No nie. Wyśmiał ją? Naprawdę? Fakt, musiała wyglądać komicznie z patelnią w ręku, ale to był odruch! Zamierzała bronić swojego dobytku, czy coś, a że akurat to miała pod ręką, to jakoś tak wyszło. Nie, żeby zamierzała kogkolwiek nią uderzyć, chociaż właściwie, kto wie, czy by tego nie zrobiła, gdyby faktycznie nie została podstawiona pod ścianą. Opuściła gardę, w sensie rękę z patelnią w dół, wzdłuż ciała. W końcu Ambroise nie był intruzem, był przyjacielem, nie musiała już się przed nikim bronić. Zresztą nie miała pojęcia dlaczego w ogóle podejrzewała, że mógł pojawić się tutaj ktoś, kogo nie chciała widzieć. Nie zdarzyło się jeszcze, aby pojawiali się tu nieproszeni goście. To pewnie przez to, że dużo się działo w czarodziejskim świecie i nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś postanowi rozwalić ten pozorny spokój.
- Chochlą? Podejrzewam, że chochla by się na tobie połamała, taki jesteś wielki. - Patelnia mimo wszystko wydawała się być skuteczniejszym narzędziem do walki. Może faktycznie warto było to przetestować, chociaż to był bardzo głupi pomysł, nie chciała mu przecież zrobić krzywdy, nie sądziła, że faktycznie nic by mu się nie stało, gdyby w niego przywaliła, na sto procent pozostałby po tym chociaż jakiś siniak.
- Czy naprawdę sądzisz, że byłabym skłonna przywalić ci patelnią? - No nie, wolała nie ryzykować, naprawdę obawiała się, że mogłaby mu zrobić krzywdę, chociaż sugerował, że nie było takiej możliwości.
- Zapamiętam to na przyszłość, nie do końca chyba to przemyślałam. - Cóż, nie miała najmniejszego problemu z tym, aby przyznać się do tego, że to nie było szczególnie rozsądne. Mogła niby sięgnąć po różdżkę, tyle, że nie była ona w jej dłoniach szczególnie niebezpieczna. Jej pierwszym wyborem powinny być eliksiry, tak, ale z tym było za dużo zachodu, nie mogła po nie sięgać odruchowo, nie miała takiego nawyku. Czas nieco to przemyśleć.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz, musisz mi obiecać, że nie piśniesz o tym nikomu ani słowa, bo spalę się ze wstydu. - Tak, już zrobiła się czerwona na twarzy niczym burak. Może było to całkiem pomysłowym rozwiązaniem, ale właśnie docierało do niej też, jak głupim. Każdy miewał momenty słabości, czyż nie?
Bez słowa w końcu odwróciła się zgrabnie na pięcie i ruszyła w głąb kuchni, aby odłożyć to jakże krwiożercze narzędzie na miejsce. Patelnia już się jej do niczego nie przyda. Mogła być spokojna.
- Oczywiście, taka opcja jest chyba najlepszą ze wszystkich, rozgość się. - Kuchnia była dosyć spora, na jej końcu znajdował się niewielki stolik i dwa krzesła, przy których Figgówna czasami przyjmowała najbliższych. Mało kto miał wstęp do jej królestwa, bo wolała, żeby nikt tutaj nie właził, ale czasem robiła wyjątki, tak jak teraz.
Ciastka, pączki, bimber. Tak, był to wspaniały pomysł, zresztą zamierzała w tym towarzyszyć swojemu gościowi, bo dzisiaj dokładnie tego potrzebowała. Zaczęła więc powoli sięgać po wszystko, co udało jej się dzisiaj upiec, a sporo tego było. Pączki, pełne różnych nadzień, ktore prosiły się o to, aby ich skosztować, drobne ciastka, sporo z nich wyglądało jak żywe kwiaty, Nora chyba upodobała sobie roślinne motywy, no i najważniejsze - gwóźdź programu, bimber który dostała od wujka na urodziny, wyciągnęła go z jednej z szafek. Wszystko ułożyła na tym niewielkim stoliku, wyglądało to bardziej, jak jedzenie dla kilku osób, ale Ambroise był całkiem duży, zapewne potrafił zjeść sporo. Postawiła przed nimi również dwa kieliszki, sama zaś zajęła wolne miejsce. - Częstuj się, myślę, że to się nam przyda. - Tak, dzisiejszy dzień nie należał do szczególnie udanych, a czy istniało lepsze lekarstwo na takie dni od słodyczy i alkoholu? Śmiała w to wątpić.