Wiele rzeczy robili pod wpływem chwili. W zależności od tego, czego potrzebowali to po to sięgali. Tak już chyba mieli? Rzadko kiedy zastanawiali się nad swoim postępowaniem, to ich łączyło. Tak było rano, kiedy zbliżyli się do siebie, jakby mijający czas niczego nie zmienił, jakby wcale nie przestali dla siebie istnieć. Właściwie czy kiedykolwiek faktycznie przestało im na sobie zależeć? Nadarzyła się okazja, potrzebowali tego, skorzystali ze swojej obecności, zachowali się tak, jakby nic się nie zmieniło. To miejsce miało szczególną aurę, która tylko to potęgowała. Był to przecież ich dom, bezpieczne miejsce, w którym nie musieli ukrywać niczego.
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, co stało się później. Ponownie zaczęli się ranić, też pod wpływem emocji, bezsilności? Sama nie wiedziała czego. Była pewna jedynie tego, że żałowała tych wszystkich słów, które wypowiedziała, bo były kłamstwem, bo chciała odwdzięczyć się czymś, co faktycznie mogłoby go poruszyć, bo pod wpływem desperacji i bezsilności postanowiła sięgnąć po coś, czego nigdy by nie zrobiła. Nie była z tego dumna, tak właściwie to miała problem z zaakceptowaniem tej nowej rzeczywistości, którą próbowali sobie ułożyć. Sojusznicy, to było nic nie warte. Mieli ponownie odsunąć się od siebie, tym razem chyba na dobre. Przy czym z lekkością szło im mówienie o tym, co mogliby zrobić, aby świat stał się lepszym miejscem. Gdyby znowu się na siebie otworzyli ich współpraca mogłaby przynieść wiele dobrego, przecież potrafili radzić sobie z każdym problemem, przynajmniej kiedyś, może faktycznie udałoby im się znaleźć sposób na to, aby pozbyć się widm. Kto jeśli nie oni razem byliby w stanie je pokonać? Tyle, że przecież teraz nie było żadnych ich, to też sobie wyjaśnili.
Nie wierzyła w to, że byłaby z nim w stanie współpracować trzymając się na dystans, a przecież próbował znowu się od niej odsunąć, mówił jej, że nie może się do niej zbliżyć, że coś mu na to nie pozwala. Dalej nie wiedziała, dlaczego chce się od niej trzymać z daleka, ale czuła, że dalsze drążenie tematu nie jest właściwe, nie chciał o tym mówić, może brakowało mu zaufania? Nie miała pojęcia, ale dotarło do niej to, że faktycznie tego nie chciał, że wolał ją porzucić, niżeli dzielić się z nią swoimi problemami. Musiała to zaakceptować, musiała go wypuścić, tym razem przynajmniej była świadoma tego, że znowu zniknie z jej życia. Nie, żeby to było szczególnie pocieszające.
Nie miała pojęcia dlaczego negował jej intencje. Może dała mu ku temu powód, tak, ale były to tylko słowa, zresztą rzucone pod wpływem chwili, kiedy czuła, że nie może zrobić już nic innego, zranił ją, zareagowała automatycznie, próbowała się bronić. Tak jak potrafiła, nie mogła jednak pozwolić na to, żeby całkowicie ją zdeptał, nie mogła nie zareagować, nie była w stanie aż tak zobojętnieć. Dostosowywała się do tego, co jej dawał, a przy okazji najwyraźniej rozpierdoliła jedyną stałą jaka im pozostawała. Naruszyła to, co kiedyś wydawało się być właściwe, a przecież wcale tak wtedy nie myślała. Widziała ich wspólną przyszłość, całkiem wyraźny obraz, a nawet wspólną starość, chociaż kiedyś w ogóle nie zakładała, że jej dożyje. To był jedyny taki moment w jej życiu, kiedy z nadzieją potrafiła patrzeć na to, co ją czekało.
Teraz? Teraz widziała raczej mrok. Nie ułatwiała tego rzeczywistość, w której przyszło im żyć, była okrutna, pełna przemocy, istot, które chciały ich zniszczyć, czy ludzi, którzy nie mieli żadnych skrupułów przed tym, aby dla zabawy odebierać życia. Gdyby mieli siebie łatwiej byłoby im przetrwać te wszystkie tragedie, teraz musieli radzić sobie z tym sami, jak widać wychodziło im to raczej gorzej niż lepiej, bo kto właściwie był w stanie dźwignąć to wszystko? Nikt.
