11.12.2024, 13:29 ✶
Znów to morze. Laurent zawsze mówił coś o morzu, a Crow nierozłącznie kojarzył je z przemykającym pomiędzy wierszami pragnieniem śmierci. Miał wrażenie, że bezkresna toń oceanu przynosiła kiedyś blondynowi uczucie komfortu, po którym dzisiaj pozostało już jedynie wspomnienie obiecujące swoją intensywnością spokojny koniec.
Reszta jego słów... Tak, właśnie na to narzekał - na enigmę, jaką Laurent był. Mężczyzna nie przywykł do ludzi korzystających z tak wyszukanych słów, metafor. No nikt w Podziemiach ani w cyrku nie pomijał meritum sprawy. Prości ludzie, którymi się otaczał mówili wprost. Powiedzieliby mu: ej Crow, śniło mi się to i to, wyobrażasz sobie? Modliłem się do Matki, to jest taki rytuał, wiesz o czym mówię, czy ci to wytłumaczyć? A tutaj? Nic. Weź się człowieku domyśl. To wyrzucenie z siebie ostatnio, że go kompletnie nie rozumiał było całkowicie szczere, ale chyba nie umiał już go za to krytykować, zamiast tego przywdziewał podobne szaty stając się dla niego lustrem. Nie zdecydował jeszcze czy miało to na niego dobry wpływ czy nie.
- Po tym śnie.
Ostatnia iskra nadziei. Nabrał powietrza, przesuwając palcami wzdłuż jego szyi.
- Mmm jest taki Żyd. - Uh - Żydowskiego pochodzenia profesor. On napisał znaną książkę o pamięci. - Jedną z tych, które zmieniają ludzkie życia i postrzeganie rzeczywistości. - I tam napisał tak: że jak im się naziści kazali zebrać w kaplicy, bo ich segregowali przed wywiezieniem do Auschwitz-Birkenau, to pewna para lekarzy uratowała mu życie. Pomogli mu uciekać przez okno, jedzenie mu przynosili, ukrywali przez żołnierzami, bo miał ze dwanaście lat i szkoda im było dzieciaka. No i on to wszystko zapamiętał z detalami. Wiesz, twarz tej kobiety co mu uratowała życie i w ogóle, gdzie to wszystko było, co i jak. Mówił, że się takich rzeczy nie zapomina. - Nie opowiedział tego tak precyzyjnie jak by mógł, ale też nie o to mu chodziło. Mógł mu tę książkę wykraść z biblioteki uniwersyteckiej i przynieść, jeżeli zachce ją przeczytać. - Ta kobieta go po latach odnalazła. Ze czterdzieści lat ją opisywał jako blondynkę, a ona miała włosy czarne jak smoła, pokazała mu swoje zdjęcie. A ten kościół był w ogóle przy innej ulicy niż on pamiętał, jak tam pojechał to się cholernie zdziwił i podważył wszystko co się tam działo, co tak niby wypielęgnował w tym swoim umyśle, o co dbał żeby nie zapomnieć. - Zastanawiało go to, że ze wszystkich cech jakie mógł jej nadać, były to właśnie blond włosy. W istocie, niewinnie wyglądały osoby, których twarz jak ramka zdobiły jasne kosmyki. - Nikt mu nie dał przedmiotów co myślał, że stamtąd ma. Ci ludzie wyglądali inaczej. Te wspomnienia to było jakieś urojenie chorej głowy niepotrafiącej pogodzić się z jeszcze bardziej chorą rzeczywistością. - Nie ulegało przecież wątpliwości, że doznał traumy. - Chodzi o to, że... - Znów wydał z siebie ciche mmm i odkleił wreszcie rękę od jego szyi i włosów. Zamiast tego położył dłoń na tej jego, leżącej na udzie Crowa. - Ci ludzie wyglądali inaczej, ale pamiętał wyraźnie, co do nich czuł. Może to jest to. Może nie da się pamiętać prawdziwie skąd ma się jakiś kamień, ale są jakieś rzeczy pewne i tym pewnikiem jest nie to co człowiek powiedział i zrobił, tylko jak się przy nim czułeś. Zastanawiałem się, czy czułeś się w tym śnie lepiej niż kiedy jesteśmy tutaj?
