24.01.2023, 23:07 ✶
Charles miał sporo racji. Gdyby zrobił coś „nie tak”, zachował się w „nieodpowiedni sposób”, mógł pogorszyć swoją sytuację. Narazić na śmierć siebie i innych. Gdyby Brenna miała ostatecznie wybierać pomiędzy wszystkimi bliskimi a nim, dokonałaby wyboru.
Ale na kwestie „nieodpowiedniego zachowania” patrzyła zapewne zupełnie inaczej niż Rookwood i na pewno inaczej niż jego rodzice. Nie zamierzała wściekać się o to, że otworzył ten list, skoro się do tego przyznał.
- Cameron byłby opcją – przyznała. – Jeśli bardzo zależy ci na poznaniu szczegółów, za dzień dwa, mógłby przyjść do Helen Rookwood. Nie dopytywać o jej stan zdrowia, co zaobserwowałby niejako przy okazji, a pytać, a czy nie miała o tobie informacji, bo się o ciebie martwi, skoro nie odpisujesz. Wiedzieli, że się przyjaźniliście, to powinna być bardzo dobra zasłona dymna… ale to jest zwrócenie na niego uwagi. Pytanie brzmi: czy chcesz to ryzykować?
Zwróciła na Rookwooda poważne spojrzenie ciemnych oczu. Nie sugerowała, co sama uznaje za lepszą opcję. Przynajmniej na razie.
Była do pewnego stopnia ciekawa, co wybierze sam Charles. Próbę wywiedzenia się na temat matki, może jej odwiedzenia. Zapobiegnięcia sytuacji, w której mogłoby się okazać, że faktycznie dolega jej coś poważnego i umrze bez pożegnania – co nigdy nie było łatwe.
Czy ochronę innych osób, które w ten czy inny sposób były zamieszane w jego życie.
- Jeśli udałoby się nam to urządzić, byłoby to na pewno dobre rozwiązanie – przyznała. Przestaliby go szukać tak gorąco. Pewnie dalej by się rozglądali, wszak nie chcieliby pewnie ryzykować, że to wybieg, ale nie próbowaliby aż tak… mocno. List pożegnalny, podpalenie jakiejś miejscówki, opcji było wiele. W ostateczności mogliby nawet wykraść jakieś ciało z mugolskiej kostnicy i transmutowałaby mu stale twarz, a potem zadbaliby o jego uszkodzenie tak, by nie dało się wiele powiedzieć, choć była to opcja bardzo ekstremalna. I, oczywiście, musiałoby najpierw… poleżeć na przykład na jakimś bagnie czy w wodzie. Najlepiej minimum kilka tygodni. – Ale to też nie pytanie do mnie, tylko do ciebie.
Też ją to martwiło. Trochę. Ale chyba bardziej w jej skłonnościach do czarnowidztwa niż z innego powodu.
- Stąd sądzę, że powinniśmy być ostrożni, ale to może niewiele znaczyć. Niewykluczone, że takie listy dostali też inni. A przede wszystkim może być to związane z tym, że jestem zaangażowana w śledztwo w sprawie śmierci Christie. Niestety, na razie, jak wiele śledztw dotyczących śmierciożerców, stojące w martwym punkcie.
O ile Brenna nie miała kontaktów z Charlesem ładnych parę miesięcy, o tyle z Christie pracowała. Dziewczyna – jak każdy Brygadzista właściwie znany Brennie – dostała zaproszenie na bal. Miała tu być w noc swojej śmierci. Nie była, nie pojawiła się w pracy, nic dziwnego więc, że Brenna zaczęła ją szukać… a przy okazji okazało się, że w sprawę zaangażowany był też Fineas.
Być może dlatego otrzymała wiadomości o Helen Rookwood, choć jej akurat nie przesłuchiwała osobiście. Istniała w końcu możliwości, że będą musieli ją przesłuchać drugi raz.
- Och – powiedziała, jakby dopiero teraz dostrzegając chińskie jedzenie. Charlie wspominał o nim niby wcześniej, ale była zbyt pochłonięta listem i faktem, że Rookwood korespondencję otworzył. Uśmiechnęła się, może nie jakoś bardzo wesoło, ale zawsze i po nie sięgała. Brenna uwielbiała mugolskie jedzenie. Właściwie uwielbiała każde jedzenie. A z powodu wezwania nie miała czasu nawet na kawę, nie mówiąc o obiedzie, więc to, że było głodne ani trochę jej nie przeszkadzało. – Dzięki – stwierdziła, sięgając po chińszczyznę, by zgarnąć porcję.
