Wreszcie poczuła ulgę, świadomość, że wszystko jest na odpowiednim miejscu. Nic już jej nie ciążyło, pozbyła się tego okropnego uczucie, które towarzyszyło jej od miesięcy. Miotła się jakby była niespełna rozumu, a wystarczyło tak niewiele, aby dostać to, na czym jej zależało. Niepotrzebnie panikowała. Tak, teraz to było jasne, nie dało się zaprzeczyć, że jakaś siła ciągnęła ich do siebie, że potrzebowali swojej bliskości, że pragnęli tego samego. Może właściwie nie była to żadna siła, przecież poszukiwali informacji na ten temat i nic nie znaleźli, już wtedy powinni się pogodzić z tym, że miało ich połączyć coś więcej. Zupełnie niepotrzebnie walczyli z uczuciem, które się między nimi pojawiło, starali się trzymać tej przyjaźni, którą sobie narzucili, tak naprawdę sama nie wiedziała z jakiego powodu. Nie dało się zaprzeczyć, że ta zamiana wyszła im na dobre. Na pewno jej. Ogarnął ją spokój, o jakim jeszcze niedawno mogła tylko marzyć.
Nie spodziewała się tego, że kiedyś będzie pragnęła czegoś podobnego. To nie było w jej stylu, nie zdarzyło jej się jeszcze w nikim zakochać, była bowiem pewna, że jest to właśnie zakochanie. Różniło się od jej chwilowych zachcianek, szukania szczęścia w miejscach, w których nie powinna tego robić. Zmieniło się jej podejście, zmieniło się wtedy, gdy Ambroise znajdował się obok niej. Zapragnęła czegoś więcej, chciała go w swoim życiu, chciała się przy nim budzić i zasypiać, mogła widzieć go u swojego boku w dalekiej przyszłości. Nigdy jeszcze nie odczuwała podobnych emocji w stosunku do nikogo. To było dla niej nowością, ale też nie widziała w tym nic złego.
Najwyraźniej i jej mogło się coś takiego przytrafić, chociaż raczej broniła się rękoma i nogami przed odczuwaniem podobnych emocji, chociaż czy właściwie mogła mieć na to wpływ, pewnie po prostu nie spotkała jeszcze kogoś, kto działałby na nią w ten sposób, dla kogo byłaby w stanie zmienić swoje podejście. Właściwie to niczego nie musiała zmieniać, zamierzała po prostu dać im szansę odnaleźć się w tym wszystkim.
Dobrze było móc go wreszcie dotykać w spósób, o którym marzyła przez ostatnie kilka miesięcy. Zatracić się w pełni w jego obecności, poczuć go w każdej komórce jej ciała. Czuła spełnienie, jakiego chyba jeszcze nigdy nie osiągnęła, wiedziała, że jest to coś więcej niż puste pożądanie, bo łączyło ich też wiele innych rzeczy. Pasowali do siebie na wszystkich możliwych płaszczyznach, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Niczego nie spieprzyła, nie odsunął się od niej, tylko zatracił się w tym tak samo jak ona.
To było niesamowite, nie było to tylko platonicznym uczuciem, wydawało się być prawdziwe, chociaż jeszcze niedawno mogła znajdować się z nim w tym łóżku tylko w swoich snach, a teraz, teraz był tu z nią, kiedy zaczynała śnić.
- Właśnie się zastanawiam nad tym, czy chcemy. - Cóż, nie łatwo było jej zadecydować o tym, co powinni zrobić. Roise jej tego nie ułatwiał, bo najwyraźniej też było mu obojętne, gdzie spędzą najbliższy czas. Najważniejsze, że będą razem, w ten właściwy sposób. Możliwości było wiele, bo przecież mieli sporo czasu do nadrobienia, nie zamierzała go zbyt szybko wypuścić ze swoich ramion, nie kiedy mogła się w niego wtulać, plątać swoje ciało z jego bez żadnych konsekwencji, bo przecież mieli jasność - chcieli tego. Niby nigdzie się nie wybierał, a jednak najchętniej po prostu nie opuszczałaby tej sypialni, aby ponownie, raz za razem móc się nasycać jego obecnością.
Nie mogła oderwać swoich palców od jego ciała, przesuwała nimi powoli to w górę, to w dół, bo wreszcie mogła to zrobić, mogła zacząć je poznawać bardzo szczegółowo. Tak, jak chciała już od dawna. Uśmiechała się promiennie, bo była szczęśliwa, tak po prostu. Zadowolona z tego, że wreszcie przyznała się do swoich uczuć, chociaż miała z tym ogromny problem. Było jednak warto zaryzykować odrzuceniem, bo gdyby tego nie zrobiła, nie spędzili by razem tego upojnego poranka, nie znajdowaliby się teraz w swoich ramionach.
- Nie ułatwiasz sprawy. - Tak właściwie, to może dobrze by im zrobiło wyrwanie się stąd na dłużej. Nikt by ich nie niepokoił, mogliby spędzić całe dnie na zajmowaniu się sobą, co wydawało się być bardzo atrakcyjną możliwością. Tutaj zawsze mógł się pojawić jakiś nieproszony gość, który mógłby im przeszkodzić w tych wszystkich bardzo istotnych sprawach. Tak, to skłoniło ją do tego, żeby wybrać tę drugą możliwość.
- W takim wypadku, wybieram tam, chociaż nie do końca podoba mi się perspektywa wychodzenia z tego łóżka, ale niechaj będzie. - Cóż, będą mogli za jakiś czas zaszyć się w innej pościeli i wrócić do tego co robili przed chwilą.
- Ile to kilka dni? - Chciała wiedzieć, jak długo będą mogli cieszyć się swoją obecnością. Miała świadomość, że w przypadku Ambroisa wygląda to nieco inaczej, bo miał poważną, dorosłą pracę - nie to, co ona. Ona mogła sobie pozwolić na tygodnie spędzone gdzieś, bez konkretnego wytłumaczenia.
Miała świadomość, że czas ich naglił, więc w końcu oderwała swoje dłonie od jego torsu, żeby nie było, bo inaczej pewnie szybko by stąd nie wyszli. Obawiała się bowiem, że zbyt intensywny dotyk mógłby spowodować, że będzie jej się ciężko od niego oderwać, a wtedy nie opuściliby tego łóżka, na pewno nie dzisiaj.
Skoro już decyzja została podejęta, to dobrze by było się jej trzymać, chociaż przecież mogli sobie pozwolić na drobne zmiay w planie.
- Wrócimy do tego później. - Nie zamierzała bowiem odpuścić kolejnej możliwości spełnienia wszystkich swoich sennych marzeń, nie kiedy wreszcie pojawiła się możliwość, aby to zrobić. Musieli nadrobić ten czas, który zmarnowali na krążenie wokół siebie. Szczególnie, że teraz był jej chłopakiem i faktycznie mogła sięgać po profity, które z tego płynęły. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie kogoś tak nazywać, zawsze wydawało jej się to bardzo terytorialne i trochę ograniczające, a teraz zupełnie zmieniła podejście, naprawdę cieszyło ją to, że w końcu dostali swoją szansę.
Zamierzała ją w pełni wykorzystać, zresztą skoro już do tego wszystkiego doszło, skoro miała go już w swoich rękach, to nie chciała go z nich wypuszczać. Nie było w ogóle takiej możliwości.