Odetchnął jeszcze raz. Zmienił pozycję - położył głowę na jego udach, a swoje nogi na oparciu kanapy.
- Ale mam już dość. - Chodziło mu o to, ileż słów z siebie wypluł. - Poopowiadaj mi jakieś historie o sobie.
Reszta jego słów... Tak, właśnie na to narzekał - na enigmę, jaką Laurent był. Mężczyzna nie przywykł do ludzi korzystających z tak wyszukanych słów, metafor. No nikt w Podziemiach ani w cyrku nie pomijał meritum sprawy. Prości ludzie, którymi się otaczał mówili wprost. Powiedzieliby mu: ej Crow, śniło mi się to i to, wyobrażasz sobie? Modliłem się do Matki, to jest taki rytuał, wiesz o czym mówię, czy ci to wytłumaczyć? A tutaj? Nic. Weź się człowieku domyśl. To wyrzucenie z siebie ostatnio, że go kompletnie nie rozumiał było całkowicie szczere, ale chyba nie umiał już go za to krytykować, zamiast tego przywdziewał podobne szaty stając się dla niego lustrem. Nie zdecydował jeszcze czy miało to na niego dobry wpływ czy nie.
- Po tym śnie.
Ostatnia iskra nadziei. Nabrał powietrza, przesuwając palcami wzdłuż jego szyi.
- Mmm jest taki Żyd. - Uh - Żydowskiego pochodzenia profesor. On napisał znaną książkę o pamięci. - Jedną z tych, które zmieniają ludzkie życia i postrzeganie rzeczywistości. - I tam napisał tak: że jak im się naziści kazali zebrać w kaplicy, bo ich segregowali przed wywiezieniem do Auschwitz-Birkenau, to pewna para lekarzy uratowała mu życie. Pomogli mu uciekać przez okno, jedzenie mu przynosili, ukrywali przez żołnierzami, bo miał ze dwanaście lat i szkoda im było dzieciaka. No i on to wszystko zapamiętał z detalami. Wiesz, twarz tej kobiety co mu uratowała życie i w ogóle, gdzie to wszystko było, co i jak. Mówił, że się takich rzeczy nie zapomina. - Nie opowiedział tego tak precyzyjnie jak by mógł, ale też nie o to mu chodziło. Mógł mu tę książkę wykraść z biblioteki uniwersyteckiej i przynieść, jeżeli zachce ją przeczytać. - Ta kobieta go po latach odnalazła. Ze czterdzieści lat ją opisywał jako blondynkę, a ona miała włosy czarne jak smoła, pokazała mu swoje zdjęcie. A ten kościół był w ogóle przy innej ulicy niż on pamiętał, jak tam pojechał to się cholernie zdziwił i podważył wszystko co się tam działo, co tak niby wypielęgnował w tym swoim umyśle, o co dbał żeby nie zapomnieć. - Zastanawiało go to, że ze wszystkich cech jakie mógł jej nadać, były to właśnie blond włosy. W istocie, niewinnie wyglądały osoby, których twarz jak ramka zdobiły jasne kosmyki. - Nikt mu nie dał przedmiotów co myślał, że stamtąd ma. Ci ludzie wyglądali inaczej. Te wspomnienia to było jakieś urojenie chorej głowy niepotrafiącej pogodzić się z jeszcze bardziej chorą rzeczywistością. - Nie ulegało przecież wątpliwości, że doznał traumy. - Chodzi o to, że... - Znów wydał z siebie ciche mmm i odkleił wreszcie rękę od jego szyi i włosów. Zamiast tego położył dłoń na tej jego, leżącej na udzie Crowa. - Ci ludzie wyglądali inaczej, ale pamiętał wyraźnie, co do nich czuł. Może to jest to. Może nie da się pamiętać prawdziwie skąd ma się jakiś kamień, ale są jakieś rzeczy pewne i tym pewnikiem jest nie to co człowiek powiedział i zrobił, tylko jak się przy nim czułeś. Zastanawiałem się, czy czułeś się w tym śnie lepiej niż kiedy jesteśmy tutaj?
Odetchnął jeszcze raz. Zmienił pozycję - położył głowę na jego udach, a swoje nogi na oparciu kanapy.
- Ale mam już dość. - Chodziło mu o to, ileż słów z siebie wypluł. - Poopowiadaj mi jakieś historie o sobie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.