Ale na kwestie „nieodpowiedniego zachowania” patrzyła zapewne zupełnie inaczej niż Rookwood i na pewno inaczej niż jego rodzice. Nie zamierzała wściekać się o to, że otworzył ten list, skoro się do tego przyznał.
- Cameron byłby opcją – przyznała. – Jeśli bardzo zależy ci na poznaniu szczegółów, za dzień dwa, mógłby przyjść do Helen Rookwood. Nie dopytywać o jej stan zdrowia, co zaobserwowałby niejako przy okazji, a pytać, a czy nie miała o tobie informacji, bo się o ciebie martwi, skoro nie odpisujesz. Wiedzieli, że się przyjaźniliście, to powinna być bardzo dobra zasłona dymna… ale to jest zwrócenie na niego uwagi. Pytanie brzmi: czy chcesz to ryzykować?
Zwróciła na Rookwooda poważne spojrzenie ciemnych oczu. Nie sugerowała, co sama uznaje za lepszą opcję. Przynajmniej na razie.
Była do pewnego stopnia ciekawa, co wybierze sam Charles. Próbę wywiedzenia się na temat matki, może jej odwiedzenia. Zapobiegnięcia sytuacji, w której mogłoby się okazać, że faktycznie dolega jej coś poważnego i umrze bez pożegnania – co nigdy nie było łatwe.
Czy ochronę innych osób, które w ten czy inny sposób były zamieszane w jego życie.
- Jeśli udałoby się nam to urządzić, byłoby to na pewno dobre rozwiązanie – przyznała. Przestaliby go szukać tak gorąco. Pewnie dalej by się rozglądali, wszak nie chcieliby pewnie ryzykować, że to wybieg, ale nie próbowaliby aż tak… mocno. List pożegnalny, podpalenie jakiejś miejscówki, opcji było wiele. W ostateczności mogliby nawet wykraść jakieś ciało z mugolskiej kostnicy i transmutowałaby mu stale twarz, a potem zadbaliby o jego uszkodzenie tak, by nie dało się wiele powiedzieć, choć była to opcja bardzo ekstremalna. I, oczywiście, musiałoby najpierw… poleżeć na przykład na jakimś bagnie czy w wodzie. Najlepiej minimum kilka tygodni. – Ale to też nie pytanie do mnie, tylko do ciebie.
Też ją to martwiło. Trochę. Ale chyba bardziej w jej skłonnościach do czarnowidztwa niż z innego powodu.
- Stąd sądzę, że powinniśmy być ostrożni, ale to może niewiele znaczyć. Niewykluczone, że takie listy dostali też inni. A przede wszystkim może być to związane z tym, że jestem zaangażowana w śledztwo w sprawie śmierci Christie. Niestety, na razie, jak wiele śledztw dotyczących śmierciożerców, stojące w martwym punkcie.
O ile Brenna nie miała kontaktów z Charlesem ładnych parę miesięcy, o tyle z Christie pracowała. Dziewczyna – jak każdy Brygadzista właściwie znany Brennie – dostała zaproszenie na bal. Miała tu być w noc swojej śmierci. Nie była, nie pojawiła się w pracy, nic dziwnego więc, że Brenna zaczęła ją szukać… a przy okazji okazało się, że w sprawę zaangażowany był też Fineas.
Być może dlatego otrzymała wiadomości o Helen Rookwood, choć jej akurat nie przesłuchiwała osobiście. Istniała w końcu możliwości, że będą musieli ją przesłuchać drugi raz.
- Och – powiedziała, jakby dopiero teraz dostrzegając chińskie jedzenie. Charlie wspominał o nim niby wcześniej, ale była zbyt pochłonięta listem i faktem, że Rookwood korespondencję otworzył. Uśmiechnęła się, może nie jakoś bardzo wesoło, ale zawsze i po nie sięgała. Brenna uwielbiała mugolskie jedzenie. Właściwie uwielbiała każde jedzenie. A z powodu wezwania nie miała czasu nawet na kawę, nie mówiąc o obiedzie, więc to, że było głodne ani trochę jej nie przeszkadzało. – Dzięki – stwierdziła, sięgając po chińszczyznę, by zgarnąć porcję.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.