16.12.2024, 17:03 ✶
Nie mógł zasnąć. Bycie obejmowanym przez te chuderlawe rączki było absolutnie wszystkim, czego mógł sobie życzyć tej nocy, ale i tak spędził wiele godzin marząc o odpłynięciu. Laurent chyba nie budził się w chwilach, kiedy robił sobie przerwy na papierosa. Przerwy od leżenia i wpatrywania się w jego twarz z intensywnością godną kogoś kompletnie już szalonego. Ten dzień był męczący, ale zmęczył go tylko pod wpływem emocjonalnym - czuł tak dużo, tak intensywnie, na zmianę przygniatały go różne fakty, doprowadzając do skrajnych reakcji. Pod względem fizycznym - nic. Mógłby ułożyć się do snu heroiną, ale za bardzo bal się tego, że Laurent wyrzuci go za ćpanie z domu. Męczył się więc i męczył, a kiedy wreszcie udało mu się jakoś zdusić fale myśli i obaw trzymających go na jawie, porwał go sen płytki. Obudził się kiedy Laurent wstawał. Później kiedy kot wskoczył na parapet. Obudziła go Florence Bulstrode i być może było to trochę wstydliwe, ale przed kilka pierwszych minut jej obecności stał z nożem przy drzwiach, gotowy do wyjścia gdyby tylko spotkanie z kuzynką okazało się jakimś podstępem. A później znowu poszedł spać, tak samo płytko jak wcześniej. Sam miał później wrażenie, że zmęczył się tym bardziej, niż gdyby zarwał nockę, kończąc jakiś projekt. Oczywiście było to wrażenie mylne - w rzeczywistości odpoczął, nie w pełni i naprawdę potrzebował się poruszać, ale na tyle, aby dotrwać do końca dnia bez zawieszeń. Tylko najpierw musiał się obudzić.
Czy dało się być jeszcze bardziej tajemniczym, niż kiedy zbywał większość pytań milczeniem? Zapewne kiedy spał - bo kiedy ktoś taki jak Crow spał, widziało się go kompletnie bezbronnego - a to dawało mu przecież kolejną nową twarz. Leżał tam, w tej jasnej i przestronnej sypialni, jak zawsze groźny w swojej ciszy - marszczył brwi nawet przez sen - twardy i nieustępliwy, faktycznie z nożem pod poduszką. Kiedy otworzy te oczy, znów się uśmiechnie, ale póki spał, to trwał w tej powadze, jakby nawet w śnie pilnował, żeby nikomu nie zdradzić zbyt wiele. Dlaczego? Najwyraźniej miało to głębszy sens - on mamrotał. Nie dało się zrozumieć co dokładnie, ale to zdecydowanie były słowa. Można go było tak zostawić na długo i wsłuchać się w to, co przekazywał nieświadomie tym, obok których się kładł, ale Laurent był człowiekiem nieustępliwym i najwyraźniej każda ciemność musiała ustąpić przy nim porankowi.
Został zatrzymany. Crow przyciągnął go do siebie nieco gwałtownym gestem i objął go. Otulił go swoim rozgrzanym ciałem i przez kilka sekund mogło się wydawać, że zaśnie tak znowu, tylko zakleszczając na nim swoje łapy, ale w rzeczywistości nie spał już. Z przymkniętymi oczyma przesuwał palcami po jego brzuchu i żebrach. Poranek jak każdy inny - świat już nie spał, Crow tak - ale powoli go z tego wyszarpywano. Tak jak większość dni ten rozpoczął od tego dziwnego, nieco irytującego napięcia. Otarł się o Laurenta sugestywnym ruchem bioder, próbując dać temu jakiekolwiek ujście i dopiero po lekkim sapnięciu rozluźnił się jakkolwiek.
- Miałem dziwny sen - odkaszlnął cicho, zasłaniając usta zaciśniętą pięścią. - Albo budzisz mnie drugi raz. Narzekałeś cholernie, że spałem za długo i dzień przegrał - chciał dokończyć: z twoją nocą, ale nie miał szans, bo ten spazmatyczny atak znów go naszedł. Puścił go, podniósł się do siadu, odsunął twarz w bok i przysłonił ją zgięciem łokcia, próbując zdusić zalegającą flegmę. Kiedy się opanował, pocałował go w policzek i wstał. Bardzo szybko, nie dając sobie nawet sekundy na zmrużenie oczu i po szybkiej inspekcji czy na pewno nie było tu kogoś, kto mógł zobaczyć go w negliżu - ruszył w kierunku łazienki. Dopiero tam odkaszlnął porządnie i splunął do zlewu. Prewetta sięgnął dźwięk lecącej z kranu wody.
Kiedy stamtąd wyszedł, jasnym stało się, że jednak istniały jakieś elementy dbania o swoją higienę, do których niekoniecznie ktokolwiek go zmuszał. Miał twarz i ręce wymyte lodowatą wodą, przepłukał też usta. Łatwo było to wyczuć, bo pierwszym co zrobił, po pojawieniu się obok Laurenta był kolejny, tym razem pieruńsko zimny pocałunek. Pocałunek, po którym zarejestrował wzrokiem zawartość stołu. Nic nie powiedział, ale bardzo uważnie zanotował to co widział w pamięci i nie usiadł do stołu. Pierwszym etapem jego poranka było zapalenie papierosa. Podszedł z nim bliżej drzwi tarasowych. Niewątpliwie był jeszcze myślami w innym miejscu, przynajmniej póki nie zauważył szyfrownicy, od której to już nie odsunął ciekawskiego spojrzenia.
Czy dało się być jeszcze bardziej tajemniczym, niż kiedy zbywał większość pytań milczeniem? Zapewne kiedy spał - bo kiedy ktoś taki jak Crow spał, widziało się go kompletnie bezbronnego - a to dawało mu przecież kolejną nową twarz. Leżał tam, w tej jasnej i przestronnej sypialni, jak zawsze groźny w swojej ciszy - marszczył brwi nawet przez sen - twardy i nieustępliwy, faktycznie z nożem pod poduszką. Kiedy otworzy te oczy, znów się uśmiechnie, ale póki spał, to trwał w tej powadze, jakby nawet w śnie pilnował, żeby nikomu nie zdradzić zbyt wiele. Dlaczego? Najwyraźniej miało to głębszy sens - on mamrotał. Nie dało się zrozumieć co dokładnie, ale to zdecydowanie były słowa. Można go było tak zostawić na długo i wsłuchać się w to, co przekazywał nieświadomie tym, obok których się kładł, ale Laurent był człowiekiem nieustępliwym i najwyraźniej każda ciemność musiała ustąpić przy nim porankowi.
Został zatrzymany. Crow przyciągnął go do siebie nieco gwałtownym gestem i objął go. Otulił go swoim rozgrzanym ciałem i przez kilka sekund mogło się wydawać, że zaśnie tak znowu, tylko zakleszczając na nim swoje łapy, ale w rzeczywistości nie spał już. Z przymkniętymi oczyma przesuwał palcami po jego brzuchu i żebrach. Poranek jak każdy inny - świat już nie spał, Crow tak - ale powoli go z tego wyszarpywano. Tak jak większość dni ten rozpoczął od tego dziwnego, nieco irytującego napięcia. Otarł się o Laurenta sugestywnym ruchem bioder, próbując dać temu jakiekolwiek ujście i dopiero po lekkim sapnięciu rozluźnił się jakkolwiek.
- Miałem dziwny sen - odkaszlnął cicho, zasłaniając usta zaciśniętą pięścią. - Albo budzisz mnie drugi raz. Narzekałeś cholernie, że spałem za długo i dzień przegrał - chciał dokończyć: z twoją nocą, ale nie miał szans, bo ten spazmatyczny atak znów go naszedł. Puścił go, podniósł się do siadu, odsunął twarz w bok i przysłonił ją zgięciem łokcia, próbując zdusić zalegającą flegmę. Kiedy się opanował, pocałował go w policzek i wstał. Bardzo szybko, nie dając sobie nawet sekundy na zmrużenie oczu i po szybkiej inspekcji czy na pewno nie było tu kogoś, kto mógł zobaczyć go w negliżu - ruszył w kierunku łazienki. Dopiero tam odkaszlnął porządnie i splunął do zlewu. Prewetta sięgnął dźwięk lecącej z kranu wody.
Kiedy stamtąd wyszedł, jasnym stało się, że jednak istniały jakieś elementy dbania o swoją higienę, do których niekoniecznie ktokolwiek go zmuszał. Miał twarz i ręce wymyte lodowatą wodą, przepłukał też usta. Łatwo było to wyczuć, bo pierwszym co zrobił, po pojawieniu się obok Laurenta był kolejny, tym razem pieruńsko zimny pocałunek. Pocałunek, po którym zarejestrował wzrokiem zawartość stołu. Nic nie powiedział, ale bardzo uważnie zanotował to co widział w pamięci i nie usiadł do stołu. Pierwszym etapem jego poranka było zapalenie papierosa. Podszedł z nim bliżej drzwi tarasowych. Niewątpliwie był jeszcze myślami w innym miejscu, przynajmniej póki nie zauważył szyfrownicy, od której to już nie odsunął ciekawskiego spojrzenia.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.