Norka pomimo tego, że była raczej drobną i kruchą istotą, nie bała się głośno demonstrować swoich poglądów. Miała w sobie odwagę, której brakowało niejednemu, choć niektórzy mogli uznać to za głupotę. Wiedziała, że nie wszyscy są źli, że wokół niej znajdą się osoby, które postanowią się sprzeciwić, już to robiły. To, że nie są bierni podnosiło na duchu, powodowało, że pojawiała się nadzieja, że małej Mabel przyjdzie jeszcze żyć w normalnym świecie.
- Dobrze to słyszeć. - Przecież wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Niewiele brakowało, a mógłby skończyć jako kolejny trup. W końcu o wielu takich przypadkach się ostatnio słyszało. Poplecznicy Voldemorta pozwalali sobie na coraz więcej, niewiele brakowało żeby cały konflikt stał się jawny, a wojna rozpoczęła się na dobre. Jak na razie się ukrywali, nie ma co się dziwić, w końcu społeczeństwo nie pozwalało na przemoc, chociaż kto wie jak długo to potrwa, wariatów nie brakowało, prędzej, czy później pewnie uda im się znaleźć większą ilość wyznawców. Najprościej byłoby zdusić to wszystko w zarodku, choć wcale nie było to takie proste, rozmawiała o tym z Patrickiem i sprawa była zdecydowanie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
- Z tego, co wiem, to w różny, wszystko zależy od tego, co ma Pan do zaoferowania. - Nora miała zajmować się tworzeniem potrzebnych eliksirów, w końcu nie była wojownikiem, tylko drobną blondynką, która o walce wiedziała tyle, co nic. Od tego byli inni, ci bardziej doświadczeni, przeszkoleni. Wydawało jej się jednak, że każdy może się do czegoś przydać, szczególnie, że walczyć z wrogiem można było na najróżniejsze sposoby.
- Niech się Pan zgłosi do Patricka Stewarda, aurora, on powinien opowiedzieć trochę więcej, można dodać, że jest Pan ode mnie. - Sama Nora była raczej ogólnikowo wprowadzona do tego wszystkiego, nie posiadała zbyt wielu informacji, co jej nie przeszkadzało. Wiedziała, że w tym przypadku chodzi również o jej bezpieczeństwo.
Spoglądała na niego pytająco, kiedy wypowiedział kolejne słowa w jej kierunku. - Przepraszam Pana bardzo, naprawdę myśli Pan, że zaczynałabym tę rozmowę, gdyby wszystko miało polegać na siedzeniu na dupie i wdychaniu kadzideł? - Nie spodobało się jej to, że potraktował ją lekceważąco. - Zresztą, jeśli takie ma Pan do mnie podejście, to może niech Pan o wszystkim zapomni. - Zdenerwowała się trochę. Norka od zawsze odbiegała od swoich rówieśników, była dużo bardziej odpowiedzialna, zresztą nie ma się co dziwić, ledwo skończyła dziewiętnaście lat to została matką.