Tak, masło. Takie roztopione, bo przecież wystarczy zostawić masło na parę dni i zaczyna się psuć. Zaczyna się rozmiękać, przestaje smakować. Musisz je schować do lodówki, potem staje się zbyt twarde... magia. Przed wszystkimi niewygodami życia uratuje nas, mili państwo, magia. Robiła to, kiedy byliśmy dziećmi i będzie to robiła dalej. Będzie nas skazywać na zagładę na zakrętach, ale potem znowu będziemy dziękować, że ją mamy. Lepiej jest z nią? Czy może lepiej byłoby bez niej? Tylu ilu czarodziei, tyle mogłoby się pojawić odpowiedzi. Proste "tak", "nie" padałoby najczęściej, zrobilibyśmy głosowanie jak na nowego Ministra magii. Nowoczesne rozwiązania nowoczesnego kraju. Nowoczesność? Zaraz, zaraz... żyliśmy w zgnuśniałej Anglii szczycącej się swoimi tradycjami. Tutaj wiele rzeczy mogło zachodzić - nowoczesność nie była jedną z nich.
- Możesz nie być dla świata, dla kolegów z pracy ani dla swojej rodziny. - Mogła być tą, która uważała magię za błogosławieństwo, chociaż radziła sobie z jej skutkami i efektami w najbardziej negatywnych odcieniach na co dzień. Nie potrafiłby powiedzieć sam inaczej - przecież gdyby nie magia, to wszystkie te magiczne istoty by nie powstały. - Dla mnie zawsze będziesz bohaterkę, Victorio Lestrange. - Czyje oczy na ciebie spoglądają? Co widzą, co głoszą? Jaki obraz odbijają? Każde mogły odbijać inny - jak różne zdania mogły tkwić w ludzkich głowach w odpowiedzi na magię. - Mogłem się domyślić... znam cię już na tyle dobrze, żeby się domyślić. - Lecz się nie domyślił. Nie pomyślał nawet o tym, jak ten pierścionek może być niebezpieczny, a co dopiero o tym (w takim założeniu), że może o tym pomyśleć Victoria i właśnie tak zareagować. Gubienie myśli i skupienia łatwo wpisywało się w codzienność, ale tutaj problem zaczynał się krok przed myśleniem o komforcie Victorii. "Móc" - móc to można wiele. Czasem się jednak okazuje, że wcale nie można - bo nie da się funkcjonować myśląc o wszystkim i wszystkich.
Usiadł na jednym z foteli, obserwując przez moment z lekkim uśmiechem koty, a później przenosząc wzrok na ten baldachim, którego obraz malowany pamiętał bardzo dobrze. Kochał widok gwiazd i nieba, nie bardziej niż morze, ale kochał je bardzo mocno. Bardziej niż dzień z jego ciepłymi promieniami. Zwinął jedną dłoń w pięść, drugą zamknął na niej, nerwowo pocierając skórę palcami. Nie lepiej jednak było zatrzymać się przy winie? Byłoby pewnie prościej. Wszystko było łatwiej przyswajalne po odpowiedniej ilości łyków tego trunku. Skupił wzrok na Victorii, kiedy się odezwała.
Tak, z winem wszystko było bardziej przyswajalne. Popychało słowa, które się przyjmowało, przepychało je tak samo jak kijem przepycha się zatkaną rurę. Byle puściło - potem już poleci. To, co słyszał, było straszne, ale w mieszaninie różnych odczuć łatwo było postawić się z boku od przyjmowanych do siebie informacji. To, co słyszał, było też pocieszające. Oznaczało, że rzeczywiście Zimnym nie groziła śmierć. Tylko... tylko że wynikało z tego, że groziło wiele rzeczy wszystkiemu dookoła.
Piszczenie w uszach.
Wpatrywał się w Victorię jak ciało bez duszy - te oczy bez wyrazu. Puste. Rozumiejące, przecież prawda sprzedana była prawdą kupioną. Wypełnienie kasy fiskalnej drugiej strony miało się odbyć za pomocą słów, gestów - tych zabrakło. Była dłoń oparta na własnej dłoni. Ach nie, teraz już dłoń oparta na filiżance, gdy bezruch został przerwany. Ale trwał chwilę. Chwilę całkiem długą.
- Czy rozmawiałaś już o tym z pozostałymi? - Z innymi Zimnymi.
-