Ich ostatnie miesiące były zaskakująco spokojne. Mimo tego, że świat płonął, oni wydawali się próbować w tym odnaleźć, znaleźć swoją metodę, dzięki której mogli jakoś przetrwać to wszystko. To działało, przynajmniej na samym początku, jasne zaliczyła kilka potknięć, bo chcąc nie chcąc wmieszała się w sprawy, które nie miała się mieszać, miała tendencje do pakowania się w irracjonalne sytuacje, jakoś to jednak przetrawili i zaczęli układać sobie życie na nowo. W Piaskownicy, z dala od płonącego świata. Wydawało się, że idzie to w dobrym kierunku. Może wtedy zbyt wiele przemilczeli, może po prostu chcieli ignorować ten cały niepokój? To eskalowało teraz. Aktualnie bowiem wylewały się z nich gorzkie żale, które sięgały bardzo dalekich odemętów. To siedziało w nich od dawna, a dopiero dzisiaj postanowili się tym podzielić.
Zapewne prędzej, czy później by sobie to wyrzygali, może gdyby zrobili to wcześniej, to udałoby się im uniknąć tej ogromnej eskalacji do której doprowadzili. Nie hamowali się, co im się nigdy nie zdarzało, cóż, sporo ostatnio przeżyli, to pewnie też mogło mieć na to jakiś wpływ. Miała wrażenie, ze faktycznie nie są już tamtymi ludźmi, którymi byli kiedyś. Wylewała się z nich złość i gorycz, jakby tylko te uczucia się w nich gromadziły, kiedyś tak nie było, kiedyś wiedzieli kiedy przestać, potrafili przystopować, aby nie skrzywdzić nieodwracalnie drugiej strony. Te słowa miały zostać w ich pamięci, czy tego chcieli, czy nie, nie mogło być inaczej, nie dało się tego ominąć. - Nadal mnie zaskakujesz, co? - Syknęła jeszcze na niego. Kiedyś to było coś dobrego, aktualnie jednak to zaskakiwanie wiązało się raczej z niezbyt przyjemnym doświadczeniem. Nie spodziewała się tego, że kiedyś mogłaby polubić przewidywalność, jak widać były pewne sytuacje, w których była mile widziana.
- Okazał się być kurewsko stabilny. - Może w tym był właśnie problem, że próbował, nie zakładał, że to zrobił, ale twierdził, że to była próba, chociaż czy zmiana założenia cokolwiek by zmieniła? Nie wydawało jej się. Cóś, gdzieś poszło nie tak, sama nie wiedziała gdzie, nie miała pojęcia, dlaczego to nie ułożyło się po ich myśli, skoro podobno pragnęli tego samego.
Nie było sensu dalej ciągnąć tej rozmowy, może bardziej kłótni bo ona chyba była ich ostatnim gwoździem do trumny, w której tkwili w zawieszeniu od półtora roku. To jeszcze bardziej ich pochłonęło, nadzieja znikała już całkowicie. Jak mogliby patrzeć na siebie tak samo po tym, co sobie powiedzieli? Chciał ją od siebie odsunąć, próbowała z tym walczyć, ale chyba się poddała. Zawsze tak było, jak się na coś uparł, to musiało być tak jak on chciał, nie mogła tego zmienić, chociaż przecież bardzo chciała. Uderzało w nią to, że nie była w stanie nic z tym zrobić, była bezsilna, a nie znosiła tego uczucia, zawsze okropnie ją irytowało. Nigdy nie nauczyła się sobie z tym radzić.
To było przykre, kurewsko przykre, jak łatwo im przyszło przekreślenie tego, co mieli, co mogliby mieć. Wszystko się rozsypało.
Samo trwanie przy sobie to było zbyt mało, szkoda, że nie dotarło to do niej wcześniej, może wtedy mogłaby coś zmienić, wtedy, kiedy jeszcze nie było za późno. To nie tak, że chciała z niego rezygnować, to nigdy nie było jej zamiarem, przecież nadal go kochała, tyle, że może czasem pojawiały się sytuacje, w których miłość nie wystarczała, może faktycznie to ich dotyczyło. Rozumiała z tego coraz mniej, przestała być pewna czegokolwiek i mimo, że jeszcze wczoraj nie sądziła, aby kiedykolwiek mogli wrócić do tego, co mieli, to dzisiaj pojawiła się nadzieja, która zgasła bardzo szybko, bo przecież jej nie chciał, niby chciał, ale jednak nie chciał. Nie mógł mieć jej znowu przy sobie, wkurwiało ją to, bo nie miała pojęcia dlaczego, to ciągle nie dawało jej spokoju. Przez to wyrzucała z siebie te wszystkie chujowe słowa, to była desperacja, która nie przyniosła w tym wypadku niczego dobrego.
