13.12.2024, 15:35 ✶
Może nie powinna go tak dręczyć? A jednak świetnie jej szło komunikowanie emocji w ten najprostszy z możliwych sposobów, który mówił: choć pokaże Ci jak się czuję - sprawie, że poczujesz się tak samo.
A Mildred była roztrzęsiona, co można było czuć w absolutnym braku delikatności podczas szorowania.
– Ja Cię zaraz wyrucham tą szczotką i będzie odhaczone. – warknęła na niego, szorując teraz nogi. Skóra na torsie Thomasa była czerwona i piekła od wody i olejków. Wszystko wkoło pachniało teraz intensywnie lawendą i szałwią oraz... niestety... charakterystycznym popiołem... ale Mills nie zamierzała przestać.
– Skąd pewność, że jakieś nosze? - prychnęła na wspomnieniu o jej bieliźnie, ale trzeba było przyznać, że Thomas rzeczywiście zachowywał się dziwnie. Dziewczyna cały czas była przekonana, że to kwestia grzybów, chociaż coraz mniej rzeczy na to wskazywało. I niedobrze. Jakby się ze sobą przespali, tak na prawdę przespali, to może napięcie by z niego zeszło i dał jej spokój? – Prawie chciałabym to zobaczyć jakbyś się do tego zabrał. Założyłbyś kocie uszka, podpiął ogonek i przyniósł dwadzieścia pączków wkupnego? Czy raczej zaczął nosić się w czarnej skórze i stroić na bad boia palącego sobie przed budynkiem skręty? – to były kretyńskie rozomowy. Był fragment jej, który krzyczał, że Thomas właśnie zakatował jakiegoś człowieka, albo demon rozjebał mu duszę, albo oba. To było szalone. To było surrealistyczne. To było dziwaczne i na prawdę nie miała pojęcia jak to dźwignąć. Ale zapach lawendy i szczotka w dłoni oraz wizja Thomasa, który próbuje ją wyrwać na najbardziej karykaturalne teksty w historii pomagała o tym nie myśleć, albo chociaż myśleć troszeczkę mniej.
– It is what it is. Lekcja wyciągnięta z domu. – Ucięła temat dotyczący miłości, bo nie chciała tego drążyć. Wolała głupotki o ruchaniu Thomasa szczotką niż vivisekcje z której wynikałoby, że mamusia i tatuś jednak jej nie kochali.
Na ostatnie pytanie czy może zostać tej nocy z nią parsknęła tylko, niezmiennie szydząc, chowając się za swoją maską Mildred Ogarnę Wszystko, żeby Thomas mógł przesypywać się jej przez palce rozbity.
– A co? Znowu chcesz się ze mnąprzespać? Niech Ci tylko w nawyk nie wejdzie, bo każe Ci robić za siebie pranie.
A Mildred była roztrzęsiona, co można było czuć w absolutnym braku delikatności podczas szorowania.
– Ja Cię zaraz wyrucham tą szczotką i będzie odhaczone. – warknęła na niego, szorując teraz nogi. Skóra na torsie Thomasa była czerwona i piekła od wody i olejków. Wszystko wkoło pachniało teraz intensywnie lawendą i szałwią oraz... niestety... charakterystycznym popiołem... ale Mills nie zamierzała przestać.
– Skąd pewność, że jakieś nosze? - prychnęła na wspomnieniu o jej bieliźnie, ale trzeba było przyznać, że Thomas rzeczywiście zachowywał się dziwnie. Dziewczyna cały czas była przekonana, że to kwestia grzybów, chociaż coraz mniej rzeczy na to wskazywało. I niedobrze. Jakby się ze sobą przespali, tak na prawdę przespali, to może napięcie by z niego zeszło i dał jej spokój? – Prawie chciałabym to zobaczyć jakbyś się do tego zabrał. Założyłbyś kocie uszka, podpiął ogonek i przyniósł dwadzieścia pączków wkupnego? Czy raczej zaczął nosić się w czarnej skórze i stroić na bad boia palącego sobie przed budynkiem skręty? – to były kretyńskie rozomowy. Był fragment jej, który krzyczał, że Thomas właśnie zakatował jakiegoś człowieka, albo demon rozjebał mu duszę, albo oba. To było szalone. To było surrealistyczne. To było dziwaczne i na prawdę nie miała pojęcia jak to dźwignąć. Ale zapach lawendy i szczotka w dłoni oraz wizja Thomasa, który próbuje ją wyrwać na najbardziej karykaturalne teksty w historii pomagała o tym nie myśleć, albo chociaż myśleć troszeczkę mniej.
– It is what it is. Lekcja wyciągnięta z domu. – Ucięła temat dotyczący miłości, bo nie chciała tego drążyć. Wolała głupotki o ruchaniu Thomasa szczotką niż vivisekcje z której wynikałoby, że mamusia i tatuś jednak jej nie kochali.
Na ostatnie pytanie czy może zostać tej nocy z nią parsknęła tylko, niezmiennie szydząc, chowając się za swoją maską Mildred Ogarnę Wszystko, żeby Thomas mógł przesypywać się jej przez palce rozbity.
– A co? Znowu chcesz się ze mnąprzespać? Niech Ci tylko w nawyk nie wejdzie, bo każe Ci robić za siebie pranie.