18.12.2024, 21:13 ✶
Maltretowanie Thomasa widać wychodziło mu na dobre, odzyskiwał chłop kolory, co prawda nie były to dokończ zdrowe kolory, bo krwistoczerwone od szczotki. Ale zdecydowanie mu to pomagało, odwrócić uwagę od tego bólu, który roznosił się po jego wnętrzu wciąż falami, jakby jakiś mały goblin siedział tam i kłuł go tępym sztyletem. Gdyby to było jednak takie proste dowiedzieć się z jakiego powodu cały czas czuje niepokój i ból - a jednak dawał radę to nieco przytłumić to co działo się w jego wnętrzu za pomocą Millie i jej jakże delikatnego obchodzenia się z jego ciałem.
- Kusząca propozycja, ale takiej formie chyba jednak będę zmuszony podziękować - odpowiedział obserwując nieco z zaniepokojeniem, jak teraz maltretuje jego nogi. Bo co jak to nie była pusta groźba rzucona w eter, aby się zamknął? Cóż pewnie by coś jeszcze dodał, ale zaniósł się kaszlem, jakby płuca chciały mu nagle wyskoczyć z piersi i zacząć żyć własnym życiem.
Ledwo się uspokoił, a już znów go przyprawiła o kaszel, tym razem nieco krótszy po wyobrażeniu sobie, że Moody śmiga na komandosa, potrząsnął głową. Na szczęście nie musiał martwić się, ze krew mu spłynie nie tam gdzie trzeba, bo dość dobitnie dbała o to, żeby ta spływała do kolejnych podrażnionych szczotką miejsc. - Padłem ofiarą generalizowania, że wszyscy noszą - odpowiedział zgodnie z prawdą, a gdyby nie fakt że obecnie znajdował się w takiej a nie innej sytuacji i właśnie "groziła" mu, że drucianą szczotką do wyrucha to jeszcze by wydobył z siebie swojego wewnętrznego mistrza dowcipu i komedii i zapytał czy nie nosi bo dzięki temu lepiej się trzyma na miotle. Ale na szczęście dla Mildred Thomas nie był dzisiaj w formie na żarty, a może i na szczęście dla niego.
- Obie te rzeczy brzmią strasznie drętwo i pozersko. Ja bym... - urwał patrząc prze zmrużony oczy na kobietę. Już nie syczał, choć szczotka cały czas go raniła to po prostu akceptował taki stan rzeczy. - Pfff, nie zdradzę ci takich sekretów teraz, odebrałbym ci przyjemność w przyszłości - powiedział z delikatnym uśmiechem, który zbladł, bo przed oczami mignęła mu sytuacji z jaskini wywołany charakterystycznym zapachem popiołu, którzy przebił się ponad lawendę i szałwię. Naprawdę ma czas? Czy nie powinien korzystać z każdej możliwej okazji, a nie odkładać na później tych ważnych spraw. Jedno jednak było na pewno pewne, to że Thomas posługiwałby się wtedy naprawdę najbardziej karykaturalnymi tekstami w historii - jej trzecie oko jej w tym aspekcie nie zawodziło.
It is what it is - widzisz możesz się poddać bez próbowania
Zignorował głos w swojej głowie, który nagle się przebudził z letargu. Nie zamierzał teraz już poruszać tego tematu, czczym gadaniem nie przekona jej do niczego, choćby był najlepszy krasomówca w całym świcie, a Thomas nim nie był dlatego wiedział, że nie ma szans.
Zerknął na nią tym samym zagubionym wzrokiem co wcześniej nadal krążącą między poczuciem winy każącym mu się utopić w tej balii z wodą, a przekonaniem, że faktycznie zrobił słusznie i skrzywdził demona, a nie żyjącą istotę. Pozbieranie się zajmowało mu wyjątkowo długo i sam już nie wiedział czemu, czuł irytację na to jak długo dochodził do siebie po tych wydarzeniach. Jeszcze nie zdając sobie sprawy, że nie jest świadom największych ran jakich doznał tam pod ziemią, że wypluto go o wiele bardziej pokiereszowanego niż wyglądał po pucowaniu przez Millie.
- Tak, chcę - powiedział bez cienia zawstydzenia czy zahamowania, przecież chodziło mu tylko o spanie, czucie czyjeś bliskości, nic więcej, a raczej aż tyle. Zdawał sobie sprawę, że wbrew pozorom prosi o wiele i wcale nie dziwiłby się, gdyby kazała mu się wycierać i spierdalać w podskokach. - Skoro i tak nie nosisz majtek to czemu miałoby mnie to przerazić, myślisz, że kto robi moje pranie? - dodał jeszcze, bo ciepła kąpiel i szorowanie go jak zakrwawionego parkietu wydobyło z niego coś więcej niż tylko zasmęconego czarodzieja i pozwoliło mu wrócić do bycia nieco bardziej pyskatym.
