• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[lato 1962] Pewnego letniego dnia

[lato 1962] Pewnego letniego dnia
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
13.12.2024, 19:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:10 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII

Żeby wyjaśnić, dlaczego w odrobinę deszczowe, letnie popołudnie, przed furtką wiodącą do ogródka państwa Bletchleyów, stanęły dwa błotniste potwory, należało cofnąć się nieco w czasie. Mianowicie kilka godzin, do śniadania, gdy na niebie nie było jeszcze ani jednej chmurki, a Brenna zaproponowała Alice, że ponieważ to taki piękny dzień, mogą iść na spacer nad jezioro.
Ewentualnie o kilka lat wcześniej, kiedy kilkuletnia Brenna zajrzała pierwszy raz do ogródka Bletcheyów pomiędzy sztachetami i spytała po raz pierwszy, czy Alice nie chce iść na spacer, hen, hen daleko, bo aż na położone trzydzieści metrów dalej wzgórze. I – oczywiście – podczas tego spaceru w nieznane i dalekie krainy jakimś cudem zdołała wpaść na rzeczonym wzgórzu do zamaskowanej czarami dziury, której na pewno nie było tam jeszcze poprzedniego dnia.
A w końcu historia lubiła się powtarzać.
Tego ranka, uzbrojone w powagę lat szesnastu i piętnastu, oraz w różdżki, których wprawdzie nie wolno im było używać, ale gdyby cokolwiek się działo miały jak się bronić, mogły wyprawić się znacznie dalej. Czyli nad jezioro, dość często odwiedzane przez miejscową dzieciarnię, bo oczywiście nie w głąb Kniei (Brenna wprawdzie zapuszczała się w nią zdecydowanie dalej niż powinna i dużo, dużo dalej nie pozwoliłaby jej matka, ale nie odważyła się namawiać na takie wyprawy Alice, jeszcze Jolen Bletchey zobaczyłaby jakieś wyrzuty sumienia u którejś z dziewczynek), co w teorii powinno być absolutnie bezpieczne. I wcale, ale to wcale nie planowały robić nic niebezpiecznego albo czego nie pochwaliliby rodzice, prawda?
Ale kiedy okazało się, że jedna z mugolskich sąsiadek nie może znaleźć braciszka, oczywiście, że trzeba było pomóc jej w poszukiwaniach. Reszta historii obejmowała spadanie ze skałek, gniazdo olbrzymich, purpurowych ropuch, nagłe załamanie pogody, i dziwną teleportację białowłosej czarodziejki z mieczem, która rozejrzała się, z westchnieniem stwierdziła, że to nie „tutaj i teraz”, i deportowała się znowu, rozchlapując wokół bardzo dużo wody.
– I na pewno, na pewno, tak zupełnie na sto procent, nie jesteś ranna? – dopytywała Brenna, bardzo brudna i bardzo mokra, zerkając z pewnym zmartwieniem na Alice, gdy zbliżały się do domu Bletcheyów. – Nic cię nie boli? Ta ręka nie jest złamana? Nie rozbiłaś głowy? – wyrzucała z siebie po raz chyba już dziesiąty. Sama ponabijała sobie trochę siniaków, ale po prawdzie to nie był żaden problem, bo nawet jeśli coś sobie zrobiła, nie szkodzi ani trochę. W końcu matka i tak ją zamorduje, jak już zobaczy córkę w takim stanie, więc kilka sińców nie robiło żadnej różnicy. Ale Alice? Alice była młodsza, a w dodatku raczej łagodna, a Brenna miała głęboko zakodowane, że o osoby od niej młodsze i łagodne należy dbać.




Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Bletchley (1539), Brenna Longbottom (1970), Jolene Bletchley (1575)




Wiadomości w tym wątku
[lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Brenna Longbottom - 13.12.2024, 19:00
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Alice Bletchley - 14.12.2024, 20:47
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Jolene Bletchley - 15.12.2024, 03:19
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Brenna Longbottom - 17.12.2024, 10:01
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Alice Bletchley - 17.12.2024, 20:31
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Jolene Bletchley - 19.12.2024, 13:14
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Brenna Longbottom - 20.12.2024, 20:17
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Alice Bletchley - 25.12.2024, 12:24
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Jolene Bletchley - 12.01.2025, 00:24
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Brenna Longbottom - 15.01.2025, 10:41
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Alice Bletchley - 15.02.2025, 19:29
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Jolene Bletchley - 19.02.2025, 23:30
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Brenna Longbottom - 26.02.2025, 09:37
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Alice Bletchley - 01.03.2025, 20:25
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Jolene Bletchley - 07.03.2025, 01:33
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Brenna Longbottom - 10.03.2025, 09:13
RE: [lato 1962] Pewnego letniego dnia - przez Alice Bletchley - 10.03.2025, 11:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa