- Mam wrażenie, że ja wcale nie muszę kusić losu, on sam mnie wybiera, nawet jeśli się nie wychylam... - Jej życie było pełne jakichś dziwnych sytuacji, które nie zdarzały się normalnym ludziom. Nie przesadzała! To wywiało ją w pizdu z wiatrem, to ktoś przy niej przewrócił wielkie stoły, to przyszło jej walczyć z jakąś dziwną mandragorą skażoną czarną magią, jak mogłaby zapomnieć też o tym, że we śnie poprzedniej nocy ktoś próbował ją zabić i to nie raz, a trzy razy i gdyby nie to, że w tym koszmarze pojawił się Patrick to mogłoby być z nią kiepsko. Cóż, nie wszystko układało się gładko. Miała wrażenie, że przyciąga do siebie wszystkie, dziwne, abstrakcyjne sytuacje, które nie powinny się przydarzyć zwyczajnym ludziom. Cóż, może faktycznie to przez to, w jakich czasach przyszło im żyć? Nie znała odpowiedzi na to pytanie. Na pewno nie mogła się nudzić (jakby to, że była właścicielką najbardziej popularnej cukiernii w Londynie i samotną matką nie było wystarczające).
Jakoś jednak próbowała się w tym wszystkim odnaleźć, w miarę chyba radziła sobie z kłodami rzucanymi pod nogi przez los, starała się to nawet robić z uśmiechniętą miną, żeby nie narzekać za bardzo na to, co jej się przytrafiało. Radziła sobie, chociaż miała sporo na swoich barkach. Jak na swój młody wiek, chyba nawet nie najgorzej.
- Zanim doskoczyłabym do góry, to nie byłoby zaskoczenia, więc doniczka nie jest chyba stworzona dla mnie. - Po raz kolejny jej niski wzrost okazał się być sporą przeszkodą. Cóż, musiała znaleźć inne metody, dzięki którym będzie się mogła bronić. Dobrze jednak wiedzieć, że możliwości było naprawdę wiele, nic jej nie ograniczało, Ambroise w końcu zwrócił jej uwagę na to, że kratywność również ma znaczenie, i praktycznie wszystko może zostać użyte jako broń.
- Cóż, przynajmniej nikomu nie robicie krzywdy, skoro zajmujecie się tym za zamkniętymi drzwiami. - Próbowała sobie to jakoś wytłumaczyć, aby nie spoglądać na to, jak wyglądały ich spotkania rodzinne zbyt krytycznym okiem. Tak, za zamkniętymi drzwiami każdy mógł robić to, na co miał ochotę i nic innym do tego. Cóż, ona pewnie wybrałaby bardziej cywilizowane metody na to, aby dobrze się bawić podczas spotkań rodzinnych, ale widać różnie to wyglądało u innych.
Nie oceniała. Nigdy tego nie robiła. Nie wydawało jej się, aby była osobą, która miałaby prawo komentować to, w jaki sposób inni spędzali swój wolny czas. Sama przecież nie była święta i jej zachowania też można było komentować w różny sposób. Miała swoje tajemnice, których strzegła, nie była krystalicznie czysta, piętno decyzji, które podjęła dawno temu ciągnęło się za nią do dzisiaj. Wcale tego nie żałowała, nikomu się z tego nie tłumaczyła, nie wydawało jej się, że powinna to robić.
- Masz rację, tak, każda rodzina ma jakieś swoje niekonwencjonalne cechy. - Nie zamierzała się z nim spierać, wcale. Ambroise miał rację. - Nie chcesz zaczynać ze mną teraz dyskusji na temat tego, czy posiadanie kota może zmienić twoje życie i jak bardzo. To nie jest jeszcze ten moment. - Panna Figg najchętniej każdemu wcisnęłaby chociaż jednego kocurka, aby wszystkie biedne, samotne zwierzaki z ich rodzinnego azylu mogły znaleźć swoje miejsce na ziemi. - Nie da się za to zaprzeczyć, że ciotce faktycznie coś odwaliło. Nie była dzisiaj w najlepszej formie. - Nie miała pojęcia, jak to się stało, ani dlaczego, ale Mirabella dzisiaj zaprezentowała się ze złej strony. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak zawiodła jej zaufanie. Cóż, nie spodziewała się, że to spotkanie w którym uczestniczyli może przerodzić się w walkę o życie, jak widać nigdy nie można niczego zakładać.
- Pewnie nim się obejrzymy będzie miała jeszcze więcej okazów, one się strasznie szybko rozmnażały. - Cóż, ciotka zdecydowanie była zafascynowana tą rośliną i nie docierały do niej ich słowa. Jej strata, pozostawało mieć nadzieję, że jej nie zeżre, ani nikogo innego, kto będzie się tam kręcił. Obawiała się jednak, że to może się wcale nie skończyć tak pozytywnie, bo ta roślina nie wyglądała na szczególnie przyjacielską, wręcz przeciwnie.
