12.12.2024, 01:39 ✶
Kazał mu wyjść.
Czemu więc tak się zdziwił, że tamten ruszył w stronę wyjścia?
I oczywiście powstrzymały go jego własne słowa.
Przyszła pani Selwyn...
Niemal sam nie parsknął śmiechem.
Nie dementował plotki o zaręczynach z tego prostego powodu, że nie miał pojęcia, co przyniesie mu więcej korzyści w tej rozmowie i jak bardzo zły będzie, bowiem istniała w jego scenariuszu scena, podczas której nakłaniał Jeana do złożenia my pewnej przysiegu, a dopiero potem, bardzo okrutnie, informował go, że żadnego ślubu nie będzie.
Teraz jednak nie miał pojęcia, czy chciał nawet wymuszać na nim wieczystą przysięgę.
– Przywołałem cię po to – zaczął powoli, orientując się jak inne mieli wizję tego wieczoru. Dla Jeana najwyraźniej miało być to pożegnanie w odpowiedzi na list. Dla niego konfrontacja. Walka, która miała zakończyć się przynajmniej pierwsza wygraną. – Bo nie ufałem słowom w twoim liście. Bo sprawiłeś, że od miesiąca nie śpię przez koszmary w trosce o życie moich bliskich i musiałem się upewnić, czy nic im nie grozi i jakie są twoje intencje.
Chyba właśnie, po czterdziestu trzech latach życia, Jonathan Selwyn po raz pierwszy spotkał się z sytuacją, w której taniec absolutnie nie był wskazany. Nie oznaczało to jednak, że nie pragnął tego tańca jakkolwiek mniej.
Jeden, ostatni taniec? Co mogło pójść nie tak, gdy pierwsza fala niepokoju została stłumiona, a on wiedział, że ich wspólne kroki nie poprowadzą nigdzie dalej?
Jeden, ostatni taniec.
Na pożegnanie.
– Na ostatni taniec mogę się zgodzić. – ręka czarodzieja sięgnęła po chłodną dłoń, przekraczając w końcu tę narzuconą przez niego samego barierę, nie pozwalającą na wcześniejszs zetknięcie się dwóch ciał. – Jedynie w ramach pożegnania. Ale nie miej pretensji do przyszłej pani Selwyn, bo nasze zaręczyny są jedynie plotką. A teraz taniec i pożegnanie mój drogi.
Czemu więc tak się zdziwił, że tamten ruszył w stronę wyjścia?
I oczywiście powstrzymały go jego własne słowa.
Przyszła pani Selwyn...
Niemal sam nie parsknął śmiechem.
Nie dementował plotki o zaręczynach z tego prostego powodu, że nie miał pojęcia, co przyniesie mu więcej korzyści w tej rozmowie i jak bardzo zły będzie, bowiem istniała w jego scenariuszu scena, podczas której nakłaniał Jeana do złożenia my pewnej przysiegu, a dopiero potem, bardzo okrutnie, informował go, że żadnego ślubu nie będzie.
Teraz jednak nie miał pojęcia, czy chciał nawet wymuszać na nim wieczystą przysięgę.
– Przywołałem cię po to – zaczął powoli, orientując się jak inne mieli wizję tego wieczoru. Dla Jeana najwyraźniej miało być to pożegnanie w odpowiedzi na list. Dla niego konfrontacja. Walka, która miała zakończyć się przynajmniej pierwsza wygraną. – Bo nie ufałem słowom w twoim liście. Bo sprawiłeś, że od miesiąca nie śpię przez koszmary w trosce o życie moich bliskich i musiałem się upewnić, czy nic im nie grozi i jakie są twoje intencje.
Chyba właśnie, po czterdziestu trzech latach życia, Jonathan Selwyn po raz pierwszy spotkał się z sytuacją, w której taniec absolutnie nie był wskazany. Nie oznaczało to jednak, że nie pragnął tego tańca jakkolwiek mniej.
Jeden, ostatni taniec? Co mogło pójść nie tak, gdy pierwsza fala niepokoju została stłumiona, a on wiedział, że ich wspólne kroki nie poprowadzą nigdzie dalej?
Jeden, ostatni taniec.
Na pożegnanie.
– Na ostatni taniec mogę się zgodzić. – ręka czarodzieja sięgnęła po chłodną dłoń, przekraczając w końcu tę narzuconą przez niego samego barierę, nie pozwalającą na wcześniejszs zetknięcie się dwóch ciał. – Jedynie w ramach pożegnania. Ale nie miej pretensji do przyszłej pani Selwyn, bo nasze zaręczyny są jedynie plotką. A teraz taniec i pożegnanie mój drogi.