• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine

[01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#36
14.12.2024, 23:29  ✶  

Była pewna, że raczej nigdy nie wyprze z pamięci tych wszystkich słów, które między nimi dzisiaj padły. Było tego zbyt wiele, mleko się rozlało i nie mogli już nic z tym zrobić. Nie powinna sobie pozwolić na taki brak opanowania, ale okropnie ją podpuszczał, nie umiała nie reagować i jakoś tak sami się nakręcali, zresztą to nie był pierwszy raz. Nikt nie potrafił jej wkurwić tak jak on, to się nie zmieniło. Wiedział, w które miejsca uderzyć, aby zabolało, to było niezaprzeczalne, nie pozostawała mu dłużyna, odgryzała się, tak jak potrafiła. Nie powinna negować pewnych spraw, ale to zrobiła, zdawała sobie sprawę z tego, że to nigdy nie powinno paść z jej ust, no ale to powiedziała. Spodziewała się, że konsekwencje mogą być poważniejsze, niż zakładała, bo kwestionowała to, co mieli w przeszłości, a to nie powinno mieć miejsca.

Nie chciała psuć ich wspomnień, bo przecież tyle im pozostało, a nawet to udało jej się rozpieprzyć. Siała zniszczenie, jak widać, chaos, który ją pochłaniał niszczył też to, co miała, lub co kiedykolwiek miało dla niej znaczenie. Nic nie mogło tego zatrzymać.

Ufała mu, zawsze mu ufała, wtedy i teraz, nie powinna tego negować, ale złość przejęła nad nią władzę, chciała, żeby go zabolało, tak samo jak bolało ją. To było może nieco egoistyczne, ale postanowiła podążyć tą ścieżką, zupełnie niepotrzebnie. Zresztą i tak nie było dla nich nadziei, czy nie to chciał jej udwodonić, proszę bardzo postanowiła jakoś odnaleźć się w tej narracji.

- Do tego akurat nie trzeba mnie zmuszać, na pewno będę jedną z tych miłych staruszek. - Wydawała się być tego bardzo pewna, może nawet za bardzo. Cóż, Yaxleyówna nie należała do szczególnie miłych osób, ale wierzyła w to, że na stare lata to się zmieni. Nie będzie się wtedy przecież musiała niczym przejmować, jej życie będzie spokojne, czy coś. Taaak, na pewno, chyba sama nie była w stanie w to uwierzyć.

- Ja zawsze jestem gotowa, to też nie powinno się zmienić. - Gdybali o czymś, co nie miało mieć miejsca, niesamowite. Skoro tego w tej chwili potrzebowali, to zamierzała w to brnąć, mimo, że wiedziała, że to na pewno się nie wydarzy. Mydlili sobie oczy dla chwili spokoju. Przecież nie było szansy na to, że jeszcze kiedykolwiek, nawet za chuj wie ile lat będą mieli ze sobą coś wspólnego. Już o tym wspominali, wiedzieli, że to się nigdy nie stanie, ale nadal brnęli w tę narrację.

- Może jeszcze z tego zrezygnuje, wiesz, zaręczyny zawsze można zerwać, zresztą nawet ślub nie jest jakimś końcem świata. - Może rozwody były nieco kontrowersyjne, ale zawsze istniały jakieś dodatkowe opcje, to nie tak, że była to ostateczność. Miała świadomość tego, że Roise nie przepadał za Borginami, nie dziwiła mu się wcale, gdyby nie to, że byli spokrewnieni, to pewnie też miałaby do nich jeszcze większy dystans. Była ostrożna w kontaktach z nimi, bo nigdy nie wiadomo, czego się można było po nich spodziewać. Jego siostra mogła trafić lepiej - zdecydowanie, z drugiej jednak strony chyba nie byli, aż takimi specjalistami od relacji romantycznych.

- Tak, widzę, wiem, o co ci chodzi. - Często ci uroczy kawalerowie byli tacy tylko z pozoru. Ostatnio raczej rzadko rozmawiała z Anthonym, także nie miała pojęcia na jakiego człowieka wyrósł, nie mogłaby zbyt wiele powiedzieć na jego temat, jasne miała możliwość zapuścić swoje wici i się czegoś dowiedzieć, ale Roise chyba i tak miał już swoje zdanie na ten temat, więc to nie miało większego sensu, było zbędne. Pozostawało jej jedynie trzymać kciuki za to, żeby ten ślub nie doszedł do skutku, wtedy pewnie byłby spokojniejszy. Zresztą nie takie relacje potrafiły przestać istnieć w kilka chwil, a co dopiero jakieś tam narzeczeństwo, które pojawiło się zupełnie znikąd.

