18.12.2024, 01:49 ✶
Nie miał zamiaru się spóźnić, to było zbyt ważne, żeby się spóźniać. W poprzedniej pracy dosłownie na palcach jednak ręki zdarzyło mu się zaspać i to też dlatego, że ani zioła, ani eliksiry na sen nie działały odpowiednio mocno. Czasami tak bywa przez księżyc czy temperaturę, czy wilgotność, albo inną kolację, czy nadmiar emocji jaki gościł w jego życiu w lato. Jak dobrze, że jesień była już praktycznie obok. Nowa pora roku, nowy on, nowe wszystko, nowa praca i nowe mieszkanie. Naprawdę czuł się dobrze, porzucając kilka spraw za sobą i rozpoczynając kilka innych.
Ubrał się więc sensownie, nie wieczorowo, ale na pewno w sposób sprawdzony i uniwersalnie schludny. Nie zapomniał oczywiście zabrać ze sobą swojej różdżki, która jeszcze pachniała nowością po tym jak Samuel mu ją dał. Póki co jeszcze się poznawali, ale już udało im się kilka bardziej skomplikowanych czarów transmutacji, no i zrobili już parę naprawdę dobrych eliksirów. Kto wie, może to dlatego jego leki nie działały tak dobrze, jak kiedyś, bo stał się z wiekiem niekompatybilny z różdżką wybieraną za dzieciaka? Kiedyś był inny niż teraz.
Złapał mocniej pasek torby jaką miał przewieszoną przez ramię, spojrzał na drzwi swojego potencjalnego, nowego miejsca pracy, spojrzał na zegarek na nadgarstku. Był już czas, za dosłownie pół minutę. Idealnie. Z resztą jak to się mówi? Czarodziej nigdy się nie spóźnia? On przybywa akurat w porę jak potrzeba? Jakoś tak to szło. No więc położył dłoń na klamce i wszedł do środka z szerokim uśmiechem. Od razu oczy wylądowały mu na jednym z zajętych stolików gdzie był ON. Słyszał o nim trochę, widział go przez szybę, więc to nie tak, ze pomyli go z kimś przypadkowym z obsługi.
- Dzień dobry. Neil Enfer, ja na rozmowę o pracę. - przywitał się, przedstawił, licząc, że nie jest zbyt hop siup do przodu, jednak uśmiech i pogodność zdradzały ekscytację. Może przez to pracy nie dostanie? Nie pasuje do tego miejsca? Tu chodziło o grekę, stonowanie i klasykę. Tak czy inaczej miał siąść? Stać? Nie chciał tak się wpychać na miejsce, bo może jeszcze na kogoś czekają, albo gdzieś pójdą. Co ma robić!
Ubrał się więc sensownie, nie wieczorowo, ale na pewno w sposób sprawdzony i uniwersalnie schludny. Nie zapomniał oczywiście zabrać ze sobą swojej różdżki, która jeszcze pachniała nowością po tym jak Samuel mu ją dał. Póki co jeszcze się poznawali, ale już udało im się kilka bardziej skomplikowanych czarów transmutacji, no i zrobili już parę naprawdę dobrych eliksirów. Kto wie, może to dlatego jego leki nie działały tak dobrze, jak kiedyś, bo stał się z wiekiem niekompatybilny z różdżką wybieraną za dzieciaka? Kiedyś był inny niż teraz.
Złapał mocniej pasek torby jaką miał przewieszoną przez ramię, spojrzał na drzwi swojego potencjalnego, nowego miejsca pracy, spojrzał na zegarek na nadgarstku. Był już czas, za dosłownie pół minutę. Idealnie. Z resztą jak to się mówi? Czarodziej nigdy się nie spóźnia? On przybywa akurat w porę jak potrzeba? Jakoś tak to szło. No więc położył dłoń na klamce i wszedł do środka z szerokim uśmiechem. Od razu oczy wylądowały mu na jednym z zajętych stolików gdzie był ON. Słyszał o nim trochę, widział go przez szybę, więc to nie tak, ze pomyli go z kimś przypadkowym z obsługi.
- Dzień dobry. Neil Enfer, ja na rozmowę o pracę. - przywitał się, przedstawił, licząc, że nie jest zbyt hop siup do przodu, jednak uśmiech i pogodność zdradzały ekscytację. Może przez to pracy nie dostanie? Nie pasuje do tego miejsca? Tu chodziło o grekę, stonowanie i klasykę. Tak czy inaczej miał siąść? Stać? Nie chciał tak się wpychać na miejsce, bo może jeszcze na kogoś czekają, albo gdzieś pójdą. Co ma robić!