Nie mogła znieść myśli, że kiedyś przecież naprawdę było im razem dobrze, rozumieli się bez słów, byli dla siebie oparciem. Nic z tego nie zostało. Tkwiło w nich wiele żalu, wiele złości, cóż nie ułatwiali sobie odnalezienia się w tej całej posranej sytuacji. Wbijali sobie kolejne szpilki, które miały jeszcze bardziej utrudnić to wszystko. Tyle, że ona naprawdę tego nie chciała, nigdy nie miała zamiaru go zranić, nie zakładała zresztą, że coś podobnego się dzisiaj wydarzy. To było zbyt wiele, dołożyli sobie sami kolejne rany, jakby nie mieli ich już wystarczająco. Nie powinni postępować w ten sposób, nigdy nie powinni byli doprowadzić do takiej sytuacji.
- Dzięki. - Cisza została przerwana. Trochę obawiała się tego, co może przynieść kolejne kilka minut, dlatego też ostrożnie podchodziła do tej rozmowy. Nie chciała popełnić drugi raz tego samego błędu, nie chciała żałować słów, które padną z jej ust. Próbowała się opanować, starała się pozbyć wszystkich negatywnych emocji, które jeszcze chwilę temu ją wypełniały, bo to nie była ona, nie była takim człowiekiem, nie zachowywała się w ten sposób. Musiała się ogarnąć i mieć pewność, że faktycznie będzie sobą, że nie stanie się znowu chaosem, który niszczył wszystko, co znajdowało się wokół niej. Nie chciała tego. Tylko, czy właściwie cokolwiek jej jeszcze pozostało? Trochę zaczynała w to wątpić.
Może faktycznie tak było, może nie wiedziała na co się pisze, tyle, czy faktycznie zrezygnowałaby z niego, gdyby wiedziała? Pewnie nie, nie tak łatwo było ją do siebie zrazić, chociaż dzisiaj, dzisiaj faktycznie mu się to udało, przynajmniej na tamtą krótką chwilę, kiedy wyrzucił z siebie to wszystko. Nie mogła się otrząsnąć po tym, co usłyszała, pewnie szybko tego nie zrobi, prawda powinna ją wyzwolić, tyle, że nadal jej nie dostawała. Nadal nie miała pojęcia dlaczego tak usilnie próbował ją od siebie odsunąć, musiała się z tym pogodzić, musiała to zaakceptować, bo nie było innej drogi. Nie była w stanie wyszarpać z niego informacji, które potrzebowała. To raczej się nie zmieni. To było przykre, bo naprawdę była skłonna wejść w to wszystko ponownie, gdyby nie to, że ją odrzucał, to też nie było typowym odrzuceniem, bo mówił jej, że wciąż ją kocha. Miała mętlik w głowie, niby jak miała teraz ruszyć do przodu, skoro usłyszała to wszystko? Trudno jej się będzie po tym pozbierać, tylko tego była pewna. Nie miała pojęcia, czy dalej powinna czekać, jeśli nie, to co wtedy? Szukać? Nie chciała szukać nikogo innego, ani niczego innego, nie kiedy zdawała sobie sprawę z tego, że nie da się dorównać temu co kiedyś mieli, a to było już stracone.
