19.12.2024, 15:09 ✶
Ciekawość. Siedzącej obok Laurenta osobie nie umykało żadne słowo, chociaż była jeszcze trochę zaspana i ciężko było nazwać teraz Crowa kimś w humorze... Rozchyliła lekko usta, wlepiła w niego spojrzenie ciepłych oczu i znów wykonała ten sam gest owinięcia rąk wokół jego szyi. Osoba w ciele tego samego człowieka, którego znał już tyle lat i zapewne nie posądziłby o tego typu zachowania, gdyby nie zobaczył ich na własne oczy. Ale były tutaj. Były i krzyczały coś, kiedy sam Crow wybierał milczenie.
Ktoś mógłby pomyśleć, że Laurent odkrywał teraz prawdę o jego naturze, ale przecież nie do końca tak było - to jedynie jej część. Istniało wiele prawd o Crowie i te prawdy były płynne - pojawiały się znikąd, przemijały i znikały, czasami przeplatały się wzajemnie tak jak teraz, kiedy trzymał go pewną ręką, a jednocześnie oddawał się dotykowi na swoim karku, przekręcając głowę w kierunku jego ramienia.
- Spałeś z nią. - To nie było pytanie, lecz stwierdzenie faktu. Bo on już sobie postanowił w głowie, że jeżeli ta cielesność została tutaj wyciągnięta, to nie bez powodu. Nikogo by to nie dziwiło zresztą, widział ją w gazecie i wiedział, jak wygląda, jeżeli miałeś rozładować napięcie w ten sposób to do diabła, czemu nie z kimś takim. Ale też nie do końca o to chodziło. - Laurent, jeszcze raz - zabrał rękę z jego twarzy i położył ją na jego udzie. - Znaliśmy się kiedy spałeś z moją dziewczyną. - I znali się też później, kiedy nie potrafił powiedzieć dość ani nie i namawiał go do dania mu dupy, chociaż był w związku z kimś innym. Takich rzeczy nie wygumkuje się z człowieka z dnia na dzień. - To nie jest tak, że całkowicie mnie to wali, ale... - Zacisnął zęby wydychając powietrze. Bo chodziło tu o tak cholernie dużo. Nie tylko o ich relację, ale o całą jego egzystencję. O codzienne wstawanie. O udawanie, że cieszył się z faktu urodzenia się na tym świecie, że się czasami nie patrzył na własne noże i nie przypominał sobie, jak miękkim było również jego ciało. - Chodzi o... wybieranie. - Mnie. - O to, że pójdziesz gdzieś i nie zostawisz w moim aucie tych rękawiczek, po które się zawsze wraca. - Albo że kiedyś po prostu z niego wyjdzie i odejdzie obrażony, zamiast oprzeć się niekomfortowo o szybę drzwi i spróbować to przeczekać. - Sam mi kiedyś chlapnąłeś, że nie spodziewałeś się, że wrócę. O gesty kierowane do innych, ale nigdy kurwa do mnie. - O to, że zapewne istnieją jakieś zakamarki serca, do których Laurent nie wpuściłby jego, ale Victorię już tak.
Uśmiechnął się durnie, w ten swój kokieteryjny sposób, przysuwając się do tego tak blisko i tak ciasno, jak tylko pozwalała na to pozycja, w jakiej się znajdowali. Powoli przesunął dłonią od jego uda do biodra, następnie objął go w pasie i może usta i dłonie miał wciąż chłodne, to oddech sięgający teraz ucha Laurenta był gorący.
- Może nie zauważyłeś, ale straszna ze mnie przylepa - powiedział cichutko, wyraźnie tym rozbawiony. - Czytałeś mi wczoraj te swoje ulubione bajeczki o księżniczkach w wieży, rycerzach, smokach i długich warkoczykach. - Przesunął dłonią wzdłuż jego boku. - Nadal czekasz na swojego księcia z bajki?
Ktoś mógłby pomyśleć, że Laurent odkrywał teraz prawdę o jego naturze, ale przecież nie do końca tak było - to jedynie jej część. Istniało wiele prawd o Crowie i te prawdy były płynne - pojawiały się znikąd, przemijały i znikały, czasami przeplatały się wzajemnie tak jak teraz, kiedy trzymał go pewną ręką, a jednocześnie oddawał się dotykowi na swoim karku, przekręcając głowę w kierunku jego ramienia.
- Spałeś z nią. - To nie było pytanie, lecz stwierdzenie faktu. Bo on już sobie postanowił w głowie, że jeżeli ta cielesność została tutaj wyciągnięta, to nie bez powodu. Nikogo by to nie dziwiło zresztą, widział ją w gazecie i wiedział, jak wygląda, jeżeli miałeś rozładować napięcie w ten sposób to do diabła, czemu nie z kimś takim. Ale też nie do końca o to chodziło. - Laurent, jeszcze raz - zabrał rękę z jego twarzy i położył ją na jego udzie. - Znaliśmy się kiedy spałeś z moją dziewczyną. - I znali się też później, kiedy nie potrafił powiedzieć dość ani nie i namawiał go do dania mu dupy, chociaż był w związku z kimś innym. Takich rzeczy nie wygumkuje się z człowieka z dnia na dzień. - To nie jest tak, że całkowicie mnie to wali, ale... - Zacisnął zęby wydychając powietrze. Bo chodziło tu o tak cholernie dużo. Nie tylko o ich relację, ale o całą jego egzystencję. O codzienne wstawanie. O udawanie, że cieszył się z faktu urodzenia się na tym świecie, że się czasami nie patrzył na własne noże i nie przypominał sobie, jak miękkim było również jego ciało. - Chodzi o... wybieranie. - Mnie. - O to, że pójdziesz gdzieś i nie zostawisz w moim aucie tych rękawiczek, po które się zawsze wraca. - Albo że kiedyś po prostu z niego wyjdzie i odejdzie obrażony, zamiast oprzeć się niekomfortowo o szybę drzwi i spróbować to przeczekać. - Sam mi kiedyś chlapnąłeś, że nie spodziewałeś się, że wrócę. O gesty kierowane do innych, ale nigdy kurwa do mnie. - O to, że zapewne istnieją jakieś zakamarki serca, do których Laurent nie wpuściłby jego, ale Victorię już tak.
Uśmiechnął się durnie, w ten swój kokieteryjny sposób, przysuwając się do tego tak blisko i tak ciasno, jak tylko pozwalała na to pozycja, w jakiej się znajdowali. Powoli przesunął dłonią od jego uda do biodra, następnie objął go w pasie i może usta i dłonie miał wciąż chłodne, to oddech sięgający teraz ucha Laurenta był gorący.
- Może nie zauważyłeś, ale straszna ze mnie przylepa - powiedział cichutko, wyraźnie tym rozbawiony. - Czytałeś mi wczoraj te swoje ulubione bajeczki o księżniczkach w wieży, rycerzach, smokach i długich warkoczykach. - Przesunął dłonią wzdłuż jego boku. - Nadal czekasz na swojego księcia z bajki?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.