Wybuchnąć to mógł akurat Stanley, bo przebywanie z Victorią było niczym tańczenie wokół beczki z prochem. Nigdy nie było wiadomo kiedy padnie jakieś losowe pytanie, które nie do końca było w smak Borginowi i to wcale nie chodziło o pytanie pokroju Beltane czy jego aktualnego miejsca zatrudnienia. O nie. Nic z tych rzeczy. To było coś dużo gorszego. Coś, co się nie godziło. No bo nie oszukujmy się, co jak co, ale pytania o przyrodę? No na brodę Merlina i litość Boską! Tak się nie robiło innej osobie!
Słuchał słów Victorii dotyczących przedmiotu o którym wspomniała kilka chwil temu. Bardzo dużo ogólników, a mało szczegółów. Z drugiej strony było to tak wiele informacji, że pozwalały na pewnego rodzaju manipulację i zakrojone poszukiwania. Lepiej było mieć więcej informacji i następnie je okrajać do odpowiedniej formy, niż wiedzieć, że "coś takiego miało miejsce".
- Elizabeth Parkinson... Parkinson-Crouch... Crouch... Biżuteria... - powtarzał pod nosem jak jakąś mantrę, aby przypadkiem nie zapomnieć - Mniej więcej 30 lat temu... Okej... - pokiwał głową - Postaram się dowiedzieć jak najwięcej albo chociaż pospisywać jakieś strzępki informacji. Lepsze to, niż nic - zapewnił - Nie masz za co. To ja dziękuję - odparł całkiem sprawnie i zgodnie z prawdą. On dla Victorii jeszcze nic nie zrobił, a ona dla Stanleya już całkiem dużo. No bo jednak podanie tej "pasty" było jakimś dobrym uczynkiem. Trochę terrorystycznym i zakrawającym o zamach o życie Borgina, ale jednak uczynkiem.
Westchnął ciężko na słowa Lestrange. Przecież nie moja wina, że Thoran jest taki, a nie inny. Mogłabyś zapytać czemu jest taki? Znaczy jaki... Ale to nie dało by nic... Pokręcił tylko przecząco głową na samą taką myśl. Nie było sensu, aby się nad tym rozwodzić.
- Ekheem... - odchrząknął - No i ten... No... Dzięki za to... - zaczął odrobinę gestykulować rękoma, próbując ubrać to jakoś w słowa - Coś? Za tą wspaniała przygodę... - podrapał się po czole - Znaczy, może... Ja już lepiej... pójdę? - wzruszył ramionami, odrobinę zrezygnowany - Tak, właśnie tak - odwrócił się na pięcie, szykując do teleportacji, zgodnie z zaleceniem Victorii - Dzięki raz jeszcze. Ratujesz życie - rzucił na odchodne i czym prędzej zniknął.
Aportował się gdzieś nieopodal Nokturnu, aby czym prędzej wrócić do swojego domu. No teraz te ząbki to nówka funkiel. Z trzy stówki zaoszczędzone na wizytach. Może to nie było, aż takie złe? Zastanawiał się, wchodząc do swoich włości.
To był szalony wieczór.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972