Czy desperacją było to, że nie miała nawet momentu zawahania, kiedy powiedział o tym, że faktycznie tu zostanie? Po raz kolejny nie chciała, aby wymknął jej się z rąk, po raz kolejny zgadzała się na te ułudę, którą się raczyli od kiedy tylko się tutaj pojawili. - Dobrze, zostań, zostańmy tu jeszcze na tyle, na ile potrzebujemy. - Akceptowała to, zrobią to tak, jak on chciał, chociaż w tym przypadku to było również to, czego ona potrzebowała. Nie miała pojęcia dlaczego, ale nie chciała jeszcze wrócić do rzeczywistości, która i tak próbowała już ponownie zaciągnąć ich do siebie. Mogło być tu im razem dobrze, chociaż pzez chwilę, przez moment? Pewnie tak, o ile znowu nie zaczną się ze sobą kłócić. Nie zamierzała do tego dopuścić, to nie było miejsce, w którym powinni to robić, nie tutaj. Nie chciała psuć wszystkich wspomnień, które mieli związane z tym domem.
Kiedy opuszczą Piaskownicę nic już nie będzie takie same, to wiedziała, zdawała sobie sprawę, będą musieli to zrobić już niedługo, ale skoro jeszcze mogli choć przez chwilę poudawać, że wcale nie było między nimi, aż tak źle, to zamierzała z tego korzystać, przecież chodziło im o pożegnanie, zasługiwali na nie, chociaż nie chciała dopuścić do siebie myśli, że to faktycznie będzie koniec. Nawet po tej kłótni, zdecydowanie lubiła sobie zadawać ból, skoro tak łatwo przyszło jej okłamywanie siebie.
- Wybaczam. - Mruknęła jeszcze cicho, chociaż nie umiała pozbyć się z głowy tego, jak okropnie to zabrzmiało, na pewno miał jakieś zamiary, kiedy jej o tym mówił, tak, czuła, że chciał w nią uderzyć, udało mu się to, ale teraz zszedł z tonu i ją za to przeprosił. Była nawina i głupia, ale mu wierzyła, chciała uwierzyć w to, że nie miał tego na myśli.
- Może kiedyś się dowiem, może kiedyś coś się zmieni. Nigdy nie można być pewnym. - Chyba nadal wierzyła w to, że kiedyś da jej te wyjaśnienia, było to bardzo naiwne, ale też dzisiaj chyba przestała już udawać, że myśli racjonalnie. Nigdy tego nie robiła, zawsze podążała za nim ślepo, bez względu na to, co się działo. Nadal była gotowa to robić, mimo tego, że przecież tego nie chciał i jeszcze przed chwilą próbowała mu udwodnić, że skutecznie ją do siebie zraził. - Na razie niech będzie jak jest, ale nie róbmy tego nigdy więcej. - Nie chciała znowu się kłócić, wylewać swoich gorzkich żali, nie tędy droga.
- Sama już nie wiem, co jest lepsze. - Miała wątpliwości, cholernie wiele wątpliwości. Gdyby byli normalni, może wszystko jakoś by się ułożyło, nie mogła być tego pewna, ale teraz rozważała różne opcje, różne możliwości. Zresztą to też było bez sensu, to i tak aktualnie w niczym by nie pomogło. Chyba musiała po prostu zaakceptować pewne fakty i tyle, nic nie mogła z tym zrobić, jeszcze nie.
Gdy poczuła dłoń na swoim boku odpuściła. Pozwoliła się sobie odruchowo opaść na jego ramię, tak jak robiła to wiele razy wcześniej, potrzebowała tej bliskości. Mimo tego, że jeszcze chwilę temu rzucali w siebie piorunami. Odpuszczała, złość z niej schodziła, już nie było tak źle. Nie, żeby sobie cokolwiek wyjaśnili, bo przecież nie zrobili tego, zresztą nie chciała ciągnąć tamtej konwersacji.
- Twoja siostra wychodzi za mąż za Borgina? - Cóż, nie dotarły do niej te plotki, więc było to dla niej coś zupełnie nowego. - Którego, jeszcze się okaże, że faktycznie zostaniemy rodziną... - Wśród czystokrwistych wcale nie było o to tak trudno. Zastanawiała się, czy być może któryś z jej kuzynów jest tym szczęśliwcem, a jeśli tak, to dlaczego się tym jej jeszcze nie pochwalił, z drugiej strony, to wcale nie było dziwne, bo starała się raczej trzymać od rodziny matki na dystans.
