Doszukiwał się w jego twarzy jakiegokolwiek słowa uznania. No bo powiedział mu, że lubił, jak coś było mu opowiadane, mówił o głosie... Nic. Nie było pochwały, nie było też szczególnie ujmującego nawiązania do jego słów. Czyli wysilił się po nic? Nie, po nic nie, ale może nie do końca potrzebnie. Zadowoliła go dopiero odpowiedź na pytanie, po której uśmiechnął się słodko, samemu nie werbalizując własnych myśli.
Znów pozwolił sobie na ciszę. Słuchał go. Nie mówił nic, ale czasami nie musiał. Nie chodziło tutaj o to, że jego komentarz był zbędny, lecz o to jak wiele dało się wyczytać z samej jego mimiki. Crow jako postrach Podziemi kojarzony był z milczeniem, z ustami zasłoniętymi czarnym materiałem, z włosami zakrywającymi oczy i teraz jak się na niego patrzyło, to nic w tym dziwnego. Drżenie rzęs, lekko rozchylone wargi. Nie mówił nic, ale co oto było za milczenie, kiedy oczy jego podążały za każdym słowem. To łagodniały, to twardniały. Wyrażały jego ciche zgody, frustracje, kiełkujące gdzieś w głębi serca cienie wątpliwości. Światło w nich rozpalało się na nowo z każdą kolejną rewelacją, jakby ważył jego wypowiedzi wobec własnych przekonań i było widać jego duszę przez prześwitujące tęczówki.
Odratowywanie stworzeń - akceptacja.
Śmierciożercy - niechęć.
Zazdrość o ptaka - rozbawienie.
Wydawanie góry pieniędzy na ptaka i późniejsza próżność - zrozumienia brak.
Narzekanie na bank, na wygodę, na brak chęci działań charytatywnych - to kompletnie do niego nie trafiało, wyglądał trochę, jakby powątpiewał w to co słyszy.
A później jakieś polityczne plany i w mężczyźnie zapłonęło przerażenie, no bo...
W co ja się kurwa wpakowałem?
On pamięta, że cała moja rodzina to mugolaki?
Mój przyjaciel jest mugolem.
Kolejna osoba, o którą miał się martwić, osoba przeciągająca struny, snująca jakieś plany używania Dantego w swojej walce. Ten sen jednak wcale nie był taki nierzeczywisty.
Crow przymknął oczy, zmienił pozycję. Przesunął palcami po własnym brzuchu, zanurzając je w wyrzeźbione szczeliny. Nagle chciał się ubrać, żeby zakryć jakoś tatuaż z imieniem Fontaine, ale co by to w gruncie rzeczy zmieniło. Leżał nieruchomo, z tymi zamkniętymi powiekami, ale nawet teraz ich delikatne poruszenie zdawało się zdradzać jego sceptycyzm. Mężczyzna podążał za każdym szczegółem konwersacji, ale zdecydowanie nie był jak lustro. Nie odbijał innych, nie był fałszywy - on trawił to wszystko i musiał notować do tego w głowie jakieś uwagi. A później jedna sekunda i podniósł się, przekręcił. Położył głowę bokiem, ściągnął nogi z oparcia. Nieco skulony zaczął skubać paznokciami guziki jego koszuli. Posłał mu pytające spojrzenie, kiedy przestał mówić. Jeżeli Laurent wciąż milczał, zachęcił go do kontynuacji gestem ręki.
Znów pozwolił sobie na ciszę. Słuchał go. Nie mówił nic, ale czasami nie musiał. Nie chodziło tutaj o to, że jego komentarz był zbędny, lecz o to jak wiele dało się wyczytać z samej jego mimiki. Crow jako postrach Podziemi kojarzony był z milczeniem, z ustami zasłoniętymi czarnym materiałem, z włosami zakrywającymi oczy i teraz jak się na niego patrzyło, to nic w tym dziwnego. Drżenie rzęs, lekko rozchylone wargi. Nie mówił nic, ale co oto było za milczenie, kiedy oczy jego podążały za każdym słowem. To łagodniały, to twardniały. Wyrażały jego ciche zgody, frustracje, kiełkujące gdzieś w głębi serca cienie wątpliwości. Światło w nich rozpalało się na nowo z każdą kolejną rewelacją, jakby ważył jego wypowiedzi wobec własnych przekonań i było widać jego duszę przez prześwitujące tęczówki.
Odratowywanie stworzeń - akceptacja.
Śmierciożercy - niechęć.
Zazdrość o ptaka - rozbawienie.
Wydawanie góry pieniędzy na ptaka i późniejsza próżność - zrozumienia brak.
Narzekanie na bank, na wygodę, na brak chęci działań charytatywnych - to kompletnie do niego nie trafiało, wyglądał trochę, jakby powątpiewał w to co słyszy.
A później jakieś polityczne plany i w mężczyźnie zapłonęło przerażenie, no bo...
W co ja się kurwa wpakowałem?
On pamięta, że cała moja rodzina to mugolaki?
Mój przyjaciel jest mugolem.
Kolejna osoba, o którą miał się martwić, osoba przeciągająca struny, snująca jakieś plany używania Dantego w swojej walce. Ten sen jednak wcale nie był taki nierzeczywisty.
Crow przymknął oczy, zmienił pozycję. Przesunął palcami po własnym brzuchu, zanurzając je w wyrzeźbione szczeliny. Nagle chciał się ubrać, żeby zakryć jakoś tatuaż z imieniem Fontaine, ale co by to w gruncie rzeczy zmieniło. Leżał nieruchomo, z tymi zamkniętymi powiekami, ale nawet teraz ich delikatne poruszenie zdawało się zdradzać jego sceptycyzm. Mężczyzna podążał za każdym szczegółem konwersacji, ale zdecydowanie nie był jak lustro. Nie odbijał innych, nie był fałszywy - on trawił to wszystko i musiał notować do tego w głowie jakieś uwagi. A później jedna sekunda i podniósł się, przekręcił. Położył głowę bokiem, ściągnął nogi z oparcia. Nieco skulony zaczął skubać paznokciami guziki jego koszuli. Posłał mu pytające spojrzenie, kiedy przestał mówić. Jeżeli Laurent wciąż milczał, zachęcił go do kontynuacji gestem ręki.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.