• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.09.1972 (świt) | Księżycowy Staw] Nie potrafię dłużej udawać

[01.09.1972 (świt) | Księżycowy Staw] Nie potrafię dłużej udawać
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#16
12.12.2024, 05:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2024, 05:54 przez Thomas Figg.)  
Palące ciepło wody pomagało mu skupić się na czymś innym niż ból, jaki cały czas roztaczał się po jego wnętrzu. Zupełnie jakby tkwiła w nim jakąś klątwa, jakby ktoś zranił go ostrzem, którego część odłamała się i jątrzyła go od wewnątrz.

Syknął kiedy pierwszy raz szczotka spotkała się z jego skórą. To bolało, oh jak nieprzyjemne było to uczucie - jakby wbiła mu milion małych igieł w kark. Aż spróbował uniknąć drugiego "ciosu" - choć z drugiej strony jak zbawienne. Nagły ostry ból fizyczny odwracał całkowicie uwagę, pozwalał przestać myśleć o bólu płynącym z wnętrza.
- Nie wiem, nie zakładałem że to wszystko się tak potoczy - odpowiadał jej cicho - Mam ci przysięgać na moją różdżkę, albo jaja że nie szedłem się tam zabić? Jak raz nie chciałem umierać, chciałem żyć bo mam dl... po co. - wyrzucił z siebie jeszcze. - Gdybym chciał się zajebać to bym to zrobił. Po prostu wyjechał na drugi koniec globu i udał nieszczęśliwy wypadek przy łamaniu paskudnej klątwy - coś w jego głosie dawało jasno do zrozumienia, że to wcale nie był niemożliwy scenariusz, jakby miał to dokładnie przemyślane. Starał się nie syczeć, kiedy tak pieczołowicie pracowała nad wyszorowaniem go, zupełnie jakby pokrywała go gruba warstwa zaschniętego błota, którego nic nie zdoła skruszyć poza mocnym tarciem.

- Tej nocy jeszcze mnie nikt nie wyruchał. Także wybacz, musisz poczekać z odhaczaniem tego snu jako spełnionego -  silił się na sarkazm, na bycie zabawnym, ale słowa były puste, nie niosły za sobą żadnej mocy jakby do dzbanka ktoś zapomniał wrzucić herbaciany susz i rozlewał wrzątek. - Tak mówisz, a jednak ostatnio ze mną spałaś - po raz pierwszy okazał inne emocje nie ból i gniew - zdecydowanie pobrzmiewała z niego radość, kiedy przypomniał o tym jak zasnęli na jej łóżku po spotkaniu zakonu - i nie robili nic innego tylko właśnie spali. Ale byłby okropnym kłamcą, gdyby zaprzeczył, że jego myśli o Millie nie zbaczały również na ten wspomniany przez nią kurs. - Czyli bycie w Zakonie jednak mnie całkowicie nie skreśla? - brakowało tu tego żartobliwego tonu przy przekomarzaniu się, bardziej pobrzmiewała tu niedziela jeśli się uważnie wsłuchać. Skoro go całkowicie nie skreślała to była dla niego nadzieja prawda, gdzieś tam na miłość?
- Gdybym chciał Ci się dobrać do majtek to postarał bym się bardziej niż biorąc na litość "prawie umarłem, dasz mi dupy?" - przestawał być rozmemłany, wymiana zmian z Millie sprawiała, że znów nabierał kolorów.
Zasyczał kiedy zaczęła mu szorować tors i jak na początku powiedział sobie, że nie będzie narzekał, tak gdy wyrwała mu kilka włosów na raz nie mógł się powstrzymać. - Chcesz mi dać nauczkę czy sprawić, że po tej kąpieli utracę wszelkie inne wspomnienia dzisiejszej nocy? - zapytał czując, że plecy ma całe czerwone i poznaczone szramami od szczotki, a zaraz tak samo skończy jego tors.

