18.12.2024, 20:22 ✶
– Kocham, kiedy nazywasz mnie señorita. – wymruczała w odpowiedzi, chłonąc bliskość męża. – Ha, racja! Też bardzo się z tego cieszę. – zdecydowanie zasłużyli na odpoczynek po tych czternastu latach biegania pierwszego września na peron. Chociaż gorsze od odprowadzania na pociąg były chyba tylko szkolne zakupy; zwłaszcza kiedy jedno dziecko jest przebodźcowane od ilości ludzi i aur, a drugie nagle zupełnie zmienia wygląd. Jolene czuła się zmęczona na samo wspomnienie, ale teraz na szczęście nie musiała się już martwić takimi rzeczami.
Kiedy Julian ja pocałował, zostawiła na chwilę śniadanie, by odwrócić się w jego stronę oraz go przytulić. Przez te trzydzieści lat stanowił dla niej ogromne wsparcie i gdyby nie jego miłość, pewnie nie byłaby teraz tą samą osobą. Miała niesamowite szczęście, że trafiła na takiego mężczyznę, który potrafił uczynić nawet najbardziej prozaiczne czynności romantycznymi.
Kiedy już skończyli miziać się jak nastolatki, wróciła do nalewania sobie kawy (oczywiście, bez mleka). Popijając poranną dawkę kofeiny, spojrzała na kręcące się po kuchni córki.
– Nie mam pojęcia, ale przynajmniej są chętne do pomocy. – rzuciła mężowi. Z jednej strony, Jo dalej widziała Alice i Hestię jako małe dziewczynki, o które trzeba było się troszczyć. A z drugiej nie chciała, żeby jej córki wyrosły na rozpuszczone pannice, za które wszystko zrobi skrzat domowy. W wychowaniu dzieci ciężko było znaleźć odpowiedni balans, jednak jej i Julianowi chyba się to udało, skoro dziewczyny same rwały się do pracy.
– Możesz przygotować sztućce, Hesiu. – poinstruowała młodszą córkę i mimowolnie uśmiechnęła się na pochwałę starszej. – Nie przeczę, nie przeczę. – już miała odpowiedzieć na pytania Alice, ale wtedy młoda wyjechała z tekstem o niejedzeniu mięsa i Jolene prychnęła tak, że prawie zakrztusiła się kawą. – No właśnie słońce, może spróbowałbyś nowej diety. Najwyższy czas zacząć o siebie dbać. – posłała mężczyźnie znaczące spojrzenie. Nie, żeby Julian był w złej formie, ale jeśli będzie dalej zajadał się cholesterolem, to może szybko wykitować. A Jo wolałaby raczej, żeby wspólnie mogli cieszyć się emeryturą. Zresztą, wegetariańska dieta starszej córki otworzyła jej oczy na zamienniki mięsa, z których sama coraz częściej korzystała podczas gotowania.
Kiedy Julian ja pocałował, zostawiła na chwilę śniadanie, by odwrócić się w jego stronę oraz go przytulić. Przez te trzydzieści lat stanowił dla niej ogromne wsparcie i gdyby nie jego miłość, pewnie nie byłaby teraz tą samą osobą. Miała niesamowite szczęście, że trafiła na takiego mężczyznę, który potrafił uczynić nawet najbardziej prozaiczne czynności romantycznymi.
Kiedy już skończyli miziać się jak nastolatki, wróciła do nalewania sobie kawy (oczywiście, bez mleka). Popijając poranną dawkę kofeiny, spojrzała na kręcące się po kuchni córki.
– Nie mam pojęcia, ale przynajmniej są chętne do pomocy. – rzuciła mężowi. Z jednej strony, Jo dalej widziała Alice i Hestię jako małe dziewczynki, o które trzeba było się troszczyć. A z drugiej nie chciała, żeby jej córki wyrosły na rozpuszczone pannice, za które wszystko zrobi skrzat domowy. W wychowaniu dzieci ciężko było znaleźć odpowiedni balans, jednak jej i Julianowi chyba się to udało, skoro dziewczyny same rwały się do pracy.
– Możesz przygotować sztućce, Hesiu. – poinstruowała młodszą córkę i mimowolnie uśmiechnęła się na pochwałę starszej. – Nie przeczę, nie przeczę. – już miała odpowiedzieć na pytania Alice, ale wtedy młoda wyjechała z tekstem o niejedzeniu mięsa i Jolene prychnęła tak, że prawie zakrztusiła się kawą. – No właśnie słońce, może spróbowałbyś nowej diety. Najwyższy czas zacząć o siebie dbać. – posłała mężczyźnie znaczące spojrzenie. Nie, żeby Julian był w złej formie, ale jeśli będzie dalej zajadał się cholesterolem, to może szybko wykitować. A Jo wolałaby raczej, żeby wspólnie mogli cieszyć się emeryturą. Zresztą, wegetariańska dieta starszej córki otworzyła jej oczy na zamienniki mięsa, z których sama coraz częściej korzystała podczas gotowania.