12.12.2024, 17:42 ✶
Dotyk, którego tak obawiał się przez całą ich konfrontację w rzeczywistości otulił go chłodną, lecz nie nieporządaną czułością, tak jak chwilę później mglista melodią, grana jedynie w ich głowach, otuliła ich oboje, gdy nogi poniosły ich do tańca.
Na chwilę, pozwolił sobie zanurzyć się w tej mgle mrocznego tanga, prowadzony przez byłego kochanka, próbując otrzymać ten jeden ostatni wspólny moment, tak brutalnie skradziony im przez własne emocje i gniew. Co z tego, że powód tych uczuć i paranoi, właśnie trzymał rękę na jego plecach, wytyczając kolejne kroki? Potrzebował tego. Ostatniego tanga w akompaniamencie przyśpieszonego serca, które nie biło jednak rwanie do muzyki strachu, a mocno i pewnie, jako swoista ilustracja nici, które ich splątały.
Jeśli jednak ruchy Jeana mówiły kocham, jego własne ruchy krzyczały nie zgadzam się. Nie wobec wspólnego tańca, nie kiedy ciała były tak blisko siebie, dłonie trzymały się mocno, a nogi niepozornie pomyliły się nieznacznie w tańcu, tak aby musnąć nogi tego drugiego, nim powróciły do wyznaczonych im kroków. Nie. Ruchy Jonathana buntowały się wobec wcześniej napisanych rozdziałów, wobec mózgu, krzyczącego, że to nie może pójść dalej, a przeszłość nie może zostać zapomniana. Że nawet tancerze padają wykończeni po zbyt dużej ilości tanga i to właśnie stanie się z nim, jeśli nie będzie uważał.
Mógł tak łatwo się wytłumaczyć, gdyby w ramach finału, popchnął go na kanapę i zaczął całować. Ostatni raz. Trzeba ugasić pożądanie, skoro już zostało rozpalone. Ostatni raz. Głupi, pieprzony Gryfon, kierujący się emocjami. Czy ktoś by się w ogóle zdziwił, gdyby to zrobił? Ostatni raz.
Ostatni raz mógł być jednym razem za dużo. Ogień można było ugasić bezpieczniejszymi metodami, a głupi, pieprzony Gryfon miał swój rozum.
– Kiedy przyjechałeś do Londynu? – wyszeptał pytanie, obejmując prowadzenia, kierując ich kroki bliżej półek z książkami, niż miękkich mebli, na które można by było opaść. Tydzień? Dwa tygodnie temu? Powód zamieszania w Londynie wciąż był nie znany.
Na chwilę, pozwolił sobie zanurzyć się w tej mgle mrocznego tanga, prowadzony przez byłego kochanka, próbując otrzymać ten jeden ostatni wspólny moment, tak brutalnie skradziony im przez własne emocje i gniew. Co z tego, że powód tych uczuć i paranoi, właśnie trzymał rękę na jego plecach, wytyczając kolejne kroki? Potrzebował tego. Ostatniego tanga w akompaniamencie przyśpieszonego serca, które nie biło jednak rwanie do muzyki strachu, a mocno i pewnie, jako swoista ilustracja nici, które ich splątały.
Jeśli jednak ruchy Jeana mówiły kocham, jego własne ruchy krzyczały nie zgadzam się. Nie wobec wspólnego tańca, nie kiedy ciała były tak blisko siebie, dłonie trzymały się mocno, a nogi niepozornie pomyliły się nieznacznie w tańcu, tak aby musnąć nogi tego drugiego, nim powróciły do wyznaczonych im kroków. Nie. Ruchy Jonathana buntowały się wobec wcześniej napisanych rozdziałów, wobec mózgu, krzyczącego, że to nie może pójść dalej, a przeszłość nie może zostać zapomniana. Że nawet tancerze padają wykończeni po zbyt dużej ilości tanga i to właśnie stanie się z nim, jeśli nie będzie uważał.
Mógł tak łatwo się wytłumaczyć, gdyby w ramach finału, popchnął go na kanapę i zaczął całować. Ostatni raz. Trzeba ugasić pożądanie, skoro już zostało rozpalone. Ostatni raz. Głupi, pieprzony Gryfon, kierujący się emocjami. Czy ktoś by się w ogóle zdziwił, gdyby to zrobił? Ostatni raz.
Ostatni raz mógł być jednym razem za dużo. Ogień można było ugasić bezpieczniejszymi metodami, a głupi, pieprzony Gryfon miał swój rozum.
– Kiedy przyjechałeś do Londynu? – wyszeptał pytanie, obejmując prowadzenia, kierując ich kroki bliżej półek z książkami, niż miękkich mebli, na które można by było opaść. Tydzień? Dwa tygodnie temu? Powód zamieszania w Londynie wciąż był nie znany.