Stała w mroku, obawiała się ruszyć w jedną, czy w drugą stronę. Czekała, sama nie miała pojęcia na co. Oddychała jak najciszej potrafiła, aby nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi. Nie chciała zostać wzięta za podglądaczkę, jak jeszcze chwile temu wydawało jej się, że to co robi było właściwe, to w tej chwili zupełnie straciła tę pewność. Wiele się zmieniło, nie zdarzyło jej się jeszcze skradać w tym domu, nie w taki sposób, nie tak, jakby mogła nie być tutaj mile widziana.
Nie miała pojęcia, że było blisko tego, aby w jej stronę pomknęło zaklęcie. Nie widziała tego w mroku, przynajmniej jak na razie, kiedy jeszcze stała w jednym miejscu. Pewnie by się zdziwiła, gdyby nim dostała. Ona nie miała ze sobą różdżki, nie miała ze sobą noży - powinna przecież czuć się tutaj bezpiecznie. Nic jej nie groziło? Prawda? Mogłaby się bardzo mocno zdziwić, na szczęście nie nadarzyła się ku temu okazja. Jak widać mogli popsuć coś jeszcze, możliwości w tym przypadku nigdy się nie kończyły. Zawsze mogło być gorzej, czyż nie?
Przez chwilę się zawahała, jednak kiedy usłyszała głos, kiedy dotarło do niej to, że przyłapał ją na czajeniu się w mroku zrobiła krok do przodu. Postanowiła nieco się zbliżyć, przecież i tak nie spała. Ona też nie mogła spać spokojnie. Najwyraźniej nie była w tym jedyna.
- Nie obudziłeś mnie. - Rzuciła cicho, robiąc kolejny krok w przód.
Siedział na podłodze, rzeczywiście musiał spaść z tej kanapy. Śniły mu się koszmary? To był przypadek? Możliwości było wiele. Trochę obawiała się zbliżenia do niego, czuła, że nie powinno jej tu być. Powinna zostawić go w spokoju, przecież nie chciał jej obok siebie, z drugiej strony dali sobie przecież tę noc nie bez powodu. Mogli na siebie liczyć, nie musieli spędzić jej w samotności.
- i tak nie zasnę. - Była tego pewna, nie miała zmrużyć oka już do rana. To też nie było dla niej czymś nowym, przecież rzadko kiedy udawało jej się przespać noc. Bezsenność towarzyszyła jej od miesięcy. Skupiała się nocami na tych swoich wszystkich niepowodzeniach i nie umiała tego zmienić. Od czasu do czasu pozwalała sobie na zażycie eliksiru, który pomagał jej przespać pojedyncze noce. Nie robiła tego codziennie, bo wiedziała, że łatwo było uzależniać jej się od używek, brakowało jej tylko tego, żeby nie potrafiła żyć bez eliksirów nasennych.
- Nie masz mnie za co przepraszać. - Postanowiła to podkreślić. Miała wrażenie, że zaczęli traktować się zupełnie inaczej, jakby uważali na każdy, nawet najdrobniejszy gest, czy czyn.
Podeszła w końcu do niego na tyle blisko, aby zauważyć różdżkę w dłoni mężczyzny, właściwie to wypuścił ją z rąk, gdy zaczęła się do niego zbliżać. Wbiła w nią wzrok na dłuższą chwilę. Dlaczego jeszcze przed chwilą,trzymał ją w dłoni? Czy coś spowodowało, że poczuł się tutaj zagrożony? Czy wziął ją za zagrożenie? Przystanęła w miejscu i zaczęła się nad tym zastanawiać.
Piaskownica zawsze była ich bezpieczną przystanią, nigdy nie sięgali tutaj po magię, nie w domu, nie w taki sposób, nie była im do niczego potrzebna. Najwyraźniej przez ten czas i to się zmieniło. Nie spodziewała się tego, to był kolejny gwóźdź, który wbijali w ich wspólną trumnę.
Nie zamierzała jednak tego komentować, bo czy to by zmieniło cokolwiek? Wywnioskowała swoje, wyciągneła z tego widoku to, co chciała, nie było sensu poruszać tego tematu, bo co mógłby jej powiedzieć? Nie sądziła, że mogło to mieć jakikolwiek wpływ na to, co zaczęła sobie uzmysławiać. Stracili to wszystko, co razem stworzyli, nawet to miejsce zaczęła pochłaniać rzeczywistość, szara, okropna, zła. Nie było już odwrotu.
- Wszystko w porządku? - Kolejne głupie pytanie padło z jej ust. Nie było w porządku, nic nie było w porządku, przecież o tym wiedziała. Mimo wszystko postanowiła zapytać go o to.
Nie potrzebowała zaproszenia do tego, aby się przysiąć, zresztą obawiała się, że gdyby zapytała go o to, czy może z nim tutaj zostać, to stwierdziłby, że nie, że jej nie potrzebuje, że nie chce jej widzieć. Chciała upewnić się, że jakoś się trzyma, dlatego też w końcu usiadła na ziemi, na przeciwko niego.
Pomieszczenie było spowite mrokiem, praktycznie nic nie było widać, żar w kominku już niemalże się dopalił. Nie musieli na siebie patrzeć, mogli unikać swoich spojrzeń. Nie będzie potrzeby, aby za bardzo pilnowali swoich rekacji, nie mieli jak się na tym skupić.
Nie miała pojęcia dlaczego mu się narzucała, nie wiedziała, co nią kierowało, ale przychodziło jej to raczej naturalnie. Zawsze się o siebie troszczyli, to nie było nic nowego, nawet jeśli cała reszta miała się zmienić. Nie potrafiła tego zignorować, zwłaszcza gdy znajdowała się tuż obok.
Cóż, jeśli uzna, że nie powinno jej tutaj być, to nie będzie miała problemu z tym, żeby oddalić się do sypialni, zamknie się w niej znowu i jakoś przeczeka do rana, zapewne poczuje się odrzucona, ale i to jej przejdzie, minie, jakoś to przetrawi. Wiele była w stanie znieść, chociaż powoli faktycznie zaczynała się łamać, wiedziała, że nie jest z nią dobrze, nie miała pojęcia kiedy znajdzie się na granicy. W sumie, czy było coś złego w spadaniu? Chyba nie, gdzieś tam przecież zawsze znajdowała się ziemia, upadki bywały bolesne, ale co z tego. Kiedy bolało, to człowiek wiedział, że żyje, przynajmniej uświadamiał sobie, że nie jest zupełnie pusty, że jeszcze gdzieś istnieje coś, co można mu odebrać.
Usiadła po turecku, przykmnęła oczy i oddychała spokojnie, położyła sobie dłonie na kolanach i czekała, sama nie wiedziała na co czekała, ale nie wydawało jej się, aby był to moment, w którym powinna się oddalić. Aura zrobiła się bardzo nieprzyjemna, potęgował to ten wiatr, który hulał za oknem, ze wsząd do ich uszu dochodziły naprawdę różne dźwięki, faktycznie mogłoby się wydawać, że jakieś zagrożenie czai się gdzieś za rogiem.