19.12.2024, 13:14 ✶
Wysłuchała z uwagą historii o poszukiwaniach zagubionego chłopca, wpadaniu w błoto i wdrapywaniu się na drzewa. Początkowo nie pokazywała po sobie żadnych emocji, zastanawiając się, jak ma zareagować na coś takiego.
– W takim razie jestem dumna, że wam się udało, bo to z pewnością wymagało odwagi, ale... – ...ale powinnyście były bardziej uważać. Bo Jo odniosła wrażenie, że pomimo godnej pochwały postawy obywatelskiej, ta akcja nie była zbyt przemyślana. Może oczekiwała zbyt wiele od dwóch nastolatek, ale zarówno ojciec Alice jak i połowa rodziny Brenny pracowali przecież w służbach, a z tym powinna się chyba wiązać jakaś świadomość, kiedy poprosić o pomoc dorosłych. Z drugiej strony, jedna z dziewczyn miała w sobie geny Juliana a druga Longbottomów, więc pchanie się w kłopoty było dla nich wręcz naturalne. Jolene westchnęła głęboko. – Następnym razem bądźcie bardziej uważne i jeśli sytuacja stanie się niebezpieczna, poproście o pomoc dorosłych. Wam też przecież coś mogło się stać. – mówiąc to, obrzuciła je obie lekko karcącym spojrzeniem. Nawet jeśli ich miny i aury świadczyły o tym, że nie miały złych intencji, to naprawdę powinny w końcu zacząć używać swoich szarych komórek.
Jo nie miała jednak czasu, żeby się gniewać, bo musiała ogarnąć te dwa błotniste stwory, zanim się przeziębią. Kiedy już wróciła z ręcznikami, zmarszczyła brwi na słowa Alice.
– Hm, racja... – nie mogła przecież magicznie obmyć ich tutaj, na widoku, bo jeszcze zobaczyliby je mugolscy sąsiedzi. – Dobra, wchodźcie do środka, później się posprząta. Pożyczyłabyś Brennie jakieś swoje ubrania? Mogłabym w tym czasie je wyprać. – zwróciła się do córki, podając dziewczynom ręczniki.
– W takim razie jestem dumna, że wam się udało, bo to z pewnością wymagało odwagi, ale... – ...ale powinnyście były bardziej uważać. Bo Jo odniosła wrażenie, że pomimo godnej pochwały postawy obywatelskiej, ta akcja nie była zbyt przemyślana. Może oczekiwała zbyt wiele od dwóch nastolatek, ale zarówno ojciec Alice jak i połowa rodziny Brenny pracowali przecież w służbach, a z tym powinna się chyba wiązać jakaś świadomość, kiedy poprosić o pomoc dorosłych. Z drugiej strony, jedna z dziewczyn miała w sobie geny Juliana a druga Longbottomów, więc pchanie się w kłopoty było dla nich wręcz naturalne. Jolene westchnęła głęboko. – Następnym razem bądźcie bardziej uważne i jeśli sytuacja stanie się niebezpieczna, poproście o pomoc dorosłych. Wam też przecież coś mogło się stać. – mówiąc to, obrzuciła je obie lekko karcącym spojrzeniem. Nawet jeśli ich miny i aury świadczyły o tym, że nie miały złych intencji, to naprawdę powinny w końcu zacząć używać swoich szarych komórek.
Jo nie miała jednak czasu, żeby się gniewać, bo musiała ogarnąć te dwa błotniste stwory, zanim się przeziębią. Kiedy już wróciła z ręcznikami, zmarszczyła brwi na słowa Alice.
– Hm, racja... – nie mogła przecież magicznie obmyć ich tutaj, na widoku, bo jeszcze zobaczyliby je mugolscy sąsiedzi. – Dobra, wchodźcie do środka, później się posprząta. Pożyczyłabyś Brennie jakieś swoje ubrania? Mogłabym w tym czasie je wyprać. – zwróciła się do córki, podając dziewczynom ręczniki.