- Dobrze wiedzieć, że ktoś zmierza przed siebie, Astaroth umarł mi na rękach, wiesz, on nie ma zbyt jasnej przyszłości. - Nie pamiętała, czy się tym z nim podzieliła. Ambroise miał niewątpliwą przyjemność poznać jej brata z nieco innej strony, ale nigdy nie mówiła mu tak naprawdę co do tego doprowadziło. Nie było go wtedy blisko, co zresztą też mu kiedyś wyrzuciła. Ten rok był dla niej naprawdę paskudny, nigdy w jej życiu nie działo się gorzej, nie miała nawet za bardzo z kim o tym porozmawiać. Nie lubiła mówić o swoich uczuciach, być problemem dla innych. Kiedyś miała jego, mu mogła powiedzieć o wszystkim, później musiała radzić sobie sama.
- Nie, żeby mnie to dziwiło, chociaż wydaje mi się, że nie znajdą nikogo lepszego od ciebie, ale to ich strata, w Mungu jak w ministerstwie obstawiają wszystko przez znajomości. - Pamiętała, że zależało mu na tym, aby awansować, wkładał w to dużo pracy. Niektóre marzenia nie mogły się jednak spełnić mimo starań, nie na wszystko mieli wpływ, ba okazywało się, że tak praktycznie to nie mieli wpływu na nic.
- Polecam pracowanie na siebie, to zawsze najlepsza opcja. - Od lat przecież podążała tą drogą, była ona całkiem wygodna, podkreślała to od lat. Nie będzie się musiał przynajmniej przed nikim tłumaczyć.
- Coraz bardziej się panoszą, to co się stało w Beltane, gdzie przecież zginęła masa ludzi, nie tylko mugolacy, chyba jest im obojętne kogo zabijają. - Była w lesie po tym, jak to się stało. Zbierała trupy, widziała widma, miała świadomość, że świat stawał się coraz bardziej okropny, trudno się było w tym wszystkim odnaleźć. - Właśnie, widma, jaki to ma impakt na waszą rodzinę? One chyba szybko nie spierdolą z tej Kniei, obawiam się też, że mogą zacząć z niej wyłazić. Miałam przyjemność ostatnio kilka razy się na nie nadziać i dostałam pewne informacje, musicie uważać. - Tak, nic nie musieli, ale nie chciałaby, żeby jemu, czy komuś z jego rodziny stała się krzywda, nie po tym, co widziała. Jakoś wcześniej nie mieli możliwości porozmawiać o takich bieżących sprawach, a przecież kiedyś dyskutowali o wszystkim.
- Nigdy w to nie wątpiłam, nie jesteś taki jak oni, nie pasowałbyś do nich. - Od zawsze byli gdzieś pomiędzy, nie wybierali, nie próbowali walczyć, bo to nie miało sensu. Niestety ta wojna zaczynała coraz bardziej dotyczyć i ich, bo przecież wszystko się przez nią zmieniło. Dobrze było jednak wiedzieć, że jak ona nadal się nie złamał, nadal trwali w swoich przekonaniach. To było całkiem budujące, bo najwyraźniej nie zmienili się, aż tak bardzo jak mogło się wydawać.
- Czasem nie mamy wyboru. - Nie zamierzała go oceniać, sama robiła ostatnio wiele rzeczy, które nie mogły być uznane za właściwie, obcinała demonom głowy przy pomocy czarnej magii, ale nie tylko im, przecież zabiła też inną żywą istotę w ten sposób. Jeszcze kilka lat temu nie zakładałaby, że do tego dojdzie, ale jakoś tak potoczyło się jej życie. Nie była z tego szczególnie zadowolona, ale musiała sobie jakoś radzić, robiła to, co umiała.
- Dużo się dzieje, ciężko jest sobie z tym radzić samemu, szczególnie, gdy ma się tendencje do odrzucania pomocy i nie chce się dzielić z innymi swoimi troskami. - Cóż, ona tak miała. Nie potrafiła mówić o swoich obawach, próbowała brać wszystko na swoje barki, ale wychodziło to różnie, mogłaby nawet stwierdzić, że gorzej niż lepiej, ale wolała to, niż wołanie o pomoc. Wiedziała, że są pod tym względem do siebie podobni, rzadko kiedy otwierali się przed ludźmi.
Nie mieli już siebie, więc spodziewała się tego, że skończył jak ona. Zupełnie sam, ze swoimi wszystkimi obawami, to było przykre.