- Miałam przyjemność już kilka razy odczuwać to na własnej skórze. - Jej brat nie potrafił nad sobą panować, tak próbował - wychodziło mu to jednak różnie. Mieli spore szczęście, że potrafiła sobie radzić z takimi bestiami, bo gdyby miał inną siostrę to cóż, bardzo szybko mogłaby dołączyć do wampirzej rodziny. Na szczęście Ger miała doświadczenie z wampirami. Potrafiła je pacyfikować i zabijać, oczywiście nigdy nie zabiłaby Astarotha, ale wiedziała, że co by się nie działo, to będzie sobie z nim mogła jakoś poradzić. Nie bała się tego, czym się stał. Jasne, było to dość nietypowe, bo ich rodzina walczyła z podobnymi potworami, tyle, że to mogło przydarzyć się każdemu z nich, przecież zawsze istniało ryzyko. Każdy dzień mógł być ostatnim, albo pierwszym.

- Gdybym znalazła się tam szybciej, to nadal byłby całkiem żywy. Wiesz jak do tego doszło? Zrobiliśmy sobie durne zawody, jak wiele razy wcześniej, nawet nie pamiętam, co było do wygrania, no i on wygrał, on znalazł wampira wcześniej, ja znalazłam jego, konającego. - Nadal nie mogła sobie tego wybaczyć. Gdyby dotarła tam kilka minut przed nim, to Astarothowi nic by się nie stało, najwyżej ona odniosłaby porażkę, ale on byłby cały i zdrowy. Była jego starszą siostrą, powinna nad nim czuwać, miała do siebie ogromny żal przez to, jak właściwie się wszystko potoczyło. - To jest moja wina, poniekąd. - Nie wydawało jej się nawet, że możnaby było brać pod uwagę inną możliwość. - On chyba próbuje się pozbierać, ale jak po czymś takim w ogóle można się pozbierać? On nigdy więcej nie zobaczy słońca, nie poczuje jego promieni na twarzy. - Jej brat został skazany na zamknięcie w domu, mógł wyłaniać się poza niego tylko w nocy, to nie było szczególnie wspaniałą możliwością. Jasne, mógł wtedy umrzeć, to było jeszcze gorsze, chociaż z drugiej strony, czy aby na pewno? Teraz miał mieć namiastkę życia, która mogła trwać wieczność.

- Wątpię w to, że doppleganger pojawił się w moim życiu przypadkiem, na pewno jego też na siebie sama sprowadziłam. - Miała tendencje do takich zachowań, zresztą, gdy była w tej jaskini miała wrażenie, że to nie był jej pierwszy raz w tamtym miejscu. Pojawiła się tam już wcześniej, zapewne zupełnie przypadkiem uwolniła tę bestię, która chciała odebrać jej życie. Sama zrobiła to sobie i innym, to też była jej wina.

Oddychała powoli, bo nie chciała się znowu zdenerwować, tym razem na siebie. To nie powinno mieć miejsca, nie teraz. Potrzebowała odpoczynku i spokoju, musiała przestać myśleć o tych wszystkich popierdolonych sprawach. Wtuliła się jeszcze mocniej w ramię mężczyzny, jakby mogło jej to w jakikolwiek sposób pomóc ukoić ból, który się pojawiał.

- Licho nigdy nie śpi. - Oczywiście, że zamierzał skorzystać z tego, że ponownie użyła nie do końca fortunnych słów, chociaż właściwie zapewne nie pojawi się ku temu okazja. Później przecież nie było czymś, co miało nadejść, nie dla nich razem.

- Mhm. - Cóż, chyba wiedziała, tak wydawało jej się, że potrafiła zrozumieć, czym to było spowodowane, aktualnie jednak nie musiał się tym przejmować, mógł spełniać się na innych płaszczyznach swojej pracy, nic go już nie ograniczało, miał czas rozwinąć skrzydła. Posiadał przecież wiele możliwości. - Nie dziwię się, pewnie też bym się wkurwiła, chujowo jest nie móc się przebić, jeśli ma się wszystko czego trzeba poza odpowiednimi znajomościami i plecami. - Niestety w ten sposób był stworzony świat. Właśnie przez to gardziła czy to ministerstwem, czy innymi podobnymi miejscami pracy, by się tam spełnić trzeba było mieć koneksje, często wysokie stanowiska piastowały te same rodziny, nie dało się nie zauważyć, że robili to celowo, bo przecież nie przez ich ogromną wiedzę, wystarczyło, że syn, czy córka kogoś ważnego rozpoczynali swoją wielką karierę, a zawsze znajdowało się dla nich odpowiednie stanowisko.

