-Ponieważ - zaczął równie powoli, jak przenosił części zbroi -jeżeli jakikolwiek nauczyciel, albo woźny, pojawiłby się tu w tej chwili, pomyślałby, że to ja zrobiłem ten bałagan i najpewniej dostałbym szlaban. Straciłem przez jeden pierwszy nabór do Quidditcha. Nie chcę, żeby mnie przez kolejny wyrzucili - otrzepał ręce.
Oczywiście, że Jessie był Krukonem, o czym świadczyło niebieskie podbicie szkolnej szaty, którą nosił, oraz to, jak czasami przewracał oczami, gdy ktoś zapominał, czyn było logiczne myślenie, albo nie pomyślał, że potrzebnej mu informacji mógłby poszukać w książce. Może faktycznie miał w sobie coś z Puchona - co by świadczyło, że może coś jednak od matki odziedziczył - albo odzywały się w nim geny jego ojca, który przecież takiego bałaganu by nie zostawił. Albo po prostu nie chciał, żeby ktoś go z tym bałaganem powiązał i gdyby Mackenzie nie zaczęła mu zarzucać, że planował atak na nią tylko dlatego, że trzymał różdżkę (za pomocą której miał zamiar posprzątać), bałaganu już by nie było, a on byłby już bliżej Wieży Krukonów.
Irytkowi jednak nie spodobał się jednak względny spokój, z jakim dwójka uczniów zaczęła ze sobą rozmawiać, i zanim Mackenzie faktycznie zdążyła się ulotnić, wznowił swój atak.
-Dopiero go zauważyłaś? - zawołał Jessie w odpowiedzi na okrzyk Gryfonki. -Latał nad twoją głową przez ten cały czas!
Irytek zaniósł się śmiechem i aż położył w powietrzu, machając energicznie nogami, widząc furię Mackenzie. A kiedy pierwszy hełm poleciał w jego stronę, zawołał z udawanym przerażeniem, dał nura i schował się za Jasperem, robiąc sobie z niego żywą tarczę.
-Kendzia niedobra! Buuu! Kendzia chce zrobić Irysiowi kuku! - zawołał i wystawił Gryfice język.
-Hej, nie chowaj się za mną! - Jessie odskoczył od poltergeista, ale Irytek po prostu znowu się za nim schował.
Oby tylko Mackenzie nie zaczęła celować w niego.
-Bałagan! Robią bałagan! I dokuczają Irysiowi! Naskarżę na was! Naskarżę! Hihihihihi!