więcej. Chciał mniej. Chciał się odsunąć. Chciał aby Jean nigdy nie przyjeżdżał do Anglii. Chciał cofnąć się w czasie. Chciał innej rzeczywistości, w której byliby dalej sobie bliscy, nawet jeśli oddaleni oceanem. Chciał... Innej powieści, niż tą którą teraz pisali.
A potem ton tego rozdziału nagle się dziwnie zmienił.
Chyba udało mu się osiągnąć pewną przewagę w tej rozmowie.
Szkoda, że oczekiwał innej reakcji.
Oczy Jonathana rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy zorientował się, że Jean nie wiedział. Że nie chciał go zranić w tej sposób. Że wampir zakładał, że jego atak nie zostawi po sobie żadnych dłuższych urazów poza poobijaną dumą.
Dłoń nieopacznie powędrowała w stronę dawnego złamania, odkrywając przed Jeanem, wciąż oczywiście zasłonięte koszulą, miejsce, w którym zranił go fizycznie.
Mógł nie odpowiedzieć na to pytanie, a zamiast tego jedynie wymownie się skrzywić, pozostawiając dawnemu kochankowi pole do własnej interpretacji, która pewnie wprawiłaby go w dalsze wyrzuty sumienia, a przecież to byłaby idealna wisienka na koktajlu emocjonalnego bólu, który chciał mu zaserwować. W końcu czemu miałby rozpatrzeć pozytywnie jego błagania, jeśli on nie chciał uszanować jego prośby o spokój? A gdyby powiedział jeszcze Przynajmniej nie muszę brać codziennie środków przeciwbólowych, nie skłamałby, ale pozwoliłby wyobraźni hrabiego działać.
– Nie. Nie boli – odpowiedział wreszcie, wciąż się od niego nie odsuwając. Jego oczy przejechały po niepewnej sylwetce Jeana, którego słowa sprawiły, że musiał na szybko wprowadzić poprawki w swoim scenariuszu. – Nigdy nie zakładałem, że nie wiedziałeś. Myślałem, że zrobiłeś to celowo, a potem wysyłałeś te listy... I krzywdziłeś dalej. Z kazdym listem. Z tym przedostatnim. Z twoją wizytą tutaj. A wtedy. Wtedy nie mogliśmy za bardzo porozmawiać o szczegółach mojego wyjazdu.
Jean go kochał. Jakoś. To uczucie dalej się tliło. Może... Może rzeczywiście znał go na tyle, aby widzieć, że krzywda bliskich Jonathana nie przekona go do siebie. Czym innym było podsycanie paniki w akcie zemsty, a czym innym prawdziwe czyny. Tak?
Obserwował jego reakcję, czując jak serce bije mu coraz gwałtowniej. Był za blisko. Patrzył się na niego za bardzo. Chciał więcej. Chciał mniej. Chciał się odsunąć. Chciał aby Jean nigdy nie przyjeżdżał do Anglii. Chciał cofnąć się w czasie. Chciał innej rzeczywistości, w której byliby dalej sobie bliscy, nawet jeśli oddaleni oceanem. Chciał... Innej powieści, niż tą którą teraz pisali.
A potem ton tego rozdziału nagle się dziwnie zmienił.
Chyba udało mu się osiągnąć pewną przewagę w tej rozmowie.
Szkoda, że oczekiwał innej reakcji.
Oczy Jonathana rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy zorientował się, że Jean nie wiedział. Że nie chciał go zranić w tej sposób. Że wampir zakładał, że jego atak nie zostawi po sobie żadnych dłuższych urazów poza poobijaną dumą.
Dłoń nieopacznie powędrowała w stronę dawnego złamania, odkrywając przed Jeanem, wciąż oczywiście zasłonięte koszulą, miejsce, w którym zranił go fizycznie.
Mógł nie odpowiedzieć na to pytanie, a zamiast tego jedynie wymownie się skrzywić, pozostawiając dawnemu kochankowi pole do własnej interpretacji, która pewnie wprawiłaby go w dalsze wyrzuty sumienia, a przecież to byłaby idealna wisienka na koktajlu emocjonalnego bólu, który chciał mu zaserwować. W końcu czemu miałby rozpatrzeć pozytywnie jego błagania, jeśli on nie chciał uszanować jego prośby o spokój? A gdyby powiedział jeszcze Przynajmniej nie muszę brać codziennie środków przeciwbólowych, nie skłamałby, ale pozwoliłby wyobraźni hrabiego działać.
– Nie. Nie boli – odpowiedział wreszcie, wciąż się od niego nie odsuwając. Jego oczy przejechały po niepewnej sylwetce Jeana, którego słowa sprawiły, że musiał na szybko wprowadzić poprawki w swoim scenariuszu. – Nigdy nie zakładałem, że nie wiedziałeś. Myślałem, że zrobiłeś to celowo, a potem wysyłałeś te listy... I krzywdziłeś dalej. Z kazdym listem. Z tym przedostatnim. Z twoją wizytą tutaj. A wtedy. Wtedy nie mogliśmy za bardzo porozmawiać o szczegółach mojego wyjazdu.