- Lekko przeklęte to dosyć delikatnie powiedziane, aczkolwiek chyba nie ma sensu się jakoś specjalnie nad tym rozwodzić, musimy sobie jakoś radzić, co nie? - Bez sensu było się skupiać tylko i wyłącznie na tych pokręconych sytuacjach, które co chwile się pojawiały, jakby ciągle nie było ich zbyt wiele. Może po prostu powinni przywyknąć do tego, że świat tak wygląda, właściwie chyba tylko to im pozostawało, no bo co innego mieli robić, walczyć z wiatrakami? To nie miało żadnego sensu.
- Wiesz, myślę, że akurat skopanie dupy zawsze jest dobrym pomysłem, na pewno w niczym mu to nie zaszkodzi... - Jasne, Thomas był jej bratem, ale nie zamierzała jakoś usilnie chować go pod kloszem, cóż dopiero wrócił do Wielkiej Brytanii, a już zaczął się angażować w różne dziwne sprawy, może faktycznie dobrze by mu zrobiło kilka kopniaków w zakończenie pleców. To potrafiło być naprawdę mocno rozwijające, gdyby miała warunki zapewne sama by to zrobiła, ale cóż, już ustalili przecież, że daleko jej było do osoby, która potrafiłaby sięgnąć po takie metody.
Widziała, że próbował uniknąć tematu kotów, ale nie zamierzała zupełnie od tego odchodzić, jeszcze nadarzy się okazja to tego, aby mogła wcielić swój plan w życie, znajdzie się odpowiedni moment i wtedy zaatakuje, skorzysta z całego swojego uroku osobistego i wciśnie mu tego kota, nie będzie miał wyboru.
- Myślisz, że może mieszać jej w głowie? Właściwie, nie pamiętam, żeby ciotka kiedykolwiek zachowywała się w ten sposób, więc może coś jest na rzeczy. - Powinna się chyba tym zainteresować, bo przecież od tego była rodzina, kto jeśli nie oni wyciągnie ją z tej sytuacji? Wypadałoby porozmawiać z wujkiem, albo chociaż zwrócić uwagę jej rodziców na to, że coś niedobrego mogło się z nią dziać. Dzisiaj zdecydowanie nie zachowywała się typowo dla siebie, plus temu typowi, który krążył wokół niej nie patrzyło zbyt dobrze z oczu, kto wiedział po co to robił i co właściwie chciał osiągnąć kręcąc się przy jej ciotce.
- Nie ma się co dziwić, że panikują, sam widzisz, co się dzieje, trudno jest nie panikować, chociaż to niczemu nie służy, wręcz przeciwnie. - Zdawała sobie sprawę, że trudno jest się odnaleźć w takiej rzeczywistości, ale nie było innego wyjścia. Może wszechświat próbował im coś udowodnić, ale powinni się skupić raczej na tym, żeby nie dać sobie wejść na głowę. Szukać normalności w tym, co się działo. Nie dać się zastraszyć i nie wariować.
- Racja, zapomniałam, nie wiem jak ty funkcjonujesz. - Pewnie do wszystkiego można się było przyzwyczaić, ale sama zapewne nie umiałaby tego zrobić. Ostatnio bywała zmęczona przez to, że po godzinach pracy wspierała swoich przyjaciół tworzeniem dla nich różnych eliksirów i kadzideł, a przecież trwało to ledwie chwilę. Ambroise w sumie pracował tak od zawsze, to było godne podziwu.
- Nie chcę ci się zwlać na głowę. - Cóż, Nora nie lubiła być dla kogokolwiek problemem, nie przywykła do tego, aby nadużywać gościnności, wolała radzić sobie sama, więc najlepszą opcją wydawało jej sie po prostu dostarczenie przez Greengrassa książek do niej, nie chciała wpraszać mu się do biblioteki, mimo, że wydawał się na to nalegać. Zresztą i tak musiała doglądać cukierni, nawet w nocy.
- Cóż, ja nie mam ani specjalnych warunków, ani doświadczenia, więc faktycznie nie ma sensu nawet próbować ci dorównać, bo to się może dla mnie źle skończyć. - Norka najwyraźniej nawet piła odpowiedzialnie, w zasadzie rzadko kiedy zdarzało jej się podchodzić do czegokolwiek lekkomyślnie. Od lat musiała sobie radzić sama, i raczej wypadało, aby przewidywała wszelkie konsekwencje, które mogły wyniknąć z jej zachowania. Nie było sensu nawet próbować iść z nim łeb w łeb pijąc bimber, odpadałby pewnie po kilku kolejkach i tyle by było z tego wieczoru.
- Jedną osobę? Kurde, to musi być niesamowity zawodnik. - Skoro pokonał Roisa, który wydawał się mieć naprawdę doskonałe predyspozycje do tej konkurencji.
- Mnie nie. - Jakoś sobie przecież zawsze ze wszystkim radziła, to pewnie było głupie przyzwyczajenie, ale nie znosiła się wysługiwać kimkolwiek w czymkolwiek. Taki już miała charakter, że nie znosiła sięgać po pomoc.
- Powiedzmy, że ten argument bardziej do mnie przemawia. - Wiedziała, że próbował ją przekabacić i nawet mu się to udało. Nie zamierzała rękoma i nogami bronić się przed tym zrobieniem drinka, szczególnie, że zaczął rzucać całkiem interesującymi nazwami drinków. Niech mu już będzie, niech przejmuje tę kuchnię i pokaże co potrafi.
Figgówna pozostała na swoim krześle i kątem oka obserwowała mężczyznę podczas tego, kiedy przygotowywał dla niej alkohol. Zabawnie wyglądał próbując odnaleźć się w jej miniaturowej kuchni, trochę jak słoń w składzie porcelany, aczkolwiek udało mu się uniknąć potknięć. Cóż, nie pierwszy raz to robił, więc to nie powinno być w ogóle zastanawiające.
- Tak, mdląco słodki, taki, że możnaby od niego dostać cukrzycy. - Wiedziała, że to tak nie działało, ale miała nadzieję, że to w pełni przekaże Ambroisowi jej oczekiwania. Cóż, jej gust jeśli chodzi o trunki nie był szczególnie wyszukany, najlepiej jakby w ogóle po prostu nie było czuć jego smaku, a do tego chociaż odrobinę kopał.
- Wygląda obiecująco! - Odparła z nieukrywanym entuzjazmem, nie mogła się doczekać, aż spróbuje tego alkoholu. Na pewno szybko zapomni o tym okropnym smaku bimbru, tak, może to, że Roise rozgościł się w jej kuchni nie było wcale takie złe.
- Nie mam pojęcia, dzbanek jest chyba bardziej oczywisty, ale najwyraźniej nie myślisz szablonowo, ale to chyba dobrze? - Cóż, kreatywność była przecież dość istotna. Sięgnęła w końcu po tę szklankę i upiła z niej niewielki łyk, testowała tego drina. - Tak, jak się spodziewałam, wyśmienite, jesteś pewien, że wolisz pić tamto? - Nie miała pojęcia, jak to w ogóle było możliwe, że chlanie bimbru sprawiało komuś przyjemność, ale z drugiej strony różne były gusta.