25.01.2023, 02:58 ✶
Ale nie tak łatwo było wydostać się z otulonego mgłą, wymarłego miasteczka.
Gdy Alanna rzuciła się do ucieczki, pozostawiła za sobą w tyle, ociekające wodą, posiniałe z braku tlenu ciało, które kiedyś należało do niej a teraz było zamieszkałe przez jej nemezis. Ale to ciągle poruszało się. Szło uparcie, w swoim wolnym, powolnym, ale wytrwałym tempie. Szukało jej, dążyło do konfrontacji.
Oddaj mi moje życie! – Alanna nie mogła być pewna czy znajdująca się za nią mara naprawdę wrzasnęła, czy też wrzask ten wypełnił tylko jej głowę.
Umilkł niespodziewanie, gdy wybiegła z parku. Znalazła się w innej części opuszczonego miasteczka, wciąż tak samo opustoszałej i popadającej w ruinę jak wcześniejsza, ale z innymi witrynami sklepów i budynkami. Tu prawie nie było samochodów zaparkowanych wzdłuż ulicy. Był tu za to kiedyś mugolski szpital, a teraz pozostały po nim tylko: niszczejący budynek (z okropnymi, powybijanymi szybami i obdrapaną farbą), karetka z otwartymi tylnymi drzwiami oraz pusty wózek inwalidzki (zaklinowany między szlabanami przy zdezelowanej stróżówce).
Obok szpitala Alanna dostrzegła niewielki hotel. Wyglądał dużo lepiej od reszty budynków znajdujących się dookoła. Nadal jakby nie remontowano go od wielu lat, ale porzucono zdecydowanie później niż całą resztę. Podobnie jak wcześniej widziany pub, ten również miał neonowy, świecący napis i otwarte drzwi, jakby zapraszające do wejścia. Tylko tym razem nie usłyszała tłumionego, kobiecego szlochu, ale znajome dźwięki wiolonczeli. Jakby ktoś siedział przy oknie i grał. I jeśli tylko Alanna uniosła głowę do góry i spojrzała w kierunku znajdującego się na rogu apartamentu, dostrzegła tam pogrążoną w melnacholii jasnowłosą kobietę.
Gdy Alanna rzuciła się do ucieczki, pozostawiła za sobą w tyle, ociekające wodą, posiniałe z braku tlenu ciało, które kiedyś należało do niej a teraz było zamieszkałe przez jej nemezis. Ale to ciągle poruszało się. Szło uparcie, w swoim wolnym, powolnym, ale wytrwałym tempie. Szukało jej, dążyło do konfrontacji.
Oddaj mi moje życie! – Alanna nie mogła być pewna czy znajdująca się za nią mara naprawdę wrzasnęła, czy też wrzask ten wypełnił tylko jej głowę.
Umilkł niespodziewanie, gdy wybiegła z parku. Znalazła się w innej części opuszczonego miasteczka, wciąż tak samo opustoszałej i popadającej w ruinę jak wcześniejsza, ale z innymi witrynami sklepów i budynkami. Tu prawie nie było samochodów zaparkowanych wzdłuż ulicy. Był tu za to kiedyś mugolski szpital, a teraz pozostały po nim tylko: niszczejący budynek (z okropnymi, powybijanymi szybami i obdrapaną farbą), karetka z otwartymi tylnymi drzwiami oraz pusty wózek inwalidzki (zaklinowany między szlabanami przy zdezelowanej stróżówce).
Obok szpitala Alanna dostrzegła niewielki hotel. Wyglądał dużo lepiej od reszty budynków znajdujących się dookoła. Nadal jakby nie remontowano go od wielu lat, ale porzucono zdecydowanie później niż całą resztę. Podobnie jak wcześniej widziany pub, ten również miał neonowy, świecący napis i otwarte drzwi, jakby zapraszające do wejścia. Tylko tym razem nie usłyszała tłumionego, kobiecego szlochu, ale znajome dźwięki wiolonczeli. Jakby ktoś siedział przy oknie i grał. I jeśli tylko Alanna uniosła głowę do góry i spojrzała w kierunku znajdującego się na rogu apartamentu, dostrzegła tam pogrążoną w melnacholii jasnowłosą kobietę.