- Wiem, że muszę na nie uważać i wiem, w jaki sposób działają. - Naprawdę starała się odnaleźć w tym temacie, od samego początku, kiedy wylazły z limba próbowała się czegoś o nich dowiedzieć. Nie postępowała bezmyślnie, no może trochę, ale w ostateczności jakoś zawsze udało jej się umykać przed spotkaniem z nimi twarzą w twarz. - Znalazłam miejsce w Kniei, w którym nie są w stanie zrobić nam krzywdy, jest tam taki krąg, który jakoś chroni przed widmami. - Najwyraźniej istniały sposoby, aby jakoś trzymać je od siebie z daleka. Zamierzała tam wrócić, zobaczyć, na czym dokładnie polega ta magia. Szkoda, że nie udało jej się wtedy podpierdolić jednego z tych głazów...

- Zaczęły wychodzić z Kniei, podobno, to kwestia czasu, kiedy rozejdą się po całym świecie, musimy nauczyć się z nimi walczyć. - Tak, nic nie musieli, ale w tym przypadku chyba nie było innego wyjścia. W końcu i oni mogli wpaść na jedno z tych stworzeń. Powinni się przygotować na każdą ewentualność. Lubiła mieć świadomość, że jest w stanie obronić się przed wszystkim, co chodziło po świecie.

- Mam tego świadomość. - Miała wrażenie, że nie zdawał sobie sprawy, że ona doskonale to wiedziała. Naprawdę już kilka razy miała doczynienia z tymi bestiami i wiedziała, że są najbardziej okropnymi ze stworzeń, które stąpały po świecie. Tyle, że ktoś musiał interweniować, ktoś musiał się tym zająć, zważając na to, że ministerstwo jakoś za bardzo się do tego nie kwapiło i działało opieszale. Cóż, poczuła, że to może być odpowiednia nisza dla niej - jak zawsze oczywiście kierowała się przede wszystkim rozsądkiem.

- Zapewne tak by było, wkurwiałabym się, jakbym miała za nim latać dłużej niż pięć minut. - Miał w tym rację. Lubiła dostawać wszystko od razu, a znicze bywały strasznie paskudne i czasem trzeba było za nimi podążać godzinami. Najpewniej po prostu pierdolnęła by miotłą i poszła w pizdu zamiast go szukać. No, zdecydowanie nie nadawała się na szukającą. Nie ma się co dziwić, że w Hogwarcie grała jako ścigająca.

- Wiem, nigdy tego nie robiłeś. - Miała świadomość, że mogłaby do niego przyjść ze wszystkim i nie wyśmiałby jej. Raczej by jej po prostu wysłuchał, nigdy nie obśmiewał jej problemów, jakie by nie były. Tyle, że nie miała pojęcia, czy aktualnie zdecydowałaby się na taki krok. Nie do końca uważała to za właściwe, ale dobrze mieć świadomość, że gdyby faktycznie było źle to mogłaby się do niego zwrócić. Sama świadomość wystarczała.

Słowa przychodziły jej wyjątkowo łatwo. Nie miała problemu z tym, aby się przed nim otworzyć, mimo tej kłótni pełnej goryczy, która ich poróżniła. Właściwie zdała sobie sprawę z tego, jak jej brakowało jego obecności. Gdy byli razem nie potrzebowała wokół siebie nikogo innego. Był dla niej wszystkim. Mogła się z nim podzielić sprawami, które nie dawały jej spokoju, to też straciła. Zamknęła się w sobie, wybudowała mur i nałożyła maskę, tej wkurwionej, butnej dziewczyny, którą była kiedyś, dawno temu, nim go poznała, tak było prościej - nie musiała się mierzyć z problemami, które nie dawały jej spokoju, właściwie to robiła to tylko w nocu, kiedy męczyła ją bezsenność, osaczały ją i nie dawały jej spokoju.

- To dobrze, mamy tutaj jasność. - Oczywiście, że nie zamierzała nadużywać jego propozycji. To nie było na miejscu. Nie zamierzała prosić go o pomoc, dobrze było wiedzieć, że po prostu gdzieś tam będzie. To wystarczało, wcale nie musiała korzystać z wyciągniętej ręki, chociaż czasem, jak w przypadku poprzedniej nocy było to wskazane.

Dystans był wskazany. Nie mogli przecież udawać, że wszystko było między nimi w porządku - bo nie było. To nie to, czego chciała. Już dawno przestała pragnąć być tylko i wyłącznie jego przyjaciółką, sojusznik brzmiał jeszcze gorzej, ale chyba nic innego im nie pozostawało w obecnej sytuacji. Mogli pozostać dla siebie zupełnie obcy, chociaż to też nie było możliwe, nie po tym, co ich łączyło. Nie było innej drogi, musieli znaleźć jakąś metodę. Sojusznik, dystans, tak - chociaż sama wizja tego bolała, bo była okrutnie daleka od tego, o czym kiedyś marzyli. Musiało im to jednak aktualnie wystarczyć.

- W lasach bywam nadal, ale można mnie znaleźć w tym samym miejscu, nie znikam na dłużej niż na kilka dni. - Nadal tego nie robiła, mimo, że minęło już półtora roku. Trzymała się domu, zresztą teraz miała zobowiązania - dwa psy, którymi musiała się opiekować i wampirzego brata. Osiadła w Londynie, trochę nie do końca potrafiła się z tego wykręcić. Przez najbliższy czas nigdzie się nie wybierała.

- W tym roku niestety nie, sam wiesz, jak wygląda sytuacja. Poprzednią jesień spędziłam w Ameryce Południowej, to była spora odmiana, ale tylko chwilowa. - Nie chciała wtedy zostać na miejscu, szukała siebie, tak jak robiła to wiele lat temu, ale nie udało jej się nic znaleźć. Wróciła do Anglii i wtedy wszystko się spierdoliło, teraz znowu była uwiązana do kraju. Wzięła na siebie sporo obowiązków związanych z rodzinną działalnością, bo w sumie tylko ona została ojcu. Nie miała wielu okazji do tego, żeby spierdolić stąd gdzieś na dłużej, nawet jeśli tego chciała. Te możliwości zostały jej odebrane, trochę sama sobie je odebrała.

- Jesteś pewien? - Odniosła się do zaklęcia, o którym wspomniał. Póki co jeszcze nie próbowała z nimi walczyć, raczej spierdalała przy każdej możliwej interkacji, bo czuła, że może się to źle skończyć, ale wiedziała, że prędzej, czy później do tego dojdzie. - Nie zamierzam z nimi walczyć sama, ale muszę być gotowa na każdą ewentualność. - Cóż, nie była specjalistką od nerkomancji, wiedziała, że czas najwyższy nadrobić te braki, bo aktualnie ta dziedzina magii mogłaby się jej przydać. Zresztą te wakacje uświadomiły jej to, że powinna się tym zająć zdecydowanie wcześniej, nie zamierzała tego ignorować, tylko wziąć się do roboty i zacząć szkolić się w tych zaklęciach. Najwyraźniej Ambroise posiadał jakieś doświadczenie, cóż, oby nie musiała z niego korzystać, chociaż, kto wie, do czego pchnie ją desperacja.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (43832), Geraldine Greengrass-Yaxley (31861)




Wiadomości w tym wątku
[01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 03:12
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 14:04
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 15:55
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.12.2024, 22:29
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 00:31
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 14:21
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.12.2024, 16:29
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.12.2024, 22:16
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 00:49
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 20:40
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.12.2024, 22:51
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 00:08
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 04:59
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 15:31
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.12.2024, 17:56
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.12.2024, 11:49
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.12.2024, 14:22
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.12.2024, 23:50
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 00:58
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.12.2024, 22:43
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 00:53
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 13:42
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 15:58
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.12.2024, 22:51
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.12.2024, 00:56
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.12.2024, 14:35
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.12.2024, 17:04
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.12.2024, 00:01
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.12.2024, 04:43
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 00:48
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 05:08
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 13:44
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.12.2024, 23:59
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.12.2024, 23:55
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.12.2024, 03:51
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.12.2024, 23:29
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.12.2024, 21:01
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.12.2024, 23:30
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.12.2024, 02:07
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.12.2024, 13:43
RE: [01.09.1972] And if I'm dead to you, why are you at the wake? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.12.2024, 16:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa