Nie mógł znaleźć na niej zadowolenia, bo było na niej bardzo głębokie zamyślenie, skupienie. Ustąpiły one miejsca początkowemu wielkiemu zainteresowaniu i zaintrygowaniu.
Podniósł minimalnie ręce, kiedy ten się przekręcał, nim ułożył je znów. Tak zapadł moment ciszy, kiedy spoglądał na Flynna. Nie za dużo gadam..? Za dużo. Albo i nie, bo gest mówił, żeby peplał dalej. Przenosząc całkowicie myślenie na rzeczy mniej i bardziej realne, które chodziły po jego głowie.
- Myślałem też o tym, że miałeś całkowitą rację - jego trzeba zabić. Dante. Nie miałbym serca prosić o to ciebie. Dobrze wiem, że nawet moje słabe ręce poradzą sobie z ostrzem. Wystarczy wiedzieć, gdzie przeciąć skórę. Wszystko to brzmi bardzo realnie, ale może w końcu dotrę do takiego poziomu obojętności, że stanie się to możliwe? Przeczytałem kiedyś w jakiejś książce, że najbardziej bać się trzeba ludzi martwych za życia. Znam ten stan. Nadal go pamiętam z czasów Rose Noire. - Tamto miejsce było pięknie i było tam naprawdę wielu pięknych ludzi. Śliczne opakowania z zepsutymi wnętrzami. - I teraz to wszystko brzmi i wygląda bardzo ładnie, ale potem wszystkie czynniki świata wchodzą w życie i je weryfikują. Więc wyobrażenia i zakłady trzeba poddać surowej obróbce, zanim staną się planami. - Czy w ogóle czarnowłosy rozumiał to zawiłe gadanie? Przewartościował to wszystko i postarał się złożyć z tego prostsze zdanie. - Innymi słowy mam mnóstwo wyobrażeń i fantazji, których nie mogę wcielić w życie, bo się nie sprawdzą. Z wielu powodów. - Jego zdaniem takie krótkie zdanie nijak nie oddawało zawiłości tego wszystkiego, ale chyba było bardzo dobrym podsumowaniem. - Kilka osób przekonywało mnie, żebym się stąd wyniósł do nich, ale mam to zrobić i wynieść do nich swoje wojny i problemy? Już i tak wnoszę ich za dużo. - Zadziwiająco wiele rzeczy chciało mu się kończyć gdzieś tam, gdzie wkraczała ta obojętność - a przecież chciałeś żyć, tak? Instynkt weryfikował wolę przetrwania, ale ciężko naprawić swój mindset skazujący cię na porażkę. Na chwilę przerwał, okręcając sobie pukiel włosów Flynna na własnym palcu. - Chciałem ci poopowiadać coś ładnego i zabawnego, ale nie ważne, gdzie obrócę myśli, wszystko jest takie... - smutne, czego nie powiedział - och, wiem... wyobraź sobie, że kiedyś wyrósł mi kaktus na głowie przez jakiś żart z szamponem. - Skrzywił się trochę w tym uśmiechu i poprawił niespokojnie od nieprzyjemnego doznania na samo wspomnienie tej sytuacji. - Szybko dało się to odczarować, na szczęście. - Odetchnął. I zamilknął znów, wpatrując się w sufit, z potylica opartą na wezgłowiu sofy. - Nie chcę o tym wszystkim myśleć. O Dante, Śmierciożercach, tragedii Beltane, Zimnych, o tym czy niedługo nie stracę bliskich przez to, co Zimnych dotyka. O mordercach w snach, odrywanych głowach pod wodą i samobójstwach. - Odetchnął znów i zamknął oczy. - Też się zmęczyłem. - Powiedział po dłuższej chwili - ciszej.
[/b]