Ale nagle miał wrażenie, jakby wnętrzności poskręcały mu się niczym węże. Przereklamowana, przynosi ból i rozczarowanie - te słowa odbijały mu się echem w głowie. Czy taka była miłość? Jasne to nie było pole usłane kwiatami, gdzie nic złego się nie dzieje. Pomyślał o Norze, Mabel, Brennie - ale to wszystko było inne, nie byłą dla niego jak członek rodziny. O tym uczuciu nie miał pojęcia niej nic a nic - ale kłamałby gdyby powiedział, że nie chce zbadać tego uczucia i dać mu się rozwinąć.
- Czy każda bez wyjątku taka jest? A może tylko jeśli szukasz jej w niewłaściwych miejscach. - wyszeptał, jakby bał się, że odrzuca ona całkowicie uczucie miłości.

Czasami jedynie wybory jakie miał to te złe, ale nadal musisz jakiś podjąć - zdawał sobie z tego sprawę.

A ty umiesz podejmować zawsz te najgorsze...

Chciał ją powstrzymać, powiedzieć, że nie, że poradzi sobie z tym samym, nie nawidził się być ciężarem, a oprócz dzisiaj miał być dalej ciężarem dla niej i jeszcze dla Morpheusa? Czy udawanie silnego nie było tym co powinien zrobić? Tego od niego oczekiwano, czyż nie? Że będzie odpowiedzialny, wytrzyma to co nim targa i będzie opoką dla innych - nie ważne jak bardzo jest zniszczony wewnątrz. Wieczne piętno człowieka, który własną wartość mierzył tym jak bardzo przydatny jest dla innych. To co mówiła, o ogarnianiu go, o tym, że będą się trzymać planu. Nie mówiła, że on sam będzie musiał, nie odrzucała go.

Z drewnem szczotki pod brodą pokiwał jedynie twierdząco głową. Będąc zatopionym w delikatnym spojrzeniu Millie, podziwiał słodycz tego złotego oczu, która rozgrzewała go od środka, jakby spoglądał z bardzo bliska na słońce. Działała kojąco na jego rany, choć nie była w stanie ich zaleczyć, to nie takie proste z popękaną duszą, ale jakoś łatwiej to znosił.
- Koc... - głos uwiązł mu w gardle. Zdawał sobie sprawę, że czas zapierdala jak szalony, szybciej nawet niż sowy z pilny wydaniem Proroka Codziennego, a kolejna okazja może nie nadarzyć się szybko i ile w ogóle. Ale nie mógł przecież obarczyć ją tym. Co miał jej powiedzieć, "kocham cię, pozwól mi cię kochać i pokochaj mnie"? Oh jak cudownie to brzmi... Nie mógł jej obarczyć tym, zrzucać na jej barku kamień za kamieniem - nie mógł jej tego zrobić, ale tak bardzo chciał dać upust swojemu uczuciu. Musiał zmienić temat, szybko, choć nie trzeba było Sherlocka, aby domyślić się co chciał powiedzieć.
- Mogę zostać dzisiaj z tobą? - wydusił z siebie coś co nie było wyznaniem. Wiedział, że musi się dźwignąć, nabrać sił aby znowu stawić czoła światu. Ale dzisiaj nie potrafił, jeszcze nie teraz - w tej chwili potrzebował akceptacji i jej bliskości, nawet jeśli miała tylko być po drugiej stronie pokoju. Odgłos jej oddechu, poczucie obecności było wystarczające.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (278), Millie Moody (3567), Thomas Figg (7127)




Wiadomości w tym wątku
[01.09.1972 (świt) | Księżycowy Staw] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 22.11.2024, 18:30
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 28.11.2024, 12:39
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 28.11.2024, 15:17
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 01.12.2024, 00:57
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 01.12.2024, 03:19
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Baba Jaga - 02.12.2024, 22:02
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 02.12.2024, 23:12
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 05.12.2024, 02:24
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 05.12.2024, 09:47
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 05.12.2024, 15:16
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 07.12.2024, 22:27
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 08.12.2024, 14:01
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 09.12.2024, 18:10
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 10.12.2024, 06:05
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 12.12.2024, 01:24
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 12.12.2024, 05:53
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 13.12.2024, 15:35
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 18.12.2024, 21:13
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Millie Moody - 20.12.2024, 16:05
RE: [01.09.1972 (świt)] Nie potrafię dłużej udawać - przez Thomas Figg - 31.12.2024, 07:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa