Niejedno pytanie cisnęło się w tym momencie na język młodego czarodzieja i tysiąc myśli szumiało w jego głowie, wygrywając nierówną walkę ze zmęczeniem i dezorientacją. Chłopak stał na korytarzu jakby zatrzymany w czasie, w piżamie, z różdżką w dłoni i z bosymi stopami. Ruszały się jedynie jego oczy, śledzące każdy ruch wuja, zachowującego się dziwnie.
Pytania jednak nie padły. Jasper ruszył się, na moment wracając do pokoju, by zabrać buty, i wrócił do wuja z miną wyrażającą jeszcze większe zdziwienie.
W jednym momencie, kiedy wuj nie patrzył, po prostu pociągnął się za policzek, mocno zaciskając na nim palce. Poczuł to, odczucie było nieprzyjemne, chociaż nie tak złe, jak wtedy, kiedy Theo udało się przekonać matkę, że go Jessie narozrabiał i Charlotte ciągała go tak za policzek. Ból potwierdził, że to nie był sen. Byli tu - gdziekolwiek to tu było - razem, obaj, jeden zdezorientowany, drugi zirytowany.
Jego palce drgały, stukając o uchwyt różdżki, kiedy przechodzili przez hol. Wszystko dookoła wyglądało... Normalnie, chociaż nie do końca tak, jak wyglądało jeszcze za dnia. I te lustrzane ściany.
Jasper podszedł do jednej z nich, marszcząc brwi, bo nie widział swojego odbicia, a jedynie ruchome plany różnych barw, układających się w kształt jego sylwetki. Gdzieś z tyłu majaczyła plama imitująca Anthony'ego. Jessie nie dotykał ściany. Stal w pewnej odległości, jakby spodziewał się, że w każdej chwili coś mogłoby z tej ściany wyskoczyć prosto na niego. Podniósł rękę i pomachał nią powoli - plama odpowiedziała mu tym samym gestem. Z zaciśniętymi ustami wrócił do wuja.
-Dlaczego siostra wuja miałaby nas tu zamykać? - spytał, chociaż nie spodziewał się otrzymania żadnej odpowiedzi.
Siostra Anthony'ego, o ile faktycznie była to jej sprawka, miała niejedną okazję, by ich nakłuć. Jasper parsknął krótkim śmiechem.
-Kilka godzin na znalezienie drogi do domu? Damy radę - powiedział, próbując przesłać chociaż trochę swojego optymizmu (nie do końca szczerego, ale tak bardzo potrzebnego) wujowi.
Zaraz jednak uśmiech zniknął z jego twarzy i policzki mu jakby pobladły.
-Chwila... Jeżeli jesteśmy tu tylko my, to... Pozostali... Ich to nie dotyczy, prawda? Są bezpieczni? - bo przecież Rita, Theo, Morpheus...