Mógł uznać ją za głupią, faktycznie nie powinna była po raz kolejny dawać im nadziei, ale nie potrafiła stąd odejść. Nie po tym, co razem przeżyli, nie kiedy tyle dla niej znaczył, bez względu na to, ile goryczy by się z nich nie wylewało. Właściwe wydawało się pozostanie przy nim. Nawet jeśli tego nie chciał, nawet jeśli znowu pokazywała, że nie ma żadnej autorefleksji, że jest trochę masochistką, która nie miała żadnego problemu z tym, że ktoś ją krzywdził. Trwała tutaj mimo tych słów, którymi w nią rzucał, których echo nadal pozostawało jej w głowie. Najwyraźniej to było za mało, aby spowodować, że odwróci się i po prostu wyjdzie.
Tak naprawdę przecież ona nigdy nie chciała odchodzić. Mówiła, że może być jego oparciem, bez względu na to, co się będzie działo. Wydawało jej się to logiczne, bo przecież to kiedyś działało, kiedyś mogli przyjść do siebie ze wszystkim i zawsze dostawali wsparcie. Nie miała pojęcia, co mogło spowodować, że to zaufanie zostało zachwiane, co mogło się wydarzyć, że stwierdził, że z kolejną sprawą nie będzie w stanie sobie poradzić, od czego właściwie chciał ją trzymać z daleka, ale to teraz nie było ważne, bo trwała tutaj z nim, dawała mu swoje ciepło, próbowała odgonić mrok, chociaż i ją próbował pochłonąć, tyle, że teraz, teraz ona nie była istotna.
Miała wrażenie, że wszystko zaczęło się sypać kiedy od niej odszedł, przynajmniej w jej świecie, może u niego zdarzyło się to szybciej, musiało tak być, skoro nagle postanowił ją odrzucić. Wcześniej winiła za to siebie, teraz czuła, że winny jest świat, który chciał jej go odebrać.
- Będzie. - Uparcie próbowała sugerować mu, że to nie był koniec, chociaż chyba we dwoje w to nie wierzyli. Nie było już co ratować, wszystko się rozsypało, odebrano im całą nadzieję, ale nie chciała wypowiedzieć tego w głos, bo wtedy już nic nie miałoby sensu, wszystko zostałoby zakopane.
Niby pozbyli się wczoraj bestii, która chciała odebrać jej życie, ale czy ona sama nie wypuściła go ze swoich dłoni. Nie walczyła wtedy, kiedy miałą ku temu okazję, pogodziła się z tym, że tak ma być, a teraz już mogło być zbyt późno na to, żeby wrócić do tego co było, zresztą nie dało się tak, to już dawno znajdowało się za nimi. Dzisiaj chyba też odebrali sobie jakąkolwiek szansę na przyszłość. Mimo, że tego nie chciała, mimo, że wiedziała, że to nie jest to, czego pragnie ponownie próbowała to zaakceptować. Jej czyny nie do końca o tym świadczyły, bo przecież siedziała tutaj z nim, starała się przynieść mu jakiekolwiek ukojenie, ale kiedy on tego nie chciał, to przecież nie było możliwości, aby jej się to udało. Niby mówił swoje, ale z drugiej strony pozwolił jej się do siebie zbliżyć, pozwolił jej zamknąć się w ramionach, znowu zaczęła się gubić, nie wiedziała, co robią, czy to ma jakikolwiek sens. Nie był to zresztą odpowiedni moment na to, aby się nad tym zastanawiać. Nie teraz, teraz słowa chyba nic by nie zmienilły.
- Wiem, wiem, że miałeś dobre intencje. - Musiał je mieć, przecież inaczej by jej nie zostawił, nie po tym, co jej powiedział, wolała sobie nie wyobrażać, jak mu było z tym ciężko, bo przecież wspomniał o tym, że o niej nie zapomniał, dalej coś do niej czuł, a z tym walczył, zresztą całkiem skutecznie. Nie miała pojęcia ile go to kosztowało. Teraz jednak to nie było ważne, nie chciała się skupiać na niepotrzebnych myślach, tylko dać mu ciepło którego potrzebował.
Nie przestawała delikatnie gładzić go po plecach, szczególnie, że pozwolił jej zareagować w ten sposób, korzystała więc póki mogła i dawała mu swoją bliskość.