11.12.2024, 21:53 ✶
Nie odsunął się, kiedy Jean wyciągnął rękę w jego stronę, ale niewątpliwie zrobiłby to, gdyby dłoń wampira zbliżyła się o kilka centymetrów bardziej.
To ci się udało – pomyślał w bólu, słysząc wyjaśnienia tej drugiej strony i chyba pierwszy raz podczas tej rozmowy nie odczuwał alarmującego krzyku w środku czaszki, że słowa Jeana pewnie nie były prawdziwe. Tak to wszystko... Miało sens. Przewrotny i niesamowicie niszczący ich oboje sens. Czyżby to była ta odpowiedź, której szukał? Czyżby nie chciał nigdy ich zranić, a jedynie zasiać obsesyjną myśl w Jonathananie, co patrząc na nici, udało mu się idealnie?
– Nie wiem, jak ci to inaczej powiedzieć, niż że dla dobra nas obu będziesz musiał się nauczyć radzić sobie z tą tęsknotą na inne sposoby – powiedział, powstrzymując drgnienie ręki, która chciała sięgnąć w jego stronę.
W przeciwieństwie do hrabiego on nie przerywał spojrzenia.
Skrzywdził cię. Nawet jeśli teraz żałuje, nie zmienia to faktu, że cię skrzywdził – upominał się w myślach, próbując nie zrobić niczego głupiego. Po cichu liczył, że skończy to wszystko dzisiaj i powita Anthony'ego z szerokim uśmiechem, że kiedy ten bawił się w Egipcie jemu udało się zrobić to co obiecał i jeszcze prowadzić biuro. Miał już ułożone przecież dalsze słowa, które miał wypowiedzieć, a moment zasmucenia się wampira był wręcz idealny, aby wykorzystać go do dalszego ataku.
Wojny jednak nie wygrywało się jedną bitwą, zwłaszcza tej dyplomatycznej. Zwłaszcza, gdy nie było się w stanie całkowicie wykończyć celu swojego ataku.
– Tak myślę, że to dobry pomysł – powiedział w końcu, cofając się o krok, tak aby dać mu wreszcie przestrzeń. – Miłej nocy Jean i... Mówię to jako ktoś kto kiedyś lubił, gdy na twojej twarzy gościł uśmiech. Wyjedź z Londynu. Oszczędź sobie tego, zwłaszcza jeśli twój ostatni list rzeczywiście był szczery i życzysz mi dobrze, a może kiedyś, gdy będę w Paryżu porozmawiamy dłużej.
To ci się udało – pomyślał w bólu, słysząc wyjaśnienia tej drugiej strony i chyba pierwszy raz podczas tej rozmowy nie odczuwał alarmującego krzyku w środku czaszki, że słowa Jeana pewnie nie były prawdziwe. Tak to wszystko... Miało sens. Przewrotny i niesamowicie niszczący ich oboje sens. Czyżby to była ta odpowiedź, której szukał? Czyżby nie chciał nigdy ich zranić, a jedynie zasiać obsesyjną myśl w Jonathananie, co patrząc na nici, udało mu się idealnie?
– Nie wiem, jak ci to inaczej powiedzieć, niż że dla dobra nas obu będziesz musiał się nauczyć radzić sobie z tą tęsknotą na inne sposoby – powiedział, powstrzymując drgnienie ręki, która chciała sięgnąć w jego stronę.
W przeciwieństwie do hrabiego on nie przerywał spojrzenia.
Skrzywdził cię. Nawet jeśli teraz żałuje, nie zmienia to faktu, że cię skrzywdził – upominał się w myślach, próbując nie zrobić niczego głupiego. Po cichu liczył, że skończy to wszystko dzisiaj i powita Anthony'ego z szerokim uśmiechem, że kiedy ten bawił się w Egipcie jemu udało się zrobić to co obiecał i jeszcze prowadzić biuro. Miał już ułożone przecież dalsze słowa, które miał wypowiedzieć, a moment zasmucenia się wampira był wręcz idealny, aby wykorzystać go do dalszego ataku.
Wojny jednak nie wygrywało się jedną bitwą, zwłaszcza tej dyplomatycznej. Zwłaszcza, gdy nie było się w stanie całkowicie wykończyć celu swojego ataku.
– Tak myślę, że to dobry pomysł – powiedział w końcu, cofając się o krok, tak aby dać mu wreszcie przestrzeń. – Miłej nocy Jean i... Mówię to jako ktoś kto kiedyś lubił, gdy na twojej twarzy gościł uśmiech. Wyjedź z Londynu. Oszczędź sobie tego, zwłaszcza jeśli twój ostatni list rzeczywiście był szczery i życzysz mi dobrze, a może kiedyś, gdy będę w Paryżu porozmawiamy dłużej.