- Nie wiem, czy to jest szczególnie pocieszające. - Być może mieli to w genach, ale to wcale nie ułatwiało jej sytuacji, właściwie nie wiedziała zbyt wiele o sytuacjach, które przytrafiały się jej bratu, nie był szczególnie wylewny, jeśli chodzi o swoje niepowodzenia, czy losowe przypadki, które nieco komplikowały życie. Miała wrażenie, że to ona do siebie je przyciąga niczym magnes, ale mogło być ono mylne, cóż mogło, ale nie musiało. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że przytrafiały jej się bardzo absurdalne sytuacje, które raczje trudno było przewidzieć, przywykła do tego, może taki był jej urok, albo ktoś rzucił na nią urok...
- Rozumiem, mam się trzymać wszystkiego, co jest w zasięgu mojego wzroku. - Tak, docierały do niej jego rady, na pewno będzie je stosować, jeśli nadejdzie taka potrzeba, bo wydawał się mówić z sensem, może faktycznie był jakimś specjalistą? Cóż, Ambroise miał wiele ukrytych talentów, jak widać, które mogły się przydać w najróżniejszych sytuacjach. Dobrze było mieć jego wsparcie, naprawdę ceniła sobie ich przyjaźń, w sumie od kiedy pamiętała opiekował się nią niczym brat.
- Moja opinia na twój temat? Jest najlepsza, i nic tego nie zmieni, nawet te kilka dziwnych faktów, które do mnie dotarły. - Cóż, w jej oczach zawsze malował się jako ktoś odpowiedzialny i nic nie mogło tego zmienić, zbyt wiele razy ratował jej dupę, żeby patrzyła na niego inaczej, zawsze mogła na niego liczyć.
- Jeszcze zmienisz zdanie, nie widzę w ogóle innej możliwości. - Jeśli chodzi o koty to potrafiła być naprawdę bardzo mocno upierdliwa i przekonywująca, wystarczyło trafić tylko na moment słabości i odpowiednio urobić rozmówcę. Nie zliczyła ile razy udało jej się w ten sposób osiągnąć sukces, jeszcze nadejdzie ta chwila kiedy i Ambroise się złamie, była tego pewna.
Nie wnikała nigdy specjalnie w jego sytuację osobistą, bo nie lubiła wtykać nosa w nieswoje sprawy, nie widywała jednak u jego boku nikogo od dawna, podczas samotnych wieczorów towarzystwo było mile widziane, taki koteczek mógł naprawdę uprzyjemnić smutne, zimowe wieczory. Miał też wiele innych zalet, które mogłaby mu zacząć wymieniać.
- Nie wyglądała dzisiaj na szczególnie rozsądną, więc kto wie, co siedzi jej w głowie. Nie zdziwiłoby mnie to jakoś szczególnie. - Trochę słabo było wypowiadać się w ten sposób na temat poczytalności swojej własnej ciotki, ale cóż innego miała robić? Kłamać, że jest inaczej? To byłoby zupełnie bezsensowne, zresztą rozmawiała z Ambroisem, przed nim nie musiała mieć tajemnic, wiedziała, że nie wyniesie tego poza tę kuchnię. Ufała mu.
Nie dało się zaprzeczyć, że ciotkę dzisiaj poniosło i to w ten nieodpowiedni sposób. Nie miała pojęcia skąd wzięła swojego asystenta, który okazał się być średnim specjalistą, ba nawet bardzo słabym, tylko utrudniał im pracę, zresztą, to co wydarzyło się na spotkaniu towarzystwa najlepiej byłoby zakopać pod ziemią. Przebiegało ono w dosyć kontrowersyjny sposób, co najgorsze przy osobach z zewnątrz. Miała nadzieję, że nie wpłynie to na ich przyszłe działania, bo na pewno by jej brakowało tych spotkań podczas których mogła się wymienić doświadczeniem na temat roślin.
Spróbowała po raz kolejny wrócić do tematu kotów, tyle, że Ambroise ponownie ją zbył. Cóż, trzeci raz na pewno będzie właściwy, bo do trzech razy sztuka, tylko musiała uderzyć w odpowiednim momencie, troche przeczekać i zaatakować znienacka, gdy nie będzie gotowy się bronić przed jej argumentami. Miała plan, bardzo sprytny, musiała tylko wprowadzić go w życie.
