- Ja? Podpuszczam Cię? Jakbym śmiała... - Odparła nieco teatralnie. Cóż, oczywiście, że go podpuszczała, nie byłaby sobą, gdyby tego nie robiła. Zresztą to też się chyba nie zmieniło, mieli w zwyczaju droczyć się ze sobą i czasem nieco za bardzo przeciągać strunę, taki już był ich urok, czyż nie? - Podoba mi się ta obietnica. - Nie, żeby mu nie ufała, ale słowo obietnica, którego teraz użyła niosło ze sobą zdecydowanie więcej zapewnień, właśnie dlatego z niego skorzystała, bo teraz nie miał już odwrotu, skoro ona uznała to za obietnicę, to musiał dotrzymać słowa, znaczy oficjalnie nic nie musiał, ale, no powinien się tego trzymać. Rozczarowałaby się ogromnie, gdyby to były tylko słowa rzucane na wiatr, na szczęście wiedziała, że akurat Ambroise nie był osobą, która to robiła.
Długo czekali na to, aż nie będą musieli ukrywać przed sobą swoich zamiarów, wreszcie czuła ulgę, spokój, świadomość, że to, czego pragnęła się spełniło. Zmiana była konieczna, nie wychodziło jej od jakiegoś czasu trzymanie się od niego z daleka, wprowadzała dziwny dystans, który powodował zamgloną atmosferę. Zdawała sobie z tego sprawę, także cieszyła się, że w końcu wszystko wróciło do normy, a nawet stało się jeszcze lepszym niż kiedykolwiek.
- To wszystko, co wtedy padło było prawdą, ostrzegałam Cię przecież. - Najwyraźniej nie na tyle, żeby nie wpadł w jej sidła, w sumie to ona też wpadła w te jego, ale mniejsza o to. Miał świadomość na co się pisze, nieprawdaż? Nic przed nim nie ukrywała. - Teraz jednak jest trochę za późno na zmianę zdania, wiesz, będziesz miał szansę przekonać się na własnej skórze jak działa ta najstraszniejsza wampirzyca z całego towarzystwa. - Nie dzieliła się z nim jakimiś długoterminowymi planami, bo jeszcze nie zaczęła odbiegać myślami, aż tak daleko. Liczyło się tylko, że wiedziała, że będą nadal razem, nic więcej. Nie musiała nic ustalać, nie kiedy już wiedzieli o tym, co do siebie czują. Zresztą ustalanie czegokolwiek nigdy nie było jej mocną stroną, zazwyczaj stawiała na spontaniczność, to jednak musiało się chociaż trochę zmienić. Pewnie odnajdą swoją rutynę, tylko potrzebowali nieco czasu, musieli jakoś odnaleźć się w tej zupełnie nowej sytuacji.
Może zaczęli się dosyć szybko zatracać w tej bliskości, której tak bardzo pragnęli, ale to nie było niczym dziwnym. Krążyli wokół siebie przecież od wielu miesięcy, czekali na odpowiedni moment, to nie była tylko głupia zachcianka, chwilowa przyjemność, którą postanowili sobie zafundować. Była pewna tego, że chce czegoś więcej, z nim. Nigdy nie pomyślałaby nawet, że kiedyś będzie miała takie marzenia, raczej przywykła do tego, iż była wolnym ptakiem, który miał problem z tym, aby zagrzać przy kimś miejsce, co mogło rozczarować wiele osób. Tyle, że pojawił się on, może potrzebowała właściwej osoby u swojego boku, aby zmienić całkowicie swoje zdanie na temat stabilnych relacji. W tym wypadku nie widziała innej opcji, chciała tego, jak niczego innego, a co najważniejsze wreszcie dostała taką możliwość. Mieli się na wyłączność, należeli do siebie, będą w końcu mogli budzić się i zasypiać u swojego boku, w jednym łóżku, ciało przy ciele.
- Dobrze to słyszeć, znaczy nie to, że godziny spędzone na kanapie były męczące, tylko to, że to zadziałało. - Chociaż trochę, może nie do końca tak, jak chciała, bo jednak nadal się wtedy od siebie nieco dystansowali, ale nadszedł ten moment, kiedy wreszcie przestali to robić. Nie chciała się skupiać na tym co było, to już nie miało żadnego znaczenia, liczyło się tylko to, co było przed nimi, a wierzyła w to, że będzie to naprawdę wiele wspaniałych chwil, miesięcy, lat. Tak, potrafiła go zacząć sobie wyobrażać przy sobie przez lata, nigdy jej się jeszcze nie przytrafiło coś takiego. Może faktycznie to było poniekąd planowanie? Pewnie miał rację.
- Cóż, nie da się ukryć, że nie jesteśmy szczególnie przewidywalni. - Tak, różnili się nieco od większości czystokrwistych czarodziejów, których znała. Nie wydawało jej się, aby było w tym coś złego, wręcz przeciwnie, uważała, że jest to ich zaletą. Byli specyficzni, ona i on, ale pasowali do siebie, to było najważniejsze, mogli sobie razem odstawać od ogólnoprzyjętych norm.
