16.12.2024, 10:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2024, 10:39 przez Mabel Figg.)
– Ale ja nie jestem zła – wymamrotała cicho, bo miala jakieś dziwne wrażenie, że rodzice (rodzice? Tak, rodzice. Rodzice, rodzice, rodzice. Jakie to było dziwne słowo. Rodzice.) z jakiegoś powodu jej się tłumaczyli, zwłaszcza mama, a ona przecież nie złościła się na nich o nic. Jeśli nie mogli powiedzieć jej wcześniej, to przecież to rozumiała. Prawdę mówiąc bardziej w tym wszystkim po prostu nie pasowała jej sam koncept, lub też idea, tak jak to mówił Karl, posiadania taty, niż fakt że jednak miała jednego i on tak jakby no siedział teraz obok niej.
Powoli pokiwała głową.
– Tak, tak. W porządku – potwierdziła, nieco pewniejszym tonem głosu, niż jeszcze chwilę wcześniej, co nie znaczyło, że był to jej typowy głos. Zamrugała i przeniosła spojrzenie z zacisnietej na kawałku materiału pięści na mamę, której posłała słaby uśmiech, a potem na Sama. W sumie to nie wiedziała, jak go nazywać. Pan Sam odpadało, bo przecież ją o to poprosił. Tata... Było chyba jeszcze trochę zbyt dziwne, a Sam... Chyba nie mówiło się do taty po imieniu. Ale czy mówiło się do Sama tata?
– Myślę, że... Że chyba mam fajnego tatę – powiedziała w końcu, wypowiadając to ostatnie słowo bardzo cicho, niemal szeptem, jakby było dla niej ciężkie do wymówienia, a potem po prostu przytuliła się do czarodzieja, bo wyglądał też tak bardzo niepewniem. – Ale eee... Czy inni mogą o tym wiedzieć? Czy to dalej tajemnicą?
Powoli pokiwała głową.
– Tak, tak. W porządku – potwierdziła, nieco pewniejszym tonem głosu, niż jeszcze chwilę wcześniej, co nie znaczyło, że był to jej typowy głos. Zamrugała i przeniosła spojrzenie z zacisnietej na kawałku materiału pięści na mamę, której posłała słaby uśmiech, a potem na Sama. W sumie to nie wiedziała, jak go nazywać. Pan Sam odpadało, bo przecież ją o to poprosił. Tata... Było chyba jeszcze trochę zbyt dziwne, a Sam... Chyba nie mówiło się do taty po imieniu. Ale czy mówiło się do Sama tata?
– Myślę, że... Że chyba mam fajnego tatę – powiedziała w końcu, wypowiadając to ostatnie słowo bardzo cicho, niemal szeptem, jakby było dla niej ciężkie do wymówienia, a potem po prostu przytuliła się do czarodzieja, bo wyglądał też tak bardzo niepewniem. – Ale eee... Czy inni mogą o tym wiedzieć? Czy to dalej tajemnicą?