16.12.2024, 12:29 ✶
W pewnym sensie mu trochę współczuła – hogwarckie przyjaźnie stały się w ostatnich latach bardzo skomplikowane, zwłaszcza jeśli należałeś do Slytherinu, pracowałeś jako auror, a twoja rodzina w przeważającej mierze były osoby nastawione raczej na wsparcie Ministerstwu.
A z drugiej strony chyba trochę jej ulżyło, że przynajmniej nie wydawał się tak całkiem nastawiony na to, że druhom wybacza się masowe morderstwa, bo co tam ciała poniewierające się na prawo i lewo po lesie, i ideologia wymordowania sporej części ich populacji, liczy się lojalność.
I dlatego ostatecznie nie pociągnęła już dalej tematu, ani w żartach, ani na poważnie.
– Oriona? Mam wrażenie, że on naprawdę świetnie sobie sam radzi bez pilnowania przez siostrę. W sumie to lepiej dla zdrowia ich obojga, żeby go nie pilnowała… – powiedziała, i w ostatniej chwili ugryzła się w język, zanim dodała coś w rodzaju, że ma nadzieję, że jej brat jednak nie wyprawia za jej plecami takich rzeczy, jak Orion, i że poprosiłby o pomoc. Alkohol może troszkę rozwiązywał język, ale szła o zakład, że starszy Bulstrode nie byłby szczęśliwy, gdyby przyznała jego bratu, że Orion włamywał się do cudzych mieszkań i to w dodatku trzy razy. A nie chciałaby zdradzić zaufania aurora. – Na pewno chodzi o to, że jesteś zbyt małoletni? Czy że gdyby w ogóle próbowała, już byłaby siwa i po dwóch załamaniach nerwowych? – spytała.
Derwin lubił powtarzać, że przyprawiła go o połowę siwych włosów (co wiele mówiło, bo cała druga połowa miała zostać przyprawiona mu wspólnie przez dwie córki oraz resztę rodziny), a miała coś wrażenie, że Atreus potrafił miał znacznie większą siłę rażenia niż ona.
– Jeśli mój biedny brat uschnie w tym czasie z braku troski, to będzie twoja wina – oświadczyła, chociaż tak naprawdę to już postanowiła, że parę dni nie wróci do Warowni: chciała zająć się rzeczami w Londynie, i przemyśleć, jak załatwić kilka spraw. A to było trudne w domu pełnym ludzi, zwłaszcza gdy niektórzy dysponowali różnymi specjalnymi umiejętnościami, i większość pracowała w siłach policyjnych. Erik z kolei całkiem za niedługo miał wyjeżdżać do jakiejś Kambodży, chociaż Brenna była obecnie pełna obaw, bo słyszała też coś o Egipcie, i zaczynała się zastanawiać, czy jej brat nie wyląduje nie tylko w złym kraju, ale też na złym kontynencie i zaginie bez wieści.
– Bezczelny szantaż, ale zgoda. To teraz mów, co widziałeś w tej Kniei. Chyba że lepiej na zewnątrz? – spytała, niestety nie trzeźwiejąc momentalnie, ale robiąc się trochę czujniejsza i odruchowo rozglądając się, bo jednak towarzystwo w pobliżu było… nieciekawe. Inna sprawa, że pewnie i tak by się zgodziła, chociaż gdyby nie była podpita, prawdopodobnie zastanawiałaby się dłużej.
A z drugiej strony chyba trochę jej ulżyło, że przynajmniej nie wydawał się tak całkiem nastawiony na to, że druhom wybacza się masowe morderstwa, bo co tam ciała poniewierające się na prawo i lewo po lesie, i ideologia wymordowania sporej części ich populacji, liczy się lojalność.
I dlatego ostatecznie nie pociągnęła już dalej tematu, ani w żartach, ani na poważnie.
– Oriona? Mam wrażenie, że on naprawdę świetnie sobie sam radzi bez pilnowania przez siostrę. W sumie to lepiej dla zdrowia ich obojga, żeby go nie pilnowała… – powiedziała, i w ostatniej chwili ugryzła się w język, zanim dodała coś w rodzaju, że ma nadzieję, że jej brat jednak nie wyprawia za jej plecami takich rzeczy, jak Orion, i że poprosiłby o pomoc. Alkohol może troszkę rozwiązywał język, ale szła o zakład, że starszy Bulstrode nie byłby szczęśliwy, gdyby przyznała jego bratu, że Orion włamywał się do cudzych mieszkań i to w dodatku trzy razy. A nie chciałaby zdradzić zaufania aurora. – Na pewno chodzi o to, że jesteś zbyt małoletni? Czy że gdyby w ogóle próbowała, już byłaby siwa i po dwóch załamaniach nerwowych? – spytała.
Derwin lubił powtarzać, że przyprawiła go o połowę siwych włosów (co wiele mówiło, bo cała druga połowa miała zostać przyprawiona mu wspólnie przez dwie córki oraz resztę rodziny), a miała coś wrażenie, że Atreus potrafił miał znacznie większą siłę rażenia niż ona.
– Jeśli mój biedny brat uschnie w tym czasie z braku troski, to będzie twoja wina – oświadczyła, chociaż tak naprawdę to już postanowiła, że parę dni nie wróci do Warowni: chciała zająć się rzeczami w Londynie, i przemyśleć, jak załatwić kilka spraw. A to było trudne w domu pełnym ludzi, zwłaszcza gdy niektórzy dysponowali różnymi specjalnymi umiejętnościami, i większość pracowała w siłach policyjnych. Erik z kolei całkiem za niedługo miał wyjeżdżać do jakiejś Kambodży, chociaż Brenna była obecnie pełna obaw, bo słyszała też coś o Egipcie, i zaczynała się zastanawiać, czy jej brat nie wyląduje nie tylko w złym kraju, ale też na złym kontynencie i zaginie bez wieści.
– Bezczelny szantaż, ale zgoda. To teraz mów, co widziałeś w tej Kniei. Chyba że lepiej na zewnątrz? – spytała, niestety nie trzeźwiejąc momentalnie, ale robiąc się trochę czujniejsza i odruchowo rozglądając się, bo jednak towarzystwo w pobliżu było… nieciekawe. Inna sprawa, że pewnie i tak by się zgodziła, chociaż gdyby nie była podpita, prawdopodobnie zastanawiałaby się dłużej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.