16.12.2024, 12:35 ✶
Zamrugała, a zaraz zmarszczyła brwi, przypatrując jej się uważnie, nieco rozbawiona. Dlaczego tak... zareagowała? Przypominała rozkosznego małego ancymona, który coś zbroił, ale udawał dzielnie, że wcale nie.
-Wszystko ok? - podjęła, zastanawiając się co kryje się za tą niezręczną miną i nagłym odrętwieniem.
Faye szybko ucięła temat, a Mulciber stwierdziła, że zada tego typu pytanie kolejny raz dopiero, gdy się trochę wyluzują.
Teraz miały misje, musiały zdobyć nielegalnie zasoby, aby wymienić je na inne zasoby. Zasoby w postaci cudownej kolacji.
-Trzymam kciuki! - oświadczyła z istnie rozbawionym uśmiechem, a jednak odsunęła się. Nie żeby jej nie ufała, skądże znowu, po prostu jakoś tak bezpieczniej czuła się poza ewentualnym polem rażenia, gdyby przypadkiem omsknęła jej się dłoń.
Okazało się, że aż tak beznadziejna w transmutacji Faye nie była, lub też los chciał im nieco ułatwić wygranie nagrody widząc ich starania.
-No to wio - rzuciła, podchodząc do do zmniejszonych beczułek, które skrupulatnie zaczęła zbierać. Dopiero co zaczęły, a ona już zastanawiała się, kiedy będzie pauza.
Przeszły do pierwszego domu, był to pierwszy cel. Scarlett rozejrzała się dookoła, zastanawiając się czy to pora dnia czy ich pieprzone szczęście, że prócz nich nie było dookoła żywej duszy. A Mulciber wolała aby tak pozostało. Prababcia nie byłaby zbyt dumna jakoby się okazało, że jej prawnuczka, która ostatnio coraz śmielej pałęta się po jej kancelarii, wylądowała na dołku za kradzież deszczówki.
Jedna z beczułek wróciła do normalnych rozmiarów, także Mulciber ściągnęła z niej wieko, zastanawiając się do kogo by się spłakała. Poprosiłaby Baldwina, aby ich odebrał? Raczej nie. Ciotke Lorien? A może wujka Antosia? Przed kim byłby mniejszy wstyd? Który byłby mniej zażenowany?
-Ty wiesz, że jak trafimy na dołek to cię zabiję? - uśmiechnęła się głupio - na dołku nie można pić - wyznała z westchnieniem, sprawdzając czy wieko beczki aby na pewno dobrze jest zamocowane.
-Dobra, chodź, dawaj, pomóż mi ją położyć, łatwiej będzie toczyć - podjęła. Lepiej było nie czarować w tym miejscu raczej, niby świadków nie było, ale kto ich tam wie. Wspólnymi siłami zsunely beczkę, kładąc ja w poziomie, a na niej miejsce blondynka postawiła nową.
Zostało ją przepchnąć do tzw. Bazy, także nie opierdalając się zanadto, Mulciber podwinela rękawy, przepychając z dziewczyną pierwsza beczkę aż do jej domu
-kurwa…trochę ciężkie to - mruknęła, marszcząc nos. Chociaż bardziej marudziła dla samego marudzenia i nic ponadto się w tym nie kryło.
-no! - sapneła, gdy ustawily beczkę pionowo przy jej domu, czy gdzie tam miały ja stawiać.
-Jeszcze tylko miliard - rzuciła ze śmieciem, kierując się do kolejnego przybytku.
- to co, przerwa? - zapytała, siląc się na poważny ton - bo się odwodnimy... Upaly okropne
-Wszystko ok? - podjęła, zastanawiając się co kryje się za tą niezręczną miną i nagłym odrętwieniem.
Faye szybko ucięła temat, a Mulciber stwierdziła, że zada tego typu pytanie kolejny raz dopiero, gdy się trochę wyluzują.
Teraz miały misje, musiały zdobyć nielegalnie zasoby, aby wymienić je na inne zasoby. Zasoby w postaci cudownej kolacji.
-Trzymam kciuki! - oświadczyła z istnie rozbawionym uśmiechem, a jednak odsunęła się. Nie żeby jej nie ufała, skądże znowu, po prostu jakoś tak bezpieczniej czuła się poza ewentualnym polem rażenia, gdyby przypadkiem omsknęła jej się dłoń.
Okazało się, że aż tak beznadziejna w transmutacji Faye nie była, lub też los chciał im nieco ułatwić wygranie nagrody widząc ich starania.
-No to wio - rzuciła, podchodząc do do zmniejszonych beczułek, które skrupulatnie zaczęła zbierać. Dopiero co zaczęły, a ona już zastanawiała się, kiedy będzie pauza.
Przeszły do pierwszego domu, był to pierwszy cel. Scarlett rozejrzała się dookoła, zastanawiając się czy to pora dnia czy ich pieprzone szczęście, że prócz nich nie było dookoła żywej duszy. A Mulciber wolała aby tak pozostało. Prababcia nie byłaby zbyt dumna jakoby się okazało, że jej prawnuczka, która ostatnio coraz śmielej pałęta się po jej kancelarii, wylądowała na dołku za kradzież deszczówki.
Jedna z beczułek wróciła do normalnych rozmiarów, także Mulciber ściągnęła z niej wieko, zastanawiając się do kogo by się spłakała. Poprosiłaby Baldwina, aby ich odebrał? Raczej nie. Ciotke Lorien? A może wujka Antosia? Przed kim byłby mniejszy wstyd? Który byłby mniej zażenowany?
-Ty wiesz, że jak trafimy na dołek to cię zabiję? - uśmiechnęła się głupio - na dołku nie można pić - wyznała z westchnieniem, sprawdzając czy wieko beczki aby na pewno dobrze jest zamocowane.
-Dobra, chodź, dawaj, pomóż mi ją położyć, łatwiej będzie toczyć - podjęła. Lepiej było nie czarować w tym miejscu raczej, niby świadków nie było, ale kto ich tam wie. Wspólnymi siłami zsunely beczkę, kładąc ja w poziomie, a na niej miejsce blondynka postawiła nową.
Zostało ją przepchnąć do tzw. Bazy, także nie opierdalając się zanadto, Mulciber podwinela rękawy, przepychając z dziewczyną pierwsza beczkę aż do jej domu
-kurwa…trochę ciężkie to - mruknęła, marszcząc nos. Chociaż bardziej marudziła dla samego marudzenia i nic ponadto się w tym nie kryło.
-no! - sapneła, gdy ustawily beczkę pionowo przy jej domu, czy gdzie tam miały ja stawiać.
-Jeszcze tylko miliard - rzuciła ze śmieciem, kierując się do kolejnego przybytku.
- to co, przerwa? - zapytała, siląc się na poważny ton - bo się odwodnimy... Upaly okropne