13.12.2024, 23:00 ✶
Nie wiedział, jak powinien postąpić. Czy drążyć te wszystkie tematy, czy dać im umrzeć w niebycie. Tak bardzo nie chciał się z nim kłócić, zarazem chciał poznawać go głębiej i dzielić się jakimiś myślami.
- Z tego jak reagujesz na moje słowa - powiedział nieco niewyraźnie i skrył twarz w zgięciu łokcia. Miał nadzieję, że świat nie zawali się, nim zdąży to wszystko przepracować i wypluć jakiś satysfakcjonujący rezultat. Mruknął, słysząc jego zawahanie - obkręcił głowę w bok, żeby móc na niego spojrzeć, a przynajmniej zaprezentować cień radości malującej się na zaczerwienionej znów twarzy. - Chciałeś nazwać mnie pieskiem? - Odpowiedź była oczywista. - W takim razie powinno być na odwrót. - Powinien leżeć pod nim, a nie na nim.
Zmienił więc pozycję. Znów. I podnosząc się, zauważył obecność tej kotki, która zechciała go powąchać, ale poza tym nie skierował do niej żadnego gestu. Nie spłoszył jej, nie zachęcił jej też do zostania na miejscu. Zamiast tego podniósł Laurenta w górę magią, wyłożył się na tej kanapie brzuchem do góry i opuścił go w dół. Tak, żeby blondyn zapadł się tyłkiem pomiędzy niego i oparcie, a nogi wyłożył na jego brzuchu właśnie. Uśmiechnął się po tym bardzo, ale to bardzo szeroko, jak ktoś, komu ten ruch przyniósł zadziwiającą wręcz satysfakcję.
- Lubisz czytać książki?
Jeżeli odpowiedź była twierdząca, dodał krótkie: jakie? Bo to była rzecz, którą mogliby robić razem. Wykładać się w jakimś miejscu i przewracać stronę za stroną. Mogli przebywać w tym samym pomieszczeniu, robiąc inne rzeczy, to prawda (i nawet dobrze się w takich sytuacjach czuł), ale mogliby też robić coś wspólnie. To nie było głupie, żeby poszukać wspólnego mianownika.
- Z tego jak reagujesz na moje słowa - powiedział nieco niewyraźnie i skrył twarz w zgięciu łokcia. Miał nadzieję, że świat nie zawali się, nim zdąży to wszystko przepracować i wypluć jakiś satysfakcjonujący rezultat. Mruknął, słysząc jego zawahanie - obkręcił głowę w bok, żeby móc na niego spojrzeć, a przynajmniej zaprezentować cień radości malującej się na zaczerwienionej znów twarzy. - Chciałeś nazwać mnie pieskiem? - Odpowiedź była oczywista. - W takim razie powinno być na odwrót. - Powinien leżeć pod nim, a nie na nim.
Zmienił więc pozycję. Znów. I podnosząc się, zauważył obecność tej kotki, która zechciała go powąchać, ale poza tym nie skierował do niej żadnego gestu. Nie spłoszył jej, nie zachęcił jej też do zostania na miejscu. Zamiast tego podniósł Laurenta w górę magią, wyłożył się na tej kanapie brzuchem do góry i opuścił go w dół. Tak, żeby blondyn zapadł się tyłkiem pomiędzy niego i oparcie, a nogi wyłożył na jego brzuchu właśnie. Uśmiechnął się po tym bardzo, ale to bardzo szeroko, jak ktoś, komu ten ruch przyniósł zadziwiającą wręcz satysfakcję.
- Lubisz czytać książki?
Jeżeli odpowiedź była twierdząca, dodał krótkie: jakie? Bo to była rzecz, którą mogliby robić razem. Wykładać się w jakimś miejscu i przewracać stronę za stroną. Mogli przebywać w tym samym pomieszczeniu, robiąc inne rzeczy, to prawda (i nawet dobrze się w takich sytuacjach czuł), ale mogliby też robić coś wspólnie. To nie było głupie, żeby poszukać wspólnego mianownika.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.