16.12.2024, 15:34 ✶
Cała przyjemność po mojej stronie – Aż chciało mu się wyszeptać w odpowiedzi na oskarżenia o zniszczenie jego wielkiego wyjścia, gdyby nie to, że przyjemności nie powinny być chyba okraszone taką burzą sprzecznych emocji.
– Mówiłem, że wielkie wyjścia są przypisane jedynie mi – powiedział więc w zamian
z uśmiechem, który chyba nie do końca powinien się teraz pojawić na jego twarzy.
Kolejny pocałunek, niby delikatniejszy, ale jednak jakby mocniejszy od tego poprzedniego.
Brakowało mu tego. Poczucia, że był w centrum czyjegoś życia z taką mocą, nie dlatego, że to on tak mówił, a dlatego, że ktoś każdym pocałunkiem zapewniał go, że był uwielbiany.
I tak jak bał się tego uwielbienia przez ostatni miesiąc, czując że sprowadzi ono na niego zgubę, tak teraz nie było mu ono straszne.
Dwa pocałunku.
Oba kwestionowały świadomość istnienia jakiegokolwiek ryzyka.
Oba były niczym ozdoby na już i tak pięknym płótnie.
Oba nieudolne zagłuszane były krzykiem, aby pomyślała o tej sytuacji jeszcze raz, na spokojnie, gdy już zostanie sam.
Oba były tymi ostatnimi i już wiedział, że będzie musiał włożyć to bardzo dużo siły woli, aby tak zostało.
Być może nie jeden dramatopisarz rwałby sobie teraz włosy z głowy nad kolejną reakcją Jonathana, bo mało było w niej wielkich gestów i dramatyzmu, ale Selwyn jedynie skinął głową w geście pożegnania, nie chcąc nawet myśleć o tym, czy przypadkiem koszmary nie byłyby dzisiaj lepsze, niż te przyjemne sny, a gdy Jean wreszcie wyszedł, odczekał jeszcze kilka chwil i opadł na pobliski fotel próbując uspokoić bijące serce i myśli.
– Mówiłem, że wielkie wyjścia są przypisane jedynie mi – powiedział więc w zamian
z uśmiechem, który chyba nie do końca powinien się teraz pojawić na jego twarzy.
Kolejny pocałunek, niby delikatniejszy, ale jednak jakby mocniejszy od tego poprzedniego.
Brakowało mu tego. Poczucia, że był w centrum czyjegoś życia z taką mocą, nie dlatego, że to on tak mówił, a dlatego, że ktoś każdym pocałunkiem zapewniał go, że był uwielbiany.
I tak jak bał się tego uwielbienia przez ostatni miesiąc, czując że sprowadzi ono na niego zgubę, tak teraz nie było mu ono straszne.
Dwa pocałunku.
Oba kwestionowały świadomość istnienia jakiegokolwiek ryzyka.
Oba były niczym ozdoby na już i tak pięknym płótnie.
Oba nieudolne zagłuszane były krzykiem, aby pomyślała o tej sytuacji jeszcze raz, na spokojnie, gdy już zostanie sam.
Oba były tymi ostatnimi i już wiedział, że będzie musiał włożyć to bardzo dużo siły woli, aby tak zostało.
Być może nie jeden dramatopisarz rwałby sobie teraz włosy z głowy nad kolejną reakcją Jonathana, bo mało było w niej wielkich gestów i dramatyzmu, ale Selwyn jedynie skinął głową w geście pożegnania, nie chcąc nawet myśleć o tym, czy przypadkiem koszmary nie byłyby dzisiaj lepsze, niż te przyjemne sny, a gdy Jean wreszcie wyszedł, odczekał jeszcze kilka chwil i opadł na pobliski fotel próbując uspokoić bijące serce i myśli.
Koniec sesji