- Widzę, że bardzo mocno chcesz mnie zrazić do tej patelni. - Cóż, faktycznie pewnie, gdyby się mocniej zamachnęła, to mogłaby się jej stać krzywda. Patelnia była bardzo ciężka, jej dłonie i ręce drobne, nie trzeba było być szczególnie biegłym, aby dostrzec, jak to się mogło skończyć.
- Nie, nie, nie, ty jeszcze nie wiesz tego, że koty mogą być twoja bajką. - Skoro już sam zaczął temat, to zaczęła go kontynuować. Norka potrafiła być bardzo przekonywująca w swoich słowach, zamierzała więc nieco zmienić zdanie Ambroisa o kotach. Najwyraźniej to był dobry moment, sam przecież do nich wrócił.
Gdyby Nora się tylko z nimi porozumiewała, to wcale nie byłoby takie problematyczne. Jednak te trzy koty same wtrącały nosy w nieswoje sprawy i komentowały wszystko, co działo się obok nich. Zagadywały klientów, często wręcz nagabywały, nie potrafiły odpuszczać, miała też wrażenie, że umiały owinąć sporo osób wokół swojego ogona, co mogło przynieść więcej złego, niż dobrego, tak czy siak kochała je nad życie i nie wyobrażała sobie swojego domu bez tych futrzaków.
- Większość ludzi nie jest specjalnie bystra, wystarczy ładny kolor, aby wsadzili coś do ust. - Miała tego świadomość. Nie wszyscy posiadali wiedzę związaną z roślinami, zresztą miała wrażenie, że ostatnio jakby coraz mniej osób się interesowało się zielarstwem. Dużo łatwiej było coś kupić, niżeli wyhodować. Nie do końca rozumiała takie podejście, bo sama naprawdę lubiła pracę przy roślinach, sprawiało jej to ogromną satysfakcję.
Tak, zdecydowanie powinna zająć się przygotowywaniem jakichś odpowiednich specyfików. Potrafiła tworzyć przecież nie tylko eliksiry, ale i kadzidła. One także mogły otumanić, tyle, żeby to się stało potrzeba było zdecydowanie więcej czasu. Będzie musiała pomyśleć nad tym, w jaki sposób mogłaby wykorzystać swoje umiejętności do ewentualnej obrony przed niezapodziewiedzianymi i niemilie widzianymi gośćmi. Na pewno coś wymyśli, przecież nie była tylko i wyłącznie cukierniczką, miała zadatki na naprawdę wspaniałą alchemiczkę, wierzyła w to, że prędzej, czy później rozwinie skrzydła i w tej dziedzinie. Być może na razie tworzyła eliksiry tylko dla znajomych, ale może nadejdzie moment, w którym zajmie się tym na szerszą skalę. To sprawiało jej przyjemność, miała wrażenie, że dzięki temu to co robi ma jakieś znaczenie, w końcu nie samymi pączkami żyje człowiek. Nie chciała się zamykać na inne dziedziny.
- Cóż z takich książek można się dowiedzieć najważniejszego, więc bardzo chętnie. - Cóż, w ten sposób mogłaby też przecież dowiedzieć się w jaki sposób faktycznie będzie mogła skorzystać ze składników, aby kogoś uszkodziły. Nie liczy się to, o czym mówiła książka, tylko w jaki sposób do odczytasz.
Nigdy nie odrzucała możliwości poszerzenia swojej wiedzy, więc wydało jej się to naprawdę ciekawą opcją. Ambroise na pewno podsunie jej coś interesującego pod nos. W sumie mogła o to zapytać wcześniej, jego rodzina na pewno miała ciekawe zbiory w swojej bibliotece, bo przecież od lat zajmowali się roślinami, z tego byli znani.
- Nie spodziewałam się, że będzie aż taki mocny. - To nie tak, że był to jej pierwszy raz z bimbrem, ale chyba jednak nie była na to gotowa. Zdecydowanie łatwiej wchodził po kilku kolejkach czegoś innego, wtedy kiedy właściwie było obojętne już to, co w siebie wlewała. Nie zdarzało się to zbyt często, bo wiadomo, Figgówna miała swoje obowiązki i nie mogła zbyt często pozwalać sobie na takie wyskoki, ale to nie oznaczało, że zupełnie je ograniczyła.
- Jesteś moim gościem, nie powinieneś mi robić drinków. - Tak, była gotowa się przemęczyć, byleby zachować się w sposób w jaki wypada. To nie tak, że nie pogardziłaby czymś innym, najlepiej bardzo słodkim i lepkim, ale średnio chciała angażować Ambroisa w to, aby mogła upić się w inny sposób. On też miał gorszy dzień, wypadałoby, aby mógł się po prostu odstresować bez zajmowania się jej kubkami smakowymi. Jakoś sobie poradzi z tym bimbrem, chyba?