- Wydawało mi się, że te czasy powinny raczej ją wzbudzać, no wiesz, ostrożności nigdy za wiele, czy coś. - Jak widać jej założenia nie były słuszne. Nie ma się w sumie co dziwić, trudno, aby ci, którzy nie byli rozsądni nagle zaczęli się zmieniać.
- To całkiem miła propozycja, ale nocami wszyscy śpią, wtedy mam czas nadrabiać zaległości, jeśli to nie będzie dla Ciebie problemem, to jasne, podrzucaj kiedy tylko chcesz. - Wiedziała, że Ambroise spędzał sporo czasu w pracy, więc mogło mu nie być po drodze przyniesienie jej tych ksiąg, nie oczekiwała, że zrobi to od ręki, raczej w wolnej chwili, których chyba nie miał zbyt wiele. Jego propozycja była naprawdę miła, tyle, że jej również raczej ciężko było się wyrwać z cukierni, spędzała tu całe dnie, pilnowała tego, co działo się w Norze, nie miała zbyt wielu możliwości na to, aby zaszyć się gdzieś i przeglądać księgi. Niestety. Może kiedyś się to zmieni, ale własny biznes był okropnym pożeraczem wolnego czasu.
- Nie wyglądasz, jakby na tobie robił szczególne wrażenie. - No, jeśli chodzi o procenty, jakie w sobie zawierał. Zresztą Roise był od niej chyba ze dwa razy większy, właściwie nie powinno jej dziwić to, że zupełnie nie ruszał go ten alkohol. Wielkoludzi mieli łatwiej w życiu, dziwnym trafem otaczała się w większości takimi osobami. Gdy zaczynała z nimi pić... robiło się bardzo niebezpiecznie, szczególnie, że nie wiele było trzeba do tego, aby zakręciło jej się w głowie. Picie z nim jednym tempem było bardzo złym pomysłem, na szczęście uzmysłowiła sobie to na początku tej przeprawy, jeszcze mogła się uratować przed zagładą.
- No od dzisiaj, wiesz po tym wszystkim, należy Ci się coś od życia. - Nie mogła wymagać od niego tego, że jeszcze będzie wokół niej skakał w jej własnej kuchni. Tak nie przystoi przecież. To nie tak, że to się nie zdarzało, ale ten dzień był męczący i dla niego i dla niej, czuła, że właściwie by było, gdyby zrobiła wyjątek i potraktowała go dzisiaj jako gościa.
Westchnęła jedynie cicho, kiedy zaczął podrzucać jej te wszystkie nazwy drinków. Chyba przegrała tę walkę, nie zamierzała się sprzeczać, właściwie bardzo łatwo można było ją przekonać do zmiany zdania, nie potrzebowała wiele, tak jak teraz, wystarczyła myśl, że faktycznie całkiem przyjemnie byłoby zanurzyć swoje usta w czymś słodkim. - Nie mniej cukrznego! - Od razu zaoponowała. Cukier był zdecydowanie tym, czego potrzebowała, aby cieszyć się alkoholem. Wszystkie kolorowe, słodkie drinki były tymi jej ulubionymi. Jak przystało na typową Landrynkę. - Co zrobisz najszybciej? Ważne, żeby było słodkie, nic więcej nie trzeba mi do szczęścia. - Skoro już miał jej dogodzić, to chociaż mogła wybrać coś, co nie będzie od niego wymagało zbyt wiele pracy, to było chyba najlepsze rozwiązanie tej sytuacji.
- Wydaje mi się, że po wiadrze mogłabym zasnąć pod tym krzesłem, wystarczy kubełek do lodu, tak mi się wydaje, w ostateczności później sięgnę po bimber, podejrzewam, że jak wypiję drinka wielkości kubełak do lodu to będzie mi obojętne to, co będę w siebie wlewać później. - Zapewne zresztą wystarczy jej taka ilość, nie miała zbyt mocnej głowy, nie potrzeba było wiele, aby wprawić ją w wyśmienity i bardzo pijany humor.