- Kusząca propozycja, ale takiej formie chyba jednak będę zmuszony podziękować - odpowiedział obserwując nieco z zaniepokojeniem, jak teraz maltretuje jego nogi. Bo co jak to nie była pusta groźba rzucona w eter, aby się zamknął? Cóż pewnie by coś jeszcze dodał, ale zaniósł się kaszlem, jakby płuca chciały mu nagle wyskoczyć z piersi i zacząć żyć własnym życiem.
Ledwo się uspokoił, a już znów go przyprawiła o kaszel, tym razem nieco krótszy po wyobrażeniu sobie, że Moody śmiga na komandosa, potrząsnął głową. Na szczęście nie musiał martwić się, ze krew mu spłynie nie tam gdzie trzeba, bo dość dobitnie dbała o to, żeby ta spływała do kolejnych podrażnionych szczotką miejsc. - Padłem ofiarą generalizowania, że wszyscy noszą - odpowiedział zgodnie z prawdą, a gdyby nie fakt że obecnie znajdował się w takiej a nie innej sytuacji i właśnie "groziła" mu, że drucianą szczotką do wyrucha to jeszcze by wydobył z siebie swojego wewnętrznego mistrza dowcipu i komedii i zapytał czy nie nosi bo dzięki temu lepiej się trzyma na miotle. Ale na szczęście dla Mildred Thomas nie był dzisiaj w formie na żarty, a może i na szczęście dla niego.
- Obie te rzeczy brzmią strasznie drętwo i pozersko. Ja bym... - urwał patrząc prze zmrużony oczy na kobietę. Już nie syczał, choć szczotka cały czas go raniła to po prostu akceptował taki stan rzeczy. - Pfff, nie zdradzę ci takich sekretów teraz, odebrałbym ci przyjemność w przyszłości - powiedział z delikatnym uśmiechem, który zbladł, bo przed oczami mignęła mu sytuacji z jaskini wywołany charakterystycznym zapachem popiołu, którzy przebił się ponad lawendę i szałwię. Naprawdę ma czas? Czy nie powinien korzystać z każdej możliwej okazji, a nie odkładać na później tych ważnych spraw. Jedno jednak było na pewno pewne, to że Thomas posługiwałby się wtedy naprawdę najbardziej karykaturalnymi tekstami w historii - jej trzecie oko jej w tym aspekcie nie zawodziło.
It is what it is - widzisz możesz się poddać bez próbowania
Zignorował głos w swojej głowie, który nagle się przebudził z letargu. Nie zamierzał teraz już poruszać tego tematu, czczym gadaniem nie przekona jej do niczego, choćby był najlepszy krasomówca w całym świcie, a Thomas nim nie był dlatego wiedział, że nie ma szans.
Zerknął na nią tym samym zagubionym wzrokiem co wcześniej nadal krążącą między poczuciem winy każącym mu się utopić w tej balii z wodą, a przekonaniem, że faktycznie zrobił słusznie i skrzywdził demona, a nie żyjącą istotę. Pozbieranie się zajmowało mu wyjątkowo długo i sam już nie wiedział czemu, czuł irytację na to jak długo dochodził do siebie po tych wydarzeniach. Jeszcze nie zdając sobie sprawy, że nie jest świadom największych ran jakich doznał tam pod ziemią, że wypluto go o wiele bardziej pokiereszowanego niż wyglądał po pucowaniu przez Millie.
- Tak, chcę - powiedział bez cienia zawstydzenia czy zahamowania, przecież chodziło mu tylko o spanie, czucie czyjeś bliskości, nic więcej, a raczej aż tyle. Zdawał sobie sprawę, że wbrew pozorom prosi o wiele i wcale nie dziwiłby się, gdyby kazała mu się wycierać i spierdalać w podskokach. - Skoro i tak nie nosisz majtek to czemu miałoby mnie to przerazić, myślisz, że kto robi moje pranie? - dodał jeszcze, bo ciepła kąpiel i szorowanie go jak zakrwawionego parkietu wydobyło z niego coś więcej niż tylko zasmęconego czarodzieja i pozwoliło mu wrócić do bycia nieco bardziej pyskatym.