Chociaż Ambroise miał z tego ubaw, może tyle dobrego. Ona była rozczarowana swoim postępowaniem, to nie był najlepszy dzień w jej życiu, miała wrażenie, że wręcz przeciwnie. Zbłaźniła się dzisiaj wiele razy. Jak widać, zawsze mogło być gorzej, chociaż nie tego się spodziewała, kiedy opuszczała zlot fanatyków zielarstwa. Nigdy nie można przewidzieć jednak tego, jak los może chcieć sobie z nad zadrwić, czyż nie? Tak, zdecydowanie dzisiaj śmiał się jej w twarz.
- Nie pokładałabym tyle nadziei w chochli, ona jest mniej masywna od patelni. Może faktycznie powinniśmy to zweryfikować. - Skoro było to takie kontrowersyjne i niepewne, to warto byłoby przeprowadzić jakieć badania, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć teoriom które snuli. Przynajmniej mieliby pewność, jak to wygląda tak naprawdę. Nie sądziła, że ktoś już pokusił się o podobne testy, bo chyba mało kto wybierał narzędzia kuchenne jako broń, ale to mogłoby być całkiem ciekawe doświadczenie.
- Oburącz, zrozumiałe. Jeśli mam być szczera, to chyba zawsze będzie wyglądało jak zabawa, kto normalny wybiera chochlę jako broń? - No, nikt przecież nie potraktowałby jej w takiej sytuacji poważnie, tak samo jak z tą nieszczęsną patelnią, jeszcze widząc podobne przyrządy w jej dłoniach, nie wyglądała przecież na kogoś kto byłby w stanie zabić chociaż muchę, a co dopiero zrobić krzywdę człowiekowi. Powinna popracować nad swoją aparycją... tak, jasne, na pewno coś mogłoby pomóc na to, że sama wyglądała jak jeden z tych pączków z lukrem, które wypiekała.
- Oczywiście, że szczerze. - Odpowiedziała, chociaż to raczej było pytanie retoryczne, nie spodziewała się tego, żeby Ambroise zamierzał ukrywać przed nią swoje myśli. - To prawda, i pewnie połamałabym na tobie moją ulubioną patelnię, więc dobrze, że tego nie zrobiłam. - Byłaby to ogromna strata, z którą pewnie nie tak łatwo byłoby się jej pogodzić.
Nie była aż taka hop do przodu, sama nie wiedziała, co w nią wstąpiło. Poczuła się po prostu niepewnie, kiedy usłyszała kroki dobiegające z zewnątrz. Może powinna popracować nad jakimiś zabezpieczeniami, na pewno nocą mogłyby się przydać. Będzie musiała poprosić kogoś, żeby jej to zorganizował, bo sama przecież nie była w stanie tego zrobić. Cóż, dobrze, że się tutaj pojawił, przynajmniej doszła do jakichś racjonalnych wniosków.
- Gdybyś mieszkał w domu z trzema kotami, które pojawiają się znikąd, dzieckiem i bratem to też miałbyś wyczulony słuch. - Nigdy nie wiadomo kiedy ktoś postanowi pojawić się znienacka, wolałaby uniknąć zawału spowodowanego nieprzygotowaniem się do nieprzewidywalnego spotkania. Musiała sobie jakoś radzić, czy coś. Oczywiście słuch miała wyczulony również przez klientów, którzy pojawiali się w najmniej odpowiednich momentach, gdy zaszywała się w swoim królestwie.
- Wspaniale, wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. - Dodała już z uśmiechem. Przestała się przejmowac tym drobnym upokorzeniem. Dobrze, że padło akurat na Ambroisa, mogła być pewna, że nie piśnie nikomu ani słowa.
Wystarczało, że sporo osób widziało dzisiaj ich kompromitację podczas spotkania towarzystwa herbologicznego, brakowało tylko tego, żeby ktoś jeszcze dowiedział się w jaki sposób postanowiła walczyć z intruzami, którzy mogliby się pojawić w jej cukierni. To nie był jej dzień, zdecydowanie. Dobrze by było, aby już się skończył, pozostawało tylko liczyć na to, że kolejny nie będzie podobny.
Odwróciła się do mężczyzny, kiedy zaczął dzielić się z nią swoimi instrukcjami. Nie spodziewała się, że ma, aż takie doświadczenie, starała się jednak ukryć swoje zdziwienie. Cóż, był medykiem, na pewno potrafił stwierdzić, gdzie warto uderzyć, aby faktycznie zabolało. Tyle, że to w jaki sposób o tym mówił wcale nie świadczyło o medycznym doświadczeniu, bardziej opowiadał o tym tak, jakby miał doświadczenie w podobnych starciach. Cóż, czasy były wątpliwe, może musiał to robić. Wolała w to nie wnikać. Nie chciała zaburzać swojej wizji jego osoby we własnej głowie.
- Cóż, do głowy raczej ciężko będzie mi doskoczyć, pozostają mi więc te dolne partie ciała. - Była świadoma mankamentów jakie niósł ze sobą jej dosyć ograniczający wzrost. Miała pewność, że nie było to w tym przypadku zaletą.
- To całkiem niezły, przyspieszony kurs samoobrony, jednak wolałabym nie musieć korzystać z twoich rad. Ucieczka brzmi jak coś, co mogłoby być najlepszą opcją. - Mimo, że nie biegała zbyt szybko, była raczej fajtłapą, co zresztą miał szansę dzisiaj zobaczyć, to też nie było żadną tajemnicą. Norka nie należała do osób, które w pełni panowały nad swoim ciałem, raczej miała wrażenie, że już dawno coś poszło nie tak. Mało kto był, aż tak bardzo ułomny pod tym względem jak ona.
Zdecydowanie wolała nigdy nie musieć stawać w sytuacji, w której wypadałoby skorzystać z tych rad. No, nie była osobą, które potrafiłby znaleźć w sobie siłę, aby się z kimś zmierzyć. To nie leżało w jej naturze. Prędzej zaprosiłaby ewentualnego oprawcę na pączki i spróbowała go przekupić swoimi słodkościami i urokiem osobistym.
Obserwowała jak Ambroise rozlewał bimber do kieliszków. Na pewno im się przyda to lekkie znieczulenie, tak, to był naprawdę wyśmienity pomysł. - Za ten wspaniały dzień, oby jak najszybciej się skończył. - Uniosła kieliszek w toaście, warto było napić się za cokolwiek.