11.12.2024, 11:30 ✶
Charlotte obserwowała Jonathana przez chwilę, a potem po prostu podsunęła mu kieliszek.
– Dolej mi – poprosiła, uznając, że zapicie tych wszystkich wizji, pojawiających się w jej głowie, to najlepsze, co może zrobić. Złote jabłko i Itaka, porównywane do francuskiego wampira? O bogowie. Poza tym nie wątpiła, że Selwyn potrafił być kreatywny w absolutnie każdej dziedzinie życia, ale w głowie Charlotte funkcjonowały pewne bardzo mocno utarte stereotypy i przekonania.
Jej matka na przykład była potworem.
Gobliny były chytre i tylko patrzyły, jak okraść czarodziejów.
Wilkołaki na pewno gubiły wszędzie sierść i śmierdziały mokrym futrem.
A wampiry były trupami.
Ponieważ to był jednak Jonathan Selwyn i Charlotte przebaczyłaby mu prawdopodobnie nawet zamach terrorystyczny (a niewykluczone, że pomogłaby mu go przeprowadzić, gdyby naprawdę ładnie poprosił albo obiecał jej jakieś ładne ubrania w zamian), a obraziła się na niego śmiertelnie dopiero, gdyby dowiedziała się, że zaprosił jej dzieci na przyjęcie z goblinami i jej krewnymi, postanowiła o tym po prostu nie myśleć. Zamiast tego napiła się whisky, której smak trochę poprawiał jej humor.
– Wampiry bywają obsesyjne – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, kiedy Jonathan wspomniał o jego uporze oraz złości. Odwzajemniła uścisk jego ręki, ale raczej w pocieszającym geście niż jak ktoś, kto sam pełen jest obaw. Nie, tych na razie nie było: te miały dopiero się pojawić, wraz z pewnym artykułem i nagłym przerażeniem, że wampir może stanąć na progu jej domu, gdy będą tam dzieci. – Gdy kogoś sobie upodobają, podobno potrafią trwać przy swoim przez całe lata – przyznała, a przynajmniej tak wyglądało to z pewnych badań w Komnacie Śmierci. Wampiry były martwe, a jednak żyły. Oczywiście, że znajdowały się w obszarze zainteresowań Charlotte oraz jej kolegów.
Odstawiła kieliszek – po wypiciu trzeciej porcji – i spojrzała na Jonathana. Z uwagą.
– Johny, skoro poznałeś jego złość i upór, dlaczego nie wspomniałeś o tym dużo wcześniej? – spytała. – Przecież to nie tak, że wsiadłabym w samolot do Francji, żeby od razu go zamordować. Przynajmniej bym to z tobą omówiła.
– Dolej mi – poprosiła, uznając, że zapicie tych wszystkich wizji, pojawiających się w jej głowie, to najlepsze, co może zrobić. Złote jabłko i Itaka, porównywane do francuskiego wampira? O bogowie. Poza tym nie wątpiła, że Selwyn potrafił być kreatywny w absolutnie każdej dziedzinie życia, ale w głowie Charlotte funkcjonowały pewne bardzo mocno utarte stereotypy i przekonania.
Jej matka na przykład była potworem.
Gobliny były chytre i tylko patrzyły, jak okraść czarodziejów.
Wilkołaki na pewno gubiły wszędzie sierść i śmierdziały mokrym futrem.
A wampiry były trupami.
Ponieważ to był jednak Jonathan Selwyn i Charlotte przebaczyłaby mu prawdopodobnie nawet zamach terrorystyczny (a niewykluczone, że pomogłaby mu go przeprowadzić, gdyby naprawdę ładnie poprosił albo obiecał jej jakieś ładne ubrania w zamian), a obraziła się na niego śmiertelnie dopiero, gdyby dowiedziała się, że zaprosił jej dzieci na przyjęcie z goblinami i jej krewnymi, postanowiła o tym po prostu nie myśleć. Zamiast tego napiła się whisky, której smak trochę poprawiał jej humor.
– Wampiry bywają obsesyjne – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, kiedy Jonathan wspomniał o jego uporze oraz złości. Odwzajemniła uścisk jego ręki, ale raczej w pocieszającym geście niż jak ktoś, kto sam pełen jest obaw. Nie, tych na razie nie było: te miały dopiero się pojawić, wraz z pewnym artykułem i nagłym przerażeniem, że wampir może stanąć na progu jej domu, gdy będą tam dzieci. – Gdy kogoś sobie upodobają, podobno potrafią trwać przy swoim przez całe lata – przyznała, a przynajmniej tak wyglądało to z pewnych badań w Komnacie Śmierci. Wampiry były martwe, a jednak żyły. Oczywiście, że znajdowały się w obszarze zainteresowań Charlotte oraz jej kolegów.
Odstawiła kieliszek – po wypiciu trzeciej porcji – i spojrzała na Jonathana. Z uwagą.
– Johny, skoro poznałeś jego złość i upór, dlaczego nie wspomniałeś o tym dużo wcześniej? – spytała. – Przecież to nie tak, że wsiadłabym w samolot do Francji, żeby od razu go zamordować. Przynajmniej bym to z tobą omówiła.