13.12.2024, 20:33 ✶
To nie była osoba, która mogłaby znaleźć miejsce w idealnym świecie Charliego. Mieszkanie było czyste i uporządkowane, ta jak świat, którym Charles starał się otaczać. Ten wir chaosu, zwany Baldwinem Malfoyem, potrzebował przygotowania, zastanowienia, paru chwil, by ogarnąć życie i schować to, co najcenniejsze. To nie był dobry dzień na odwiedziny Baldwina Malfoya.
To był jeszcze gorszy dzień na odwiedziny Baldwina Malfoya z alkoholem.
- Czy nie powinieneś mnie... ostrzec? - Spróbował wyminąć jego uwagi, jego słowa, przesuwając wzrokiem z butelki na szczura, i z powrotem. - Zapowiedzieć się? Wysłać chociażby sowę... gołębia, w twoim przypadku. - Poprawił się szybko, lecz wiedział, że jego gadanie było zupełnie czcze i nie zmieni nic w chwili, gdy kolega był już u jego wrót. Odsunął się nieco, odkrywając swoją idealną przestrzeń do życia, wpuszczając w nią gościa. - Scylli tu nie ma. Poza tym... nie mam zwyczaju być nie w pełni ubranym?
Charles nie do końca rozumiał. Nigdy dotąd nie mieszkał samemu. Ojciec, rodzeństwo, koledzy w Durmstrangu - zawsze był ktoś, przy kim nie wypadało paradować w samej bieliźnie, a może i bez niej.
- Ale... czekaj! - Sens dotarł do niego dopiero po chwili. - Twierdzisz, że rozbierałbym się przy Scylli?! To porządna kobieta, ta Scylla! - Zawołał od razu, starając się chronić cześć wybranki. Poczerwieniał lekko z tych nagłych emocji. - Nie sugerowałbym jej rozbierania, gdy dopiero co się poznaliśmy! Ech, Baldwinie! - Westchnął z rozczarowaniem, odsuwając się od drzwi już konkretnie. Podjął decyzję: nie ma wyjścia. Krok do tyłu, by pokazać przejście. - Wejdź, proszę. Przyniosłeś alkohol? Podać szkło? - Zapytał, tylko po to, by móc zająć się czymś, co nie będzie obejmowało oglądania paskudnego szczurzyska w wyleniałym swetrze. Na pewno siedziały w nim pchły.
To był jeszcze gorszy dzień na odwiedziny Baldwina Malfoya z alkoholem.
- Czy nie powinieneś mnie... ostrzec? - Spróbował wyminąć jego uwagi, jego słowa, przesuwając wzrokiem z butelki na szczura, i z powrotem. - Zapowiedzieć się? Wysłać chociażby sowę... gołębia, w twoim przypadku. - Poprawił się szybko, lecz wiedział, że jego gadanie było zupełnie czcze i nie zmieni nic w chwili, gdy kolega był już u jego wrót. Odsunął się nieco, odkrywając swoją idealną przestrzeń do życia, wpuszczając w nią gościa. - Scylli tu nie ma. Poza tym... nie mam zwyczaju być nie w pełni ubranym?
Charles nie do końca rozumiał. Nigdy dotąd nie mieszkał samemu. Ojciec, rodzeństwo, koledzy w Durmstrangu - zawsze był ktoś, przy kim nie wypadało paradować w samej bieliźnie, a może i bez niej.
- Ale... czekaj! - Sens dotarł do niego dopiero po chwili. - Twierdzisz, że rozbierałbym się przy Scylli?! To porządna kobieta, ta Scylla! - Zawołał od razu, starając się chronić cześć wybranki. Poczerwieniał lekko z tych nagłych emocji. - Nie sugerowałbym jej rozbierania, gdy dopiero co się poznaliśmy! Ech, Baldwinie! - Westchnął z rozczarowaniem, odsuwając się od drzwi już konkretnie. Podjął decyzję: nie ma wyjścia. Krok do tyłu, by pokazać przejście. - Wejdź, proszę. Przyniosłeś alkohol? Podać szkło? - Zapytał, tylko po to, by móc zająć się czymś, co nie będzie obejmowało oglądania paskudnego szczurzyska w wyleniałym swetrze. Na pewno siedziały w nim pchły.