- Skoro jest to jasne i dla ciebie i dla mnie, to chyba mamy jedną, wielką jasność. - Dotyk jego dłoni był przyjemny, starała się na nim nie skupiać, musiała przywyknąć do tego, że już to mieli, że to nie jest nic nienaturalnego, że wreszcie mogli sięgać po podobne gesty, gdy tylko mieli na to ochotę.
Wyjątkowo istotne było dla niej to, aby mieć pewność, że oczekują dokładnie tego samego pod tym względem. Nie chciała się nim z nikim dzielić, nie spodziewała się tego, że może jej na kimś tak bardzo zależeć, że wyłączność stanie się dla niej jedną z najważniejszych rzeczy, ale tak było. Chciała tylko jego, nikogo innego, zawsze u swojego boku. Zależało jej na tym, aby inni zdawali sobie sprawę z tego, że to nie jest chwilowe, żeby potraktowali ich relację poważnie, bo to miała być zupełnie nowa stała w jej życiu. Stabilność, kto by się spodziewał, że będzie jej na tym zależeć, na pewno nie ona sama.
- Możesz, ale miej świadomość, że już teraz nigdy się ode mnie nie uwolnisz. - Wbiła swój wzrok w jego zielone oczy, cóż, musiał wiedzieć na co się pisze. Bardzo dobrze się znali, miał świadomość z kimś miał doczynienia i nadal tego pragnął, to musiało być coś więcej niż chwilowe zauroczenie.
To było głupie, ale ją uszczęśliwiło, raczej nigdy nie oczekiwała takich jawnych deklaracji, ale w tej chwili naprawdę to było dla niej istotne, no i mieli to za sobą, więc mogła już być pewna tego, że wszystko klarowało się dokłądnie w ten sposób, w jaki chciała, chcieli, bo przecież razem o tym zadecydowali. Okazało się, że byli w tym wyjątkowo zgodni.
- Wiedziałam, że to ci się spodoba. - Tak, na pewno nie mógł się doczekać spotkań z ludźmi z którymi współpracowała. Ich otoczenia bardzo mocno się od siebie różniły, i nie do końca za sobą przepadały. Nie wątpiła, że to mogłoby być wyjątkowe doświadczenie, chociaż może lepiej byłoby je odpuścić...
- Wydaje mi się, że to sytuacja w której oboje wygrywamy? - Tak, zdecydowanie ta opcja podobała jej się najbardziej. Nie będą się musieli męczyć obecnością w miejscach, w których nieszczególnie chcieli przebywać. Jasne, na pewno zdarzą się jakieś wyjątki, nie miała z tym większego problemu, ale chyba najlepsza była ta opcja, którą zaproponował Ambroise.
Odsunęli się znowu od siebie, co właściwie było bardzo dobrym pomysłem, bo przecież uzgodnili już, że czas ich naglił. Yaxleyówna sięgneła po plecak, który znajdował się rzucony gdzieś przy łożku i zaczęła wrzucać do niego kilka ubrań, nieszczególnie przywiązywała wagę do tego, że robi to dosyć chaotycznie.
- Coś, brzmi naprawdę nieźle. - Tak, coś mogło być wszystkim i niczym, niezbyt wiele jej powiedziało, ale skoro Ambroise wspomniał o tym czymś to nie mogłoby to być nic nie wartego uwagi. Cóż, pewnie jak dotrą na miejsce dowie się nieco więcej na ten temat. Zdawała sobie sprawę, że nie jest szczególnie biegły jeśli chodzi o magiczne stworzenia, ale nieszczególnie jej to przeszkadzało, przynajmniej w tej dziedzinie mogła przy nim błyszczeć. Każde z nich miało swoją niszę, świetnie się uzupełniali.
- Morzonogi? Sugerujesz, że odkryjemy jakieś nowe gromady zwierząt? To faktycznie może być nielada wyczyn. - Nie, żeby to ją teraz jakoś szczególnie interesowało. Jasne, fajnie było zobaczyć coś interesującego przy okazji takiego wypadu, ale nie do końca tym chciała się zajmować.
Tak długo czekała, aż to co się między nimi działo nabierze właściwy tor, że zamierzała się skupić przede wszystkim na swoim chłopaku, a nie morskich stworzeniach. To będzie mogła zrobić kiedy indziej.
- Wydaje mi się, że będę w stanie przeżyć taką stratę. - Mruknęła jeszcze cicho, kiedy poczuła jego oddech na swoich włosach. W końcu to były tylko spodnie, miała wiele podbnych, bo zawartość jej szafy nie była jakoś mocno zróżnicowana, Yaxleyówna nie należała do osób, które jakoś bardzo się stroiły, ceniła sobie wygodę, a te spodnie były niemalże niczym druga skóra, dlatego właśnie je wybierała. Łączyło się to oczywiście
z pewnymi niedogodnościami, które aktualnie mogły się okazać bardzo widoczne.
- Z tym gorsetem, którego w końcu ze mnie nie zdarłeś? - Wiedziała, że wtedy było bardzo blisko tego, aby to zrobił, jakoś się przed tym powstrzymał, a szkoda, bo wizualizowała już sobie nawet jego palce na swoich plecach... Teraz już nie musiała tego robić, bo przecież to nie było tylko sennym marzeniem. Mógł zrywać z niej ubrania, gdy tylko miał na to ochotę, i nie miała nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie, wydawało jej